Właścicielka piekarni „Paulinka” odpowiada na zarzuty w sprawie karaluchów

  • 25.06.2019, 09:41
  • Barbara Ćmiech
Podziel się:
Właścicielka piekarni „Paulinka” odpowiada na zarzuty w sprawie karaluchów
Na fali komentarzy dotyczących naszego artykułu „Uwaga. Problem z karaluchami przy ul. Węgierskiej. Jak się ich pozbyć?”, właścicielka tamtejszej piekarni „Paulinka”, która została niejako wywołana do tablicy przez naszych Czytelników, odpowiada na zarzuty. Nasz tekst miał na celu poinformować o problemie i pokazać, w jaki sposób można sobie z karakanami poradzić, jednak w komentarzach (które na prośbę właścicielki piekarni zostały wyłączone) nasi Czytelnicy wskazali winowajcę, dlatego postanowiliśmy opublikować list do redakcji, który otrzymaliśmy od pani Pauliny.

Jestem właścicielką piekarni „Paulinka”, znajdującej się przy ul. Węgierskiej w Gorlicach, prowadzę działalność gospodarczą od ponad dwudziestu lat i praktycznie od samego początku jestem ofiarą cichej wojny prowadzonej przez nielicznych sąsiadów.

Regularnie, przynajmniej dwa razy w roku, prowadzone są kontrole przez Powiatowy Inspektorat Sanitarny w Gorlicach, które nigdy nie wykazały żadnych nieprawidłowości (tym bardziej związanych z karaczanami).

Problem z insektami rozpoczął się kilkanaście dni temu i był wynikiem częściowej dezynsekcji wykonanej w sąsiednich blokach. Naturalnym jest, że insekty pod wpływem oprysku przemieszczają się otumanione w miejsce wolne do chemikaliów używanych przy dezynsekcji. I tak przeniosły się na teren piekarni, która jest w bezpośrednim sąsiedztwie bloków mających problem z insektami.

Jako doświadczony przedsiębiorca, dbając o jakość produkcji, przeprowadziliśmy całościową (łącznie z podwórkiem) dezynsekcje, która została powtórnie wykonana.

Piekarnia znajduje się pomiędzy dwoma blokami, w związku z czym jest pod stałą obserwacją wścipskich sąsiadów, którzy za wszelką cenę chcą doprowadzić do zamknięcia zakładu. Co jakiś czas piszą bezpodstawne donosy do wszelkich instytucji państwowych, za co niestety konsekwencje finansowe ponoszę ja, jako właściciel firmy.

W pewnym czasie problemem stał się nawet pies stróżujący na terenie zakładu, który kilkukrotnie został obrzucony kamieniami, a jego szczekanie prowadziło do częstych interwencji straży miejskiej, co doprowadziło finalnie do otrucia psa.

W piekarni przeprowadzona została również kontrola ochrony środowiska, gdyż rzekomo piec do wypieku chleba był opalany śmieciami. Przedmiotowa kontrola, jak i wcześniejsze, okazała się również bezpodstawna, bowiem piec opalany jest ekologicznym olejem opałowym, posiadającym atest.

Jest mi zwyczajnie przykro, że jako mały, lokalny przedsiębiorca, dający zatrudnienie, jestem nękana ciągłymi atakami, bezpodstawnymi donosami ze strony mieszkańców, które w konsekwencji narażają mnie na wysokie straty finansowe i zdrowotne.

Barbara Ćmiech


Pozostałe