Rekord właśnie padł
Jeszcze kilka tygodni temu alarmowaliśmy, że Klimkówka niebezpiecznie zbliża się do historycznego minimum. Dzisiaj nie trzeba już mówić o zbliżaniu się do rekordu.
Rekord został przekroczony. 21 września o godz. 6 napełnienie zbiornika wynosiło 4,19 mln m³. Klimkówka znalazła się tym samym poniżej poziomu wskazywanego wcześniej jako najniższy w historii funkcjonowania zbiornika.
Jeszcze pod koniec lipca znajdowało się w nim około 9,5 mln m³ wody. 20 sierpnia było to około 6,3 mln m³. Teraz pozostało 4,19 mln m³. W ciągu niespełna dwóch miesięcy zniknęła więc ponad połowa zgromadzonej wówczas wody.
Jeszcze bardziej niepokojąco wyglądają dane dotyczące bieżącej pracy zbiornika. 21 września o godz. 6 chwilowy dopływ do Klimkówki wynosił zaledwie 0,17 m³/s. Odpływ wynosił natomiast 1 m³/s. W tej konkretnej chwili ze zbiornika wypływało więc niemal sześć razy więcej wody, niż do niego wpływało.
Równie wymowne są wartości średnie. Średni dopływ wynosił 0,42 m³/s, natomiast średni odpływ utrzymywał się na poziomie 1 m³/s. Daje to ujemny bilans około 0,58 m³/s. Gdyby taka różnica utrzymywała się przez całą dobę, matematycznie oznaczałaby ubytek około 50 tys. m³ wody.
Nie jest to prognoza na kolejne dni, bo zarówno dopływ, jak i odpływ mogą się zmieniać. Pokazuje jednak skalę problemu, z którym mamy do czynienia właśnie teraz.
Susza zrobiła swoje
Trzeba powiedzieć jasno: podstawową przyczyną dramatycznie niskiego stanu Klimkówki jest brak wody w zlewni. Lato było suche, większych i długotrwałych opadów brakowało, a dopływy do zbiornika stały się bardzo małe. Wody Polskie już wcześniej wskazywały na niskie przepływy i trudną sytuację hydrologiczną.
Żaden samorządowiec, poseł ani urzędnik nie jest w stanie sprawić, żeby nad Beskidem Niskim przez kilka dni padał deszcz. Ale właśnie wtedy, kiedy wody zaczyna brakować, jeszcze większego znaczenia nabiera zarządzanie tym, co pozostało.
Odpływ już zmniejszono
Przez ostatnie miesiące podjęto wiele działań, które miały spowodować, że gospodarowanie zbiornikiem stanie się bardziej racjonalne, a niedobór wody będzie priorytetem w działaniach administracyjnych.
Jeszcze w lipcu oficjalne dane Wód Polskich pokazywały odpływ z Klimkówki na poziomie 2 m³/s przy dopływie wynoszącym 0,73 m³/s. Obecnie odpływ wynosi około 1 m³/s.
Problem polega na tym, że mimo ograniczenia odpływu zasoby zbiornika nadal gwałtownie maleją, ponieważ dopływ stał się ekstremalnie mały. I właśnie dlatego sytuacja wymaga dziś zupełnie innego spojrzenia niż jeszcze kilka miesięcy temu.
Rozmów było wiele
O Klimkówce rozmawiają samorządowcy. Temat trafił do parlamentarzystów. Zajmują się nim Wody Polskie. Poseł Ryszard Wilk 29 lipca mówił o sytuacji zbiornika z mównicy sejmowej i apelował do ministra infrastruktury o zmianę zasad jego funkcjonowania. Wskazywał, że obowiązujące procedury wymagają ponownego przeanalizowania.
W sierpniu interpelację dotyczącą gospodarowania wodą w Klimkówce i bezpieczeństwa wodnego mieszkańców regionu złożyła poseł Barbara Bartuś. Zwracała uwagę między innymi na znaczenie zbiornika dla retencji, wyrównywania przepływu Ropy i zaopatrzenia mieszkańców w wodę.
Problem jest więc znany. Rozmowy trwają. Tylko że woda nie poczeka na ich zakończenie.
Jest kolejny przetarg
9 września Wody Polskie poinformowały o ogłoszeniu przetargu na wykonanie ekspertyzy dotyczącej zmiany gospodarki wodnej na zbiorniku Klimkówka oraz opracowanie koncepcji optymalizacji pracy elektrowni wodnej.
Analiza ma obejmować między innymi modelowanie pracy zbiornika dla różnych wariantów przepływu, bilans wodny zlewni i wpływ zmian klimatycznych. Dokumentacja ma być podstawą do podejmowania kolejnych decyzji.
Z punktu widzenia prawnego i technicznego takie analizy są potrzebne. Zbiornikiem tej wielkości nie można sterować na podstawie intuicji czy politycznych deklaracji.
Ale pojawia się inne pytanie. Czy przy 4,19 mln m³ wody naprawdę możemy pozwolić sobie wyłącznie na standardowe tempo administracyjnych procedur?
Czas działa na niekorzyść
Hydrologia nie dostosowuje się do terminów przetargów. Rzeka nie poczeka na podpisanie dokumentów, a zbiornik nie przestanie tracić wody tylko dlatego, że trwa przygotowywanie kolejnych analiz. Dane zmieniają się z dnia na dzień.
Dlatego przy historycznie niskim poziomie Klimkówki potrzebna jest bieżąca, lokalna analiza całego systemu: ilości wody napływającej do zbiornika, prognozowanych opadów, odpływu przez zaporę, przepływu Ropy poniżej Klimkówki oraz potrzeb ujęć zaopatrujących mieszkańców.
Trzeba pogodzić kilka interesów, których nie da się od siebie oddzielić. Ropa poniżej zapory musi zachować przepływ niezbędny dla środowiska i ujęć wody. Jednocześnie Klimkówka nie może zostać pozbawiona zasobu, który podczas przedłużającej się suszy jest strategiczną rezerwą regionu.
Chodzi o naszą wodę w kranach
I właśnie tutaj kończy się dyskusja o atrakcyjności jeziora, odsłoniętych brzegach czy sezonie turystycznym. Zaczyna się rozmowa o bezpieczeństwie wodnym mieszkańców.
Woda z Ropy jest wykorzystywana do zaopatrywania Gorlic i okolicznych miejscowości. Klimkówka pełni istotną funkcję w stabilizowaniu przepływu rzeki podczas okresów niedoboru wody.
Jeżeli zbiornik nadal będzie tracił zasoby, a susza się przedłuży, pole manewru będzie coraz mniejsze. Nie oznacza to, że jutro w Gorlicach zabraknie wody. Oznacza jednak, że pytanie o bezpieczeństwo zaopatrzenia mieszkańców przestało być abstrakcyjne.
Potrzebny plan kryzysowy
Przy rekordowo niskim poziomie zbiornika należy poważnie rozważyć, czy nie nadszedł moment na zwołanie spotkania w formule zarządzania kryzysowego z udziałem administratora Klimkówki, samorządów, przedsiębiorstw wodociągowych, służb wojewódzkich i hydrologów.
Nie po to, aby wywoływać panikę, ale po to, aby wiedzieć, co robimy, jeśli przez następne tygodnie nie spadnie wystarczająca ilość deszczu. Region powinien znać odpowiedź na podstawowe pytania.
Przy jakim poziomie Klimkówki sytuacja zacznie zagrażać ujęciom wody? Jak duża część obecnego zasobu jest rzeczywiście możliwa do wykorzystania? Jak długo przy aktualnym bilansie można utrzymywać obecny odpływ? Czy można go dalej bezpiecznie ograniczyć? Jakie działania zostaną uruchomione przy kolejnym spadku poziomu?
Dzisiaj mieszkańcy powinni znać te odpowiedzi.
Klimkówka nie poczeka!
Administratorem Zbiornika Klimkówka jest Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Obiekt pozostaje w strukturze Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Rzeszowie i właściwego terenowo Zarządu Zlewni, a w tym przypadku jest to Jasło.
To właśnie administrator wraz z instytucjami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo mieszkańców posiada narzędzia potrzebne do podejmowania decyzji dotyczących gospodarowania wodą.
I dziś apel powinien być prosty.
Do samorządowców powiatu gorlickiego, parlamentarzystów zajmujących się Klimkówką, Wód Polskich i wszystkich instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wodne regionu: czas rozmów musi teraz przełożyć się na konkretne decyzje.
Nie za kilka miesięcy. Nie wtedy, kiedy zostaną zakończone wszystkie analizy. Sytuację trzeba analizować każdego dnia już od dziś, na podstawie rzeczywistego stanu Klimkówki i Ropy.
Nie chcemy dojść do momentu, w którym mieszkańcy będą pytać, dlaczego reakcja przyszła dopiero wtedy, kiedy pojawiły się problemy z wodą w kranach.
Nie chcemy beczkowozów na ulicach Gorlic jako awaryjnego źródła wody. Nie chcemy tłumaczeń, że zabrakło deszczu, jeśli wcześniej nie wykorzystano wszystkich dostępnych możliwości racjonalnego gospodarowania zasobem.
Pogody nie da się zmienić decyzją administracyjną. Można jednak przygotować region na skutki suszy i zarządzać wodą tak, żeby każdy metr sześcienny był wykorzystywany możliwie najrozsądniej.
21 września Klimkówka zeszła do 4,19 mln m³. Tak mało wody jeszcze w niej nie było. Od tej chwili każda doba ma znaczenie.



Napisz komentarz
Komentarze