Owce znają swojego bacę
Patrząc na ogromny kierdel z bliska, trudno było oprzeć się wrażeniu, że między bacą, juhasami i owcami istnieje porozumienie budowane przez wiele miesięcy wspólnego życia.
Owce rozpoznają głosy, nawoływania i rytm stada. Baca zna zachowanie swoich zwierząt, wie, kiedy trzeba je przyspieszyć, kiedy pozwolić im zwolnić, a kiedy spokojnie poczekać.
W tysiącach poruszających się zwierząt nie było przypadkowości. Kierdel miał własny rytm, a człowiek szedł razem z nim.
Stado wypełniało przestrzeń
Redyk trudno opisać słowem „przemarsz”. Stado wręcz przelewało się przez krajobraz. Owce pojawiały się między drzewami, wypełniały ścieżki, drogi i pobocza. Przeciskały się wzdłuż ogrodzeń i pomiędzy zatrzymanymi samochodami. Tam, gdzie chwilę wcześniej była pusta droga, po kilku sekundach nie było widać niemal nic poza białymi grzbietami zwierząt.
Pierwsze owce znikały już za kolejnym zakrętem, kiedy końca stada wciąż nie było widać.
Trawa zawsze kusiła
Mimo długiej drogi owce pozostawały owcami. Kiedy tylko nadarzała się okazja, któraś z nich zatrzymywała się na moment przy poboczu i skubała świeżą trawę. Za nią próbowała kolejna. Czasem wystarczyło kilka zielonych kęp, aby fragment stada na moment zwolnił.
Po chwili następowało nawoływanie juhasów, ruch pozostałych zwierząt porywał maruderów i kierdel znów płynął dalej.
Te drobne sceny wywoływały uśmiechy wśród obserwujących. Ogromne stado mogło robić imponujące wrażenie, ale z bliska można było dostrzec pojedyncze owce, ich ciekawość i spokojne zachowanie.
Ludzie szli razem
W Wysowej-Zdroju byliśmy przy redyku około godz. 13.30. Wzdłuż jego trasy czekali mieszkańcy, kuracjusze, turyści i osoby, które specjalnie przyjechały w Beskid Niski, aby zobaczyć kierdel bacy Klimowskiego.
Na całej trasie redyku pojawiają się tysiące ludzi. Jedni stoją przy swoich domach, inni czekają przy drodze, na skrzyżowaniach i polanach. Są fotografowie, rodziny z dziećmi, starsi mieszkańcy pamiętający podobne obrazy sprzed wielu lat.
Niektórzy przez kilka minut idą razem z owcami. Jakby nie chcieli, żeby ten obraz zbyt szybko zniknął za kolejnym zakrętem.
Z łezką w oku
Właśnie reakcje ludzi były jednym z najbardziej poruszających elementów dzisiejszego redyku. Były telefony wyciągnięte do zdjęć i nagrań, ale były też osoby, które nie fotografowały. Stały przy drodze i patrzyły.
Na twarzach pojawiały się uśmiechy, a czasem wzruszenie. Dla części starszych mieszkańców taki widok przywołuje wspomnienia świata, w którym owce, pasterze i sezonowy wypas były znacznie bardziej obecne w codziennym życiu beskidzkich wsi.
Dzieci z kolei patrzyły z niedowierzaniem na setki zwierząt pojawiających się jedno za drugim.
Dzwonki słychać wcześniej
Redyk najpierw się słyszy. Jeszcze zanim zza zakrętu wychodzą pierwsze owce, w dolinie pojawia się charakterystyczny dźwięk dzwonków. Z każdą chwilą staje się coraz głośniejszy. Później dochodzi beczenie, szczekanie psów, nawoływania juhasów i odgłos tysięcy racic.
Gdy całe stado przechodzi obok, dźwięk wypełnia niemal całą przestrzeń. Kilka minut później zaczyna cichnąć. Owce są już dalej.
Baca idzie ze stadem
Józef Klimowski prowadzi swoje owce przez góry od lat. W takim redyku szczególnie mocno widać, że baca nie stoi obok stada. On jest jego częścią.
Przez miesiące wypasu człowiek i zwierzęta funkcjonują wspólnie. Są razem podczas dobrej pogody, ulewy, chłodu i upału. Baca odpowiada za owce, zna ich zachowania i pilnuje ich bezpieczeństwa.
Jesienny redyk staje się symbolicznym finałem tego czasu. Teraz wspólnie pokonują kolejne kilometry.
Przed nimi Podhale
Kierdel wyruszył z Czarnego w gminie Sękowa. Pierwszego dnia droga prowadziła przez Beskid Niski, m.in. przez okolice Radocyny, Koniecznej, Regietowa, Wysowej-Zdroju i Ropek.
Przed bacą, juhasami i owcami około 180 kilometrów drogi. Finałem wielodniowej wędrówki będzie Nowy Targ.
Nie da się dokładnie określić godziny, o której stado dotrze do każdego kolejnego miejsca. Owce mają własne tempo. Czasem przyspieszają, czasem zwalniają, czasem próbują wykorzystać kilka sekund na skubnięcie trawy.
I właśnie w tym tkwi niezwykłość tej drogi.
Redyk trzeba zobaczyć
Możemy opisać dźwięk dzwonków, ogrom stada i owce wypełniające całą drogę. Możemy napisać o bacach, juhasach i ludziach stojących przy trasie.
Ale redyk trzeba zobaczyć i usłyszeć. Dlatego zapraszamy do naszej galerii zdjęć oraz do obejrzenia nagrań z dzisiejszego przejścia przez Wysową-Zdrój. Zobaczcie, jak niemal 1400 owiec przelewało się między drzewami, drogami, samochodami i ogrodzeniami, a ludzie przez chwilę szli razem z nimi.
To jeden z tych obrazów Beskidu Niskiego, które zostają w pamięci długo po tym, kiedy ostatni dzwonek ucichnie za zakrętem.



Napisz komentarz
Komentarze