Prawie 500 kilometrów Camino
We wtorek, 13 października, ponownie połączyliśmy się na żywo z Arturem Grądalskim, który od 1 października przemierza portugalskie szlaki, zmierzając do Santiago de Compostela w Hiszpanii.
Gorliczanin rozpoczął swoją charytatywną wyprawę w Faro. Zaplanował pokonanie około 950 kilometrów, aby zwrócić uwagę na potrzeby dwóch dziewczynek chorujących na zespół Retta – Poli Betkier i Nikoli Woźniak.
Podczas naszej niedzielnej rozmowy Artur miał za sobą 418 kilometrów. Po kolejnych dwóch dniach dystans wzrósł do około 482 kilometrów. Oznacza to, że przez trzynaście dni pokonał już ponad połowę tysiąca kilometrów, a do połowy zaplanowanej trasy brakuje mu zaledwie kilku kilometrów.
Ostatnie dwa etapy prowadziły z Tomar do Alvaiázere, a następnie do Alvorge. Pierwszy liczył około 35 kilometrów, drugi był nieco krótszy i wynosił około 28 kilometrów.
Choć Artur wciąż utrzymuje wysokie tempo, coraz wyraźniej odczuwa skutki wielodniowego wysiłku.
Upał daje się we znaki
Ostatnie dwa dni na szlaku znacząco różniły się pod względem ukształtowania terenu. Łączyła je jednak wysoka temperatura, która w najcieplejszych godzinach dnia przekraczała 30 stopni Celsjusza.
Podczas pierwszego etapu Artur przemierzał częściowo tereny zalesione, dzięki czemu mógł chwilami odpocząć od bezpośredniego działania promieni słonecznych.
Najtrudniejsza okazała się końcówka. Ostatnie 10–12 kilometrów prowadziło asfaltową drogą, praktycznie bez możliwości schronienia się w cieniu.
Gorliczanin przyznał, że długotrwały marsz w takich warunkach staje się coraz bardziej wyczerpujący. W ciągu dnia temperatura sięga nawet 32–33 stopni Celsjusza, natomiast ranki i wieczory są zdecydowanie chłodniejsze.
Piesek wskazał właściwą drogę?
Jedną z najbardziej zaskakujących historii ostatnich dwóch dni okazało się spotkanie z bezpańskim psem.
Artur opowiedział nam, że zwierzę przez około trzy lub cztery kilometry towarzyszyło mu na szlaku. W pewnym momencie dotarli do rozwidlenia dróg, gdzie gorliczanin nie był pewien, w którym kierunku powinien kontynuować marsz.
Postanowił skręcić w lewo. Wtedy pies niespodziewanie podbiegł do niego i zaczął szczekać.
Artur odebrał zachowanie zwierzęcia jako sygnał ostrzegawczy. Zawrócił i wybrał drugą drogę, a czworonożny towarzysz spokojnie ruszył za nim.
Podczas naszej rozmowy przyznał z uśmiechem, że nie wie, czy był to przypadek, ale odniósł wrażenie, jakby pies rzeczywiście próbował wskazać mu właściwy kierunek.
Nie wiadomo, czy zwierzę znało przebieg szlaku. Sama sytuacja była jednak dla pielgrzyma jednym z najbardziej niezwykłych momentów ostatnich dni.
Górski szlak pełen przeszkód
Wtorkowy etap był zupełnie inny niż poniedziałkowy. Tym razem Artur musiał pokonać mocno pofałdowany teren, na którym podejścia przeplatały się z wymagającymi zejściami.
Miejscami ścieżka prowadziła przez skaliste fragmenty, wymagające ostrożnego stawiania kroków i przeciskania się między naturalnymi przeszkodami.
Dodatkowym utrudnieniem były liczne powalone drzewa i połamane konary.
Artur zauważył również służby usuwające duże fragmenty drzew z okolicznych dróg. Przypuszczał, że wcześniej mogła przejść tam silna wichura, jednak przyczyna uszkodzeń nie została potwierdzona.
Podczas rozmowy oglądaliśmy przesłane przez niego fotografie, na których widoczne były uszkodzone drzewa i fragmenty trudnej do pokonania trasy.
Stopy potrzebują odpoczynku
Po trzynastu dniach wyprawy Artur przyznaje, że jego ogólna kondycja pozostaje dobra. Coraz większym problemem stają się jednak stopy, które potrzebują dłuższej regeneracji.
Wcześniej gorliczanin pokonywał dziennie nawet ponad 35 kilometrów. Teraz otwarcie mówi, że dalsze utrzymywanie takiego tempa może być zbyt dużym obciążeniem.
Chce przede wszystkim uniknąć sytuacji, w której narastający ból uniemożliwiłby mu kontynuowanie marszu.
Dlatego zamierza ograniczyć dzienne etapy do około 25 kilometrów. Według jego obliczeń dotychczas wypracowany zapas kilometrów pozwoli mu nadal zmieścić się w zaplanowanym terminie dotarcia do Santiago de Compostela.
Zmiana tempa ma umożliwić odpoczynek i bezpieczne pokonywanie kolejnych odcinków.
Trudna droga do Coimbry
Podczas naszej poprzedniej rozmowy Artur zapowiadał, że chciałby w najbliższych dniach dotrzeć do Coimbry, jednego z większych miast na portugalskiej trasie Camino.
We wtorek przyznał jednak, że musi podejść do tego planu ostrożniej.
Jeden ze spotkanych na szlaku pielgrzymów, pochodzący z Belfastu, zdecydował się kontynuować marsz i pokonać kolejny dłuższy odcinek. Artur postanowił natomiast zakończyć dzień wcześniej, aby dać organizmowi więcej czasu na odpoczynek.
Nie bez znaczenia pozostaje kwestia noclegów. Gorliczanin wyjaśnił nam, że coraz częściej uzależnia długość następnego etapu od dostępności miejsc w schroniskach i hostelach.
Podczas wtorkowego połączenia wciąż oczekiwał na potwierdzenie możliwości zakwaterowania w kolejnych obiektach.
Ostateczną decyzję dotyczącą środowego marszu zamierzał więc podjąć dopiero po uzyskaniu informacji o noclegu.
Schronisko w wyjątkowym miejscu
Wtorkową rozmowę przeprowadziliśmy, kiedy Artur przebywał przed jednym ze schronisk przeznaczonych dla pielgrzymów. Jak nam opowiedział, miejsce wyróżniało się ciekawym sposobem zagospodarowania przestrzeni. Obiekt powstał przy restauracji, a jego część wykonano z drewnianych elementów i kamienia.
Wewnątrz znajdowało się kilka łóżek piętrowych oraz przestronne prysznice. Co ważne, tym razem Artur nie musiał obawiać się tłoku. Według jego relacji w obiekcie przebywały zaledwie trzy osoby.
To wyraźna zmiana w porównaniu z wcześniejszymi dniami, kiedy znalezienie wolnego łóżka bywało poważnym problemem. Artur zauważył, że udało mu się oddalić od licznej grupy pielgrzymów, którzy wyruszyli z Lizbony. Dzięki temu dostępność noclegów na obecnym etapie wyprawy jest nieco lepsza.
Oznaczenia potrafią zmylić
Podczas rozmowy wróciliśmy także do trudności związanych z odnajdywaniem właściwego kierunku na Camino de Santiago. Artur wyjaśnił, że zazwyczaj rozpoczyna marsz około godz. 8, kiedy na ulicach portugalskich miejscowości zaczynają pojawiać się mieszkańcy.
Ich obecność bywa pomocna, ponieważ oznakowanie w niektórych miejscach jest niejednoznaczne. Według obserwacji pielgrzyma część strzałek może wskazywać dojścia do schronisk i miejsc noclegowych, a nie główny przebieg szlaku. To sprawia, że wyjście z miejscowości czasami wymaga dodatkowego sprawdzania nawigacji.
Gorliczanin podkreśla, że przy zmęczeniu nawet niewielka pomyłka może oznaczać kilka niepotrzebnych kilometrów marszu.
Camino dla Poli i Nikoli
Najważniejszy cel wyprawy Artura Grądalskiego pozostaje niezmienny. Gorliczanin przemierza setki kilometrów, aby pomóc Poli Betkier i Nikoli Woźniak, dziewczynkom chorującym na zespół Retta.
To rzadka choroba genetyczna, która może powodować poważne zaburzenia rozwoju, komunikacji i sprawności ruchowej. Dziewczynki potrzebują specjalistycznej opieki, leczenia oraz rehabilitacji.
Wyprawa ma zwrócić uwagę na ich sytuację i zachęcić jak najwięcej osób do wspierania zbiórki. Dziś skarbonka pokazuje kwotę 4 325 zł. Nadal zachęcamy do wpłat i udostępniania informacji o charytatywnej inicjatywie.
Kolejne apele o wsparcie
W trakcie naszej wtorkowej transmisji ponownie zwróciliśmy się do osób publicznych, mediów i przedsiębiorstw z prośbą o zainteresowanie się historią Artura oraz dziewczynek, dla których podjął tę wyprawę.
Przypomnieliśmy wcześniejsze apele kierowane do Marcina Dańca, Tadeusza Kroka, Ewy Wachowicz, Dariusza Bohatkiewicza, Agnieszki Kołodziejskiej, Wojciecha Cejrowskiego oraz twórców Łatwogangu.
Wspomnieliśmy także o Sejmie RP, Konferencji Episkopatu Polski, Radiu RDN Małopolska, RMF24, firmie Skanska oraz osobie prowadzącej profil „Zasięg Dobra”.
Wśród lokalnych inicjatyw ponownie pojawił się pomysł skierowany do burmistrza Gorlic Rafała Kukli, dotyczący symbolicznego podświetlenia jednego z miejskich obiektów na fioletowo. Kolor ten jest wykorzystywany w akcjach zwiększających świadomość o zespole Retta.
Tym razem Artur zaproponował również skierowanie apelu do dwóch kolejnych rozpoznawalnych osób.
Katarzyna Zielińska i Maciej Dowbor
Podczas wtorkowej rozmowy gorliczanin wspomniał o Katarzynie Zielińskiej, aktorce pochodzącej z Limanowszczyzny, związanej z Małopolską. Artur liczy, że zainteresowanie znanej artystki mogłoby pomóc w dotarciu z informacją o wyprawie do szerszego grona odbiorców.
Drugą osobą, do której postanowiliśmy skierować apel, jest Maciej Dowbor, dziennikarz i prezenter telewizyjny. Zachęcamy oboje do udostępnienia informacji o Camino dla Poli i Nikoli w swoich mediach społecznościowych. Podkreślamy, że są to prośby o wsparcie.
Osobiste pozdrowienia z Portugalii
Na zakończenie naszej rozmowy Artur poprosił jeszcze o możliwość skierowania kilku słów do bliskich mu osób. Pozdrowił Tomka, Leszka i Bogumiła, którzy, jak wyjaśnił, zmagają się obecnie z problemami zdrowotnymi. Przekazał im życzenia siły i wytrwałości.
Ten osobisty akcent zakończył kolejne spotkanie z gorliczaninem. Następne połączenie na żywo zaplanowaliśmy na czwartek, 15 października, kiedy ponownie sprawdzimy, jak radzi sobie na Camino i czy udało mu się dotrzeć do Coimbry.
Każdy kilometr ma znaczenie
Artur Grądalski ma już za sobą ponad 480 kilometrów. Przed nim niemal drugie tyle drogi do Santiago de Compostela. Choć zmęczenie zaczyna wpływać na jego plany, nie zamierza rezygnować z celu. Chce rozsądniej rozłożyć siły, zadbać o regenerację i kontynuować charytatywną wyprawę.
My nadal będziemy towarzyszyć mu w tej niezwykłej drodze, regularnie rozmawiając z nim na żywo i informując o postępach zbiórki. Artur prosi przede wszystkim o udostępnianie informacji o wyprawie, aby historia Poli i Nikoli dotarła do kolejnych osób.
Link do zbiórki >>>Camino dla Poli i Nikoli (SiePomaga.pl)
A tak wyglądała ostatnia relacja na żywo z wyprawy Camino de Santiago Artura Grądalskiego.



Napisz komentarz
Komentarze