×
Andrzej GUT-MOSTOWY - Kandydat na Posła RP
Andrzej GUT-MOSTOWY - Kandydat na Posła RP
Andrzej GUT-MOSTOWY - Kandydat na Posła RP

Co to jest zbiornik paliwa w samochodzie?

  • 08.02.2019, 13:59 (aktualizacja 08.02.2019, 15:44)
Podziel się:
Oceń:
Co to jest zbiornik paliwa w samochodzie?
Zbiornik paliwa to taki wielki zamknięty baniak z rurką, przez którą wlewa się wachę. Niestety trzeba to zrobić co jakiś czas, bo inaczej nasza półtoratonowa forteca nieodwołalnie się zatrzyma. Różne są strategie odwiedzin na tzw.  cepeenie, ale najbardziej popularną jest tankowanie za 50 zeta, gdy zaświeci się „Żyd”.

Nie jest to objaw antysemityzmu i nie wiadomo kto wymyślił tę nazwę dla kontrolki niskiego stanu paliwa. Tankowanie za pięć dych ma tę zaletę, że nieodczuwalne są wahania cen paliwa, bo tankujący patrzy na złotówki, skrzętnie odwracając wzrok od licznika litrów.

Na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej wszyscy wiedzą, że najlepszym samochodem w historii motoryzacji jest Volkswagen Passat wersja „pancernik” koniecznie kombi w tedeiku, ale jeden sześć. Nie jest to prawdziwy tedeik, bo ma co prawda wtrysk pośredni, ale jakoś się tak utarło, by awansować go do rangi tedeika. Ma on tę cudowną właściwość, że jak się najedzie prawym tylnym kołem na wysoki krawężnik, to można do niego podobno zatankować prawie 100 litrów „ropy”, „gnojówki”, czy jak tam się mówi na olej napędowy, co odpowiada dwustu flaszkom półlitrowym. Po takiej operacji pancernik może dojechać do Portugalii bez tankowania, a nawet kawałek wrócić. Każdy „cepeen” za wschodnią granicą posiada rzeczony krawężnik w postaci pustaka z deską do najechania lub podobną konstrukcją, wszak klient nasz per pan. Jak wschodnia rubież długa, granicę codziennie przekraczają tysiące passatów wersja B3 kombi, jadących na oparach, by na najbliższej stacji zatankować „pod korek”. Korek jak wiadomo pochodzi z Portugalii, ale to nie turyści dalekobieżni tankują 30 letnie rumaki, żaden się do Portugalii nie wybiera, choć passatowi to niedziwne. Ale nas to wcale nie obchodzi, że zaraz po powrocie na łono ojczyzny rumaki te są dojone z „gnojówki”, by nazajutrz na oparach ponownie przekroczyć wschodnią granicę.




Ale wracajmy do liczb, bo może magia wyparować… Nie wiadomo jak to nasi zachodni bracia Germanie zrobili, ale Pancernik jest w stanie pokonać 100 km na 4 litrach „ropy”, o ile oczywiście nie przekracza się 80km/h. Nie ma on żadnych wynalazków typu DPF ani wielofazowego wtrysku, a komputer, który nim steruje jest niewiele lepszy, niż ten, który umożliwił Armstongowi (ale nie temu trębaczowi) lądowanie na księżycu. Po uruchomieniu brzęczy jak kilo gwoździ w wiadrze emaliowanym, ale gdy już ruszy, to zużywa mniej niż pięćdziesiątkę ON na kilometr, czyli jakieś 30 „gram”. Trochę więcej niż lampka koniaku biorąc na wagę, oczywiście nie licząc szkła. Wygląda na to, że zużywa 1,44 megadżula czyli 0,4kWh na kilometr. Te dżule już przerabialiśmy, a nam dziś chodzi o magiczny baniak z rurką o pojemności dwustu półlitrówek i o drugi, większy na cepeenie, o pojemności 20 tysięcy litrów, z którego można zatankować 200 passatów.

Jest więc ten zbiornik po prostu akumulatorem energii, takim samym jak ten ciężki przedmiot z czerwonym plusem i czarnym minusem, z którego bierzemy energię na rozruch hałaśliwego diesla. Takim samym, ale większym. O ile większym? Policzmy…litr oleju napędowego waży 82 dekagramy, a cały zbiornik wliczając blachę 100 kilogramów, z tego 82 kilo wachy. W ten sposób dochodzimy do wniosku, że w zbiornik mieści się 3500 megadżuli, czyli prawie tysiąc kilowatogodzin, jedna megawatogodzina. A w tym dużym na stacji prawie 700 tysięcy MJ, co daje niecałe dwieście tysięcy kilowatogodzin. A ile energii mieści się w pięciu dwudziestokilogramowych akumulatorach rozruchowych, które tyle samo ważą, co zbiornik w passacie? Pojemność 80 amperogodzin to znowu jakaś wielkość na pozór dziwna, ale da się ją przeliczyć na energię w uproszczony sposób, bo moc w prądzie stałym policzymy gdy pomnożymy prąd razy napięcie, czyli volty z naklejki na baterii przez ampery z tej samej naklejki. A gdy jeszcze to pomnożymy przez te godziny z tej samej naklejki już nam wychodzi ta energia. Zostawmy dociekliwszym, czy te amperogodziny możemy zużyć całe, czy tylko 85%, by nie zepsuć akumulatora bezpowrotnie.

No to mnożymy. 13 volt razy 80 amperogodzin i razy pięć akumulatorów, to wychodzi nam 5200 czego? No pewnie watogodzin, czyli 5,2 kWh. A w przepastnym zbiorniku paliwa jest dwadzieścia razy więcej przy tej samej wadze. DWADZIEŚCIA RAZY! TAM WYŻEJ JEST WYTŁUSZCZONE!

 




 

Nawet jeśli pancernik wykorzysta 40% tej zgromadzonej energii, a akumulator 85% to i tak przy tej samej wadze mieści prawie 10 razy więcej.

Jest więc ten zbiornik akumulatorem energii, którą można uzupełnić w jakieś trzy minuty. Mniej niż potrzeba, by odkręcić jeden akumulator o pojemności 50 razy mniejszej…

A czymże innym jest stacja paliw płynnych, zwana cepeenem, jak nie dostawcą energii? Gdy uruchomi się sześć dystrybutorów to w minutę płynie do pojazdów 240 litrów paliwa, co daje osiem tysięcy megadżuli, dwie i dwie dziesiąte megawatogodzin energii. W godzinę dostarczy 140 MWh energii. Elektrownia na zaporze w Solinie ma potencjalnie 200MW mocy. Ale tylko w czasie powodzi. Normalnie może wytwarzać jakieś 20MW. Tyle co jeden dystrybutor na stacji…

Jakim kablem trzeba by prowadzić prąd, żeby dostarczać 140 megawatów? Przy napięciu zmiennym w jednej fazie 230 volt potrzebny byłby prąd rzędu pół miliona amperów. Wyobraźmy  sobie gdy mamy na domu bezpieczniki 11 amperów. 50 tysięcy razy mniej.

Odpowiedź wydaje się prosta, żeby stacja paliw zaopatrywała samochody elektryczne w taką samą ilość energii elektrycznej, jaką dostarcza w postaci benzyn powinna mieć infrastrukturę podobną do elektrowni w Solinie.

Prąd do odbiorców w Polsce dostarczany jest siecią średniego napięcia co oznacza, że panuje w niej napięcie 15000 voltów. Nic prostszego na pozór doprowadzić na stację benzynową prąd o napięciu 15kv i postawić transformator wielkości autobusu dalekobieżnego, ale jak się Gregus dowiedział, całe miasto Gorlice wraz ze wszystkimi zakładami pobiera z sieci energetycznej 10-12 MW, co przekłada się na dzienne zużycie energii 250 MWh. Tyle energii zgromadzone jest w zbiorniku o pojemności 20 metrów sześciennych na każdej stacji paliw…

Duży ciągnik siodłowy, zwany tirem w dziesięć minut tankuje 500 litrów, połowę metra sześciennego, „gnojówki” i odjeżdża w siną dal. Przyjął niecałe 5 MWh. Tyle co miasto Gorlice, razem z zakładami przemysłowymi pobiera średnio w pół godziny. Samochody to nie tylko passat w tedeeiku, ale i 40 tonowa dłużyca z biomasą

Gregus powiedział trochę o liczbach, a w następnym odcinku będą nie tylko liczby, ale i ważny składnik wszystkich naszych strachów.

A dla cierpliwych fimik:

Odnawialne źródła energii i energia jądrowa w Polsce - YouTube

 




 

 

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe