Co z tego, że nieco wulgarnie? Stand-up dla Gorlic za 3,2,1... Voilà!

  • 26.11.2021, 09:15
  • Monika Kulka-Smołkowicz

Podziel się:

Oceń:

Sebastian Rejent i Maciej Ambicki po występie w Gorlicach Fot. haloGorlice
Polska scena stand-upowa jest zróżnicowana i rozwija się już od dobrych kilku lat. Do Gorlic dociera dopiero teraz, ale w jakiej formie! Czy Gorliczanie byli gotowi na jej właściwe przyjęcie? Zdecydowanie tak.

 

Słowo wstępu dla stand-upowych prawiczków

Tak, to nie jest materiał, do jakich przywykliście. Stand-up jest rozrywką, której formuła wykracza poza komedię rozumianą jako zwykły kabaret. To komentarz do naszego życia, spostrzeżenia o świecie i otaczającej nas rzeczywistości. Czasem dokonany poprzez wejście z butami do naszej sypialni w momencie, który wydaje się najmniej odpowiedni.

To również pokaz finezji i gotowości intelektualnej do tego, by się śmiać, także (a może przede wszystkim!) z samego siebie. To wycieczka, na którą zaprasza Was szaleniec, któremu jednak nie sposób odmówić inteligencji.

Czy bywa wulgarnie? Skłamalibyśmy, zaprzeczając.

Chętnych na taką wycieczkę było wczoraj wieczór bardzo wielu.

 

Czym jest stand-up?

Gdybyśmy mieli wytłumaczyć w sposób słownikowy, musiałoby to zabrzmieć tak:

stand-up – forma rozrywki, w której prowadzący opowiada różne historie: prawdziwe, zmyślone lub wyśnione. Ludzie najpierw płacą, by ich słuchać, a następnie się z nich śmieją... albo i nie. Czyli nieco jak monolog w kabarecie, tylko, że nie każdy monolog jest stand-upem, ale każdy stand-up jest monologiem.

To się po prostu czuje.

 

Tyle teorii, a jak to wygląda w praktyce?

Stand-up to formuła rozrywki, w której stand-uper bierze mikrofon i próbuje porwać nas swój szalony świat. A świat ten szalony jest zawsze i co do tego dyskusji być nie może. Bardzo szybko bowiem okazuje się, że bardziej lub mniej zmyślone historie, o których opowiada prowadzący, są tak naprawdę barwnie opowiedzianymi historiami, które spotykają i nas. To nasze życie, nasze rozmowy i spotkania z innymi ludźmi. Bywa to niepokojące, gdy okazuje się, że ze sceny słyszymy słowa, które czasem pojawiają się w naszej głowie, ale wstydzimy się je wypowiedzieć na głos.
I tak tworzy się nić porozumienia między stand-uperem, a publiką. Ta właśnie nić pozwala rozwijać program wypowiedzi w różnych kierunkach, czasem całkowicie improwizowanych.

 

I tu zaczyna się magia stand-upu

Obcy nam człowiek, który wychodzi na scenę opowiedzieć historię, schodzi z niej jako osoba, która przeprowadziła kilka rozmów, pozwoliła beztrosko się roześmiać, ale i zostawiła poczucie, że są pewne sprawy, o których myślimy podobnie, chociaż wstydzimy się powiedzieć to wprost.

Stand-up bywa prostacki. Bywa wulgarny. Bazuje na wyrazistości i przerysowaniu pewnych zdarzeń, ale nie brakuje w nim autoironii, a dystans do samego siebie i prezentowanych żartów jest absolutną podstawą. Okazanie certyfikatu potwierdzającego choćby śladowe ilości dystansu do samego siebie powinny być wymagane na wejściu do sali ze stand-upem.

Jeśli tego brak, stand-up udany nie będzie – to gwarantujemy.

...a jeśli się usadzicie w pierwszym rzędzie, to albo macie co pokazać prowadzącemu, albo nie macie pojęcia na co się piszecie.

 

Sebastian Rejent na solówce z Gorliczanami

Sebastian Rejent to znana od lat twarz polskiego stand upu. I nie, jeśli oglądałeś go na YouTube, to nie liczy się jako zapoznanie się z jego umiejętnościami.

Jak czytamy w jego biogramie na stronie stand-up Polska:

Od lat, niczym w skeczu Monty Pythona, szuka żartu idealnego, jeszcze mu się to nie udało, natomiast trzykrotnie żartem sprawił, że ktoś się posikał ze śmiechu… i nie było to dziecko. Sukces.

Uprawia ciężką sztukę stand-upową; robi to dla ludzi, dla siebie, jednak woli dla ludzi. Poza sceną zgłębia tajniki komedii i wykorzystuje je by pomagać innym. Na warsztatach, które prowadzi, uczy innych jak używać swojego poczucia humoru w teatrze życia codziennego.

Sebastian nigdy nie zgodzi się z ludźmi, którzy twierdzą, że czas spędzony na śmiechu jest czasem straconym, bo to by oznaczało, że Sebastian marnuje czas setkom osób dziennie.

 

Zaprezentowany wczoraj wieczór program Voilà, to autorski, solowy program komika. O czym? To i owo o wyzwaniach, jakie stwarza założenie rodziny w Polsce, filozoficzne niemal pytanie o sens posiadania dzieci (w Polsce...), jak i całkowicie poważne zastanowienie się nad, tym, czy w życiu mężczyzny w ogóle jest miejsce na kompleksy (biorąc pod uwagę treść stand-upu, na wiele innych rzeczy miejsca nie zostaje). Całość z elementami edukacyjnymi, związanymi z zaciąganiem kredytu i przygotowaniem do życia w rodzinie.

Program zaprezentowany w czasie niemal dwugodzinnego spotkania z gorlicką publicznością spotkał się z wieloma żywiołowymi reakcjami. Nie było o nie z resztą trudno, a uśmiech komika, który śmiał się niejednokrotnie wraz z publicznością, absolutnie nie był oznaką braku profesjonalizmu.

Pierwszy, zazwyczaj nieudany naleśnik, czyli komediowy supporter, Maciej Ambicki, także zasługuje na uwagę. W lekkiej wypowiedzi wprowadził zgromadzonych w klimat stand-upu, popisując się sceniczną swobodą i inteligencją. Jak na naleśnika: całkiem udany występ!


Gorlicki występ może zostać zaliczony do udanych. A mógł być po prostu zaliczony

Specyfika grania stand-upu przed publicznością taką jak gorlicka wynika z tego, że ...cóż tu ukrywać... wszyscy u nas się znają. Jeśli przychodzisz na stand-up musisz więc być gotowy, że zostaniesz obnażony z pewnych prawd i kłamstw, w których żyłeś do tej pory. To przyznanie się do tego, że pewne sprawy cię nie bawią, a inne tak – czy zaśmiejesz się w tym samym momencie co swoi dobrzy znajomi?

To nieco przerażające, ale podwójny, gorlicki występ był teatrem, w który wielu z ochotą się zaangażowało. W zdecydowanej większości wiedzieli na co się piszą, a prowadzący profesjonalnie pociągali za przygotowane wcześniej sznurki, snując narrację o sprawach małego i wielkiego kalibru.

Trafna puenta, czasem nieoczywisty podtekst, innym razem zwykły, choć pozornie płytki i wulgarny żart. I nie, nie łudźmy się, że publiczność składała się z prostaczków. Stand-up coraz częściej jest rozrywką wyrafinowaną, która kierowana jest do tych, którzy poza progiem prostoty potrafią się bawić. I to własnym kosztem. Czasem dla oczyszczenia, czasem, żeby spędzić wieczór w atmosferze absurdu. Pobyć z innymi w miejscu, w którym można, a nawet trzeba mówić o pewnych prawdach bezczelnie i wprost. Można po alkoholu, niektórzy mówią, że wręcz nie wypada inaczej. I to nawet wtedy, gdy za kilka godzin wstaniemy, założymy eleganckie garnitury i będziemy udawać poważnych ludzi, których brzydzi prymitywne poczucie humoru.

Oto prawda o nas wszystkich...Voilà!

 

Stand-up w Gorlicach na poważnie, a już niedługo cyklicznie!

Patelnię publiczności zgrabnie podgrzał Maciej Ambicki, a smaczne danie wysmażył na niej Sebastian Rejent ze swoim programem Voilà. Wypełniona po brzegi sala Dark Pubu pełna była pozytywnych emocji, a jak dowiedzieliśmy się pod koniec spotkania, takie okazje będą pojawiały się częściej.
Ten występ otworzył gorlicką scenę stand-upową, która ma od tej pory częściej gościć w przytulnej sali klubowej.
Czy będziemy mogli skorzystać z open-mike'a i spróbować własnych sił przed publiką? Czy w Gorlicach pojawią się kolejne wielkie nazwiska polskiego stand-upu, a nowa forma rozrywki znajdzie u nas podatny grunt?

 

Odpowiedzi poznamy już niebawem.

Monika Kulka-Smołkowicz

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe