Dziś trudno sobie to wyobrazić, ale były lata, gdy koszykówka kobiet była w Gorlicach sportem numer jeden. W weekend rozgrywano mecz, a całe miasto żyło jednym wydarzeniem. Hala pękała w szwach, bilety znikały błyskawicznie, a tysiące ludzi tworzyły atmosferę, której mogły zazdrościć znacznie większe miasta.
Krzysztof Hajduk, trener i człowiek od dekad związany z basketem, wspomina czasy, gdy Glinik Gorlice stał się marką rozpoznawalną w całej Polsce. W jego opowieści wracają nazwiska zawodniczek, kulisy budowy drużyny, codzienna praca, wielkie wyjazdy i emocje, które do dziś budzą sentyment.
Jak wyglądały początki kobiecej koszykówki w Gorlicach?
Powstanie koszykówki żeńskiej w Gorlicach, z tego, co udało mi się odtworzyć z historycznych wycinków i dokumentów, wiąże się z MKS Iskra Gorlice. Sekcja powstała z inicjatywy Stanisława Kierońskiego, byłego dyrektora liceum i profesora języka rosyjskiego. Razem z Aleksandrem Maksymowiczem i Wiesławem Zabierowskim powołali do życia MKS Iskra Gorlice.
To były jeszcze lata 60. i 70. Dziewczyny zaczynały grać w koszykówkę w szkole średniej, więc do sportu wchodziły dość późno. Grały na poziomie trzeciej ligi, z czasem próbowały wejść wyżej, i równocześnie prowadzona była praca z dziećmi. Właśnie ta praca z koszykarską młodzieżą z czasem zaczęła procentować.
W 1977 roku drużyna przeszła pod egidę GKS Glinik Gorlice. Glinik był wtedy silnym klubem, miał sekcję piłki nożnej, boksu, zapasów i przyjął pod swoje skrzydła także koszykówkę żeńską.
Gdzie odbywały się mecze? Nie było wówczas jeszcze Hali Sportowej OSiR.
Wszystkie mecze były rozgrywane w hali I LO im. M. Kromera. To była mała sala, nienormatywna, ale wtedy można było tam grać. Wszyscy się tam mieścili, siatkarze, koszykarze, budowlani, kto tylko potrzebował. Dzisiaj mamy dużą halę, a ludzie mówią, że się nie mieszczą. Wtedy był jeden Kromer i wszyscy jakoś dawali radę.
Później, kiedy weszliśmy do pierwszej ligi, graliśmy już na dużej hali. Wielu mówiło: „wyszli z tego kurnika, to na dużej sali się nie odnajdą”. A było dokładnie odwrotnie. Dla naszego zespołu większa hala była ogromnym atutem, bo dziewczyny mogły wreszcie pokazać swoje walory: szybkość, kontratak, przestrzeń, grę zespołową.
Jak pan wspomina swoje początki jako trener drużyny koszykówki żeńskiej?
Jestem Gorliczaninem od urodzenia, skończyłem studia w 1979 roku. Dostałem propozycję pracy w Bielsku Podlaskim, bo tam była drużyna, z którą graliśmy jeszcze w różnych rozgrywkach. Chodziło mi głównie o mieszkanie. Pojechałem tam, zacząłem pracę, ale po kilku miesiącach przyjechał do mnie Stanisław Kieroński razem z Zygmunt Wojtasiewiczem, dyrektorem ds. pracowniczych Fabryki Glinik i jednocześnie społecznym prezesem klubu. Powiedzieli, że w Gorlicach jest propozycja pracy.
Powiedziałem im szczerze, że ważną sprawą jest dla mnie kwestia mieszkania. To był środek roku szkolnego, więc zmiana miejsca pracy nie była prosta, ale ostatecznie udało się wszystko zorganizować przez szkołę przyzakładową.
1 maja 1980 roku wróciłem do rodzinnych Gorlic, do klubu i do tych dziewczyn. Tak zaczęła się moja przygoda z gorlicką koszykówką.
W jakiej formie zastał pan tę drużynę?
Drużyna balansowała między trzecią a drugą ligą. Na trzecią była za mocna, na drugą za słaba. Trzy treningi w tygodniu w sporcie drużynowym to za mało, żeby coś poważnego zbudować.
Pan Kieroński był świetnym człowiekiem, ale ja widziałem, że samą szkołą drużyny się nie zbuduje. Potrzebne było zdyscyplinowanie, praca, mentalność. Ja byłem od dziewczyn tylko kilka lat starszy, dla wielu bardziej kolegą niż trenerem. Ale trzeba było je czymś pociągnąć, pokazać im, że jeśli ciężko popracują, mogą grać wyżej.
Trenowaliśmy coraz więcej. Dziewczyny pracujące w fabryce były zwalniane cztery godziny wcześniej. Miały jeden trening przed południem, a drugi po południu z całą drużyną. Młodsze zawodniczki trenowały w szkołach, szczególnie w „piątce”, a potem przychodziły jeszcze na trening klubowy.
Trener szedł pierwszy. „Kasprowy? Jak ja wytrzymam, to wy też”
Budowa drużyny nie zaczynała się wyłącznie na parkiecie. Równie ważny był charakter, odporność psychiczna i przekonanie zawodniczek, że mogą zrobić więcej, niż same sądziły. Dlatego nasze treningi nie kończyły się na hali. Były wyjazdy kondycyjne, biegi, marsze w terenie i górskie wyprawy, które dziś wielu mogłyby zaskoczyć.
Podczas wyjazdów w góry chodziłem z nimi na równi. Kasprowy, nie Kasprowy – szedłem razem z dziewczynami. Nie było tak, że stałem z boku i patrzyłem. Byłem z nimi podczas każdego wysiłku. Jak ja wytrzymam, to wy też możecie wytrzymać.
Dziewczyny musiały widzieć, że jestem gotowy przejść to samo co one. Wtedy zaczynały wierzyć, że skoro ja daje radę, one też mogą. To zmieniło mentalność zespołu. Drużyna, która wcześniej funkcjonowała na poziomie przeciętności, zaczęła myśleć inaczej. Pojawiła się ambicja, dyscyplina i wiara, że możemy rywalizować z dużo większymi ośrodkami.
Zmieniło się podejście do wszystkiego. Nie było już grania dla samego grania. Dziewczyny zaczęły rozumieć, że ciężką pracą można wejść wyżej. Zespół nie tylko lepiej trenował, ale nauczył się znosić trud, presję i walkę do końca. A gdy przyszły wielkie mecze o awans, ta odporność okazała się bezcenna.
Fabryka Maszyn Glinik była wtedy głównym zapleczem organizacyjnym?
Tak. Wszystko było finansowane przez Fabrykę Maszyn Glinik. Pracownicy płacili składki na klub, fabryka dawała zatrudnienie, transport, pieniądze, oddelegowywała ludzi do pracy w klubie. Zawodniczki często były zatrudnione w fabryce, ale trenowały dwa razy dziennie.
To były inne czasy. Był sekretarz, który ściągał dyrektorów zakładów i mówił: ty dasz to, ty dasz tamto. Ale głównym sponsorem była fabryka. Bez niej nie byłoby tej drużyny na takim poziomie.
W którym momencie zorientowaliście się, że stać was na więcej?
Taki prawdziwy marsz zaczął się w 1983 roku. W drugiej lidze zajęliśmy czwarte miejsce, jeszcze bez Joli Górnickiej, która miała roczną karencję, bo nie dostała zwolnienia ze Stalowej Woli. Graliśmy wtedy w zasadzie własnymi wychowankami.
Doszliśmy do wniosku, że potrzebujemy wzmocnienia pod koszem. Ściągnęliśmy Jolę Górnicką, wychowankę AZS Rzeszów, reprezentantkę Polski młodzieżowej. Była bardzo dobrą zawodniczką i samym treningiem z dziewczynami podniosła poziom zespołu.
W kolejnym sezonie głównym rywalem był Hutnik Kraków, który spadł z pierwszej ligi. Pierwszy mecz przegraliśmy w Krakowie, ale Hutnik stracił punkty w Stalowej Woli. Nadarzyła się okazja, jeśli pokonamy ich w Gorlicach, możemy wyjść na pierwsze miejsce.
I pokonaliście Hutnika?
Tak. Do przerwy przegrywaliśmy jednym punktem, chyba 31:30, ale w drugiej połowie ich przełamaliśmy. Wygraliśmy zdecydowanie. Trener Hutnika po meczu powiedział, że oni nie byli przyzwyczajeni do tego, żeby na meczu było 2,5 tysiąca ludzi. Psychicznie tego nie wytrzymali.
W hali był taki hałas, że podczas przerwy na żądanie nie dało się nic przekazać zawodniczkom. My byliśmy już do tego przyzwyczajeni, bo u nas na każdym meczu był komplet. Krzesełka dostawiano za koszami, hala była pełna. Para była taka, że z dachu kapało i trzeba było wycierać parkiet. Drużyny przyjezdne fizycznie nie wytrzymywały końcówek, bo tam nie było czym oddychać.
To musiał być niesamowity klimat.
Tego się nie da opowiedzieć, to trzeba było przeżyć. Kiedy był mecz w Gorlicach, ulice były puste, knajpy były puste. Wszyscy byli na koszykówce.
My z dziewczynami wyjeżdżaliśmy dzień przed meczem do Wysowej, żeby oderwać je od domów, dzieci, mężów, żeby odpoczęły. Wracaliśmy na godzinę przed meczem i mieliśmy problem, żeby wejść do własnej hali. Pod halą tłum ludzi, w środku pełno. Trzeba było się przepychać, żeby dostać się na własny mecz.
Na wyjazdy fabryka dawała autokary. Do Szczecina, Poznania, Gdańska czy Gorzowa jechały za nami jeden albo dwa autokary kibiców. Nie miało znaczenia, jak daleko. To była moda na koszykówkę.
Droga do awansu wiodła przez Stalową Wolę i Kraków. Najważniejsze spotkanie wygraliście jednak w Gorlicach?
Tak. Mecz z Hutnikiem był bardzo ważny, ale to jeszcze nie był koniec. Trzeba było wygrać kolejne mecze, między innymi w Stalowej Woli i na końcu u siebie z AZS Lublin.
Ten ostatni mecz pamiętam doskonale. Wszystko było przygotowane: orkiestra fabryczna, dyrektorzy, medale, 2,5 tysiąca ludzi na hali. Tylko jedna mała rzecz została do zrobienia: trzeba było wygrać mecz.
A jak się bardzo chce, to ręce drżą i nic nie wychodzi. Mecz życia zagrała wtedy Emila Glińska, rzuciła chyba 31 punktów. Tego meczu myśmy nie wygrali, myśmy go wymordowali sześcioma punktami. Ale to wystarczyło. Wygraliśmy ligę i awansowaliśmy do pierwszej ligi, czyli ówczesnej Ekstraklasy.
Kto tworzył tamten zespół?
Trzon zespołu, oprócz Joli Górnickiej i Basi Nowak, które zostały ściągnięte do Gorlic, stanowiły nasze dziewczyny. Marysia Szczerba była kapitanem. Była Emila Glińska, Basia Tabor, Basia Banel, Basia Niemiec, Basia Jamińska, Ula Zimowska, Renia Grądalska, Iwonka Przybyło, Lena Lepa.
Bywały mecze, że na parkiecie było pięć Baś jednocześnie. To też była ciekawostka.
Kierownikami sekcji byli Antoni Graca i Jan Wiercioch, kierownikiem drużyny Zbyszek Wolański, a prezesem sekcji koszykówki był dyrektor rafinerii, nieżyjący już Zenon Krause.
Drużyna z Gorlic była wtedy ewenementem na skalę ogólnopolską.
Tak, bo myśmy weszli do Ekstraklasy w dużej mierze na własnych wychowankach. Kiedy awansowaliśmy, średnia wieku zespołu wynosiła 19 lat. To był ewenement.
Oczywiście ktoś powie, że przyszła Górnicka czy Nowak. Tak, przyszły. Ale wcześniej odeszły Asia Stech, Renata Wrona, Ala Hryńczak. My nie budowaliśmy drużyny za wielkie pieniądze. Budowaliśmy ją pracą z młodzieżą.
Jak wyglądał pierwszy sezon w najwyższej lidze?
Pierwszy mecz w Gorlicach rozegraliśmy z Włókniarzem Białystok. To był bardzo silny zespół, chyba brązowy medalista mistrzostw Polski. Grała tam świętej pamięci Małgorzata Kozera, jedna z najlepszych środkowych zawodniczek Europy.
Walczyliśmy długo, ale jak w wielu meczach, przegrywaliśmy końcówki. Brakowało doświadczenia. Wygraliśmy kilka spotkań, ale zajęliśmy dziesiąte miejsce i musieliśmy walczyć o utrzymanie.
Najważniejsze były mecze z Polonią Warszawa?
Tak. To były jedne z najważniejszych i najtrudniejszych meczów w mojej karierze. Graliśmy z Polonią Warszawa. Ponieważ byliśmy niżej w tabeli, musieliśmy przełamać ich u siebie.
Wygraliśmy trzy mecze zaledwie jednym punktem, ale to tylko może zobrazować, jak były one zacięte. Wszystkie miały podobny scenariusz. Na kilka minut przed końcem przegrywaliśmy 10–12 punktami, a jednak wracaliśmy i przechylaliśmy szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
Potem był jeszcze turniej barażowy w Gorzowie. Graliśmy z zespołami z drugiej ligi. Razem z Włókniarzem Białystok utrzymaliśmy się w pierwszej lidze. I to był ogromny sukces.
Jaki był drugi sezon w Ekstraklasie?
Jest też historia o nagrodzie za atmosferę na gorlickich meczach.Bardzo trudny. Skład niby został, ale Jola Górnicka, Marysia Szczerba, Mila Glińska i inne podstawowe zawodniczki były mężatkami, zaszły w ciążę. Pieniędzy na transfery nie było. Uzupełnialiśmy skład dziewczynami ze szkół średnich i podstawowych.
Udało nam się wygrać chyba dwa mecze i po drugim sezonie spadliśmy z najwyższej ligi. Ale sam fakt, że weszliśmy do Ekstraklasy własnymi wychowankami i jeszcze się w niej utrzymaliśmy, był niewątpliwym sukcesem.
Tak, wygraliśmy Ligę Hal. Osoba oddelegowana przez Polski Związek Koszykówki przyjeżdżała na każdy mecz i oceniała frekwencję, kulturę kibicowania, organizację spotkań i całą oprawę meczu.
W tym sezonie choć sportowo przegrywaliśmy, to byliśmy najlepsi jako społeczność koszykówki. To mówi wszystko o gorlickiej publiczności.
W Gorlicach pojawiły się też pierwsze Amerykanki w polskiej lidze.
Co było siłą tamtej drużyny?Tak, to były pierwsze amerykańskie koszykarki w polskiej lidze. Dostaliśmy informację z Polskiego Związku Koszykówki, że jest możliwość sprowadzenia zawodniczek ze Stanów. Poszliśmy za ciosem.
To nie było tak, że ktoś wsiadał w samolot i przylatywał. Trzeba było mieć zgodę, dewizy, dokumenty, wszystko załatwiane centralnie. Pamiętam, jak świętej pamięci Ryszard Aleksander z Nowego Sącza, pierwszy sekretarz Komitetu Miejskiego, jeździł z nami do Warszawy, żeby to wszystko przepchnąć.
Przyjechały Pat Mason i Tracy Pridgen. Pat Mason była świetna technicznie, ale nie pasowała do drużyny. Chciała się sama pokazać. Dziewczyny stały, a ona grała. Próbowałem jej tłumaczyć, że koszykówka nie na tym polega, ale się nie udało. Rozstaliśmy się.
Została Tracy Pridgen. Technicznie słabsza, ale bardzo waleczna. Po sezonie wyjechała, z tego co wiem, później grała gdzieś w Izraelu.
Dziewczyny znakomicie się uzupełniały na parkiecie. Jola Górnicka miała oczy dookoła głowy. Nie była typowym egzekutorem, ale wszystko widziała na boisku. Marysia Szczerba była mocną skrzydłową, miała świetną rękę, miękki nadgarstek. Jak dostała piłkę i miała pół metra wolnego, to trafiała.
Ula Zimowska była motorem napędowym. To, co ona robiła w obronie, jakie piłki wybierała, było niesamowite. Dziewczyny bały się przy niej kozłować. Mila była wysoka, waleczna pod tablicą. Basia Tabor, Basia Nowak, każda miała inne cechy, ale razem tworzyły zespół.
Pamiętam mecz z Polonią Warszawa. W 35. minucie ktoś z działaczy Polonii krzyknął do trenera: „One grają to samo cały mecz!”. Chodziło o przerzut Joli Górnickiej na długie skrzydło do Marysi. Wszyscy wiedzieli, że one to grają, ale nie mogli tego zatrzymać.
Potem był jeszcze drugi etap gorlickiej koszykówki żeńskiej.
Tak. Po spadku graliśmy na zapleczu najwyższej ligi. Prowadziliśmy w rozgrywkach, ale po przegranym meczu w Lublinie z AZS-em podziękowano mi za pracę. Moje miejsce zajął Adam Trojanowicz, który dokończył rozgrywki z awansem. Potem ściągnięto do Gorlic trenera Wisły Kraków, Zdzisława Kassyka.
Moim zdaniem to był początek końca gorlickiej koszykówki. Podziękowano wielu miejscowym dziewczynom, zaczęto sprowadzać zawodniczki z zewnątrz. Drużyna się utrzymała dzięki reorganizacji ligi, ale później spadła, a ściągnięte zawodniczki się rozjechały.
Zostaliśmy z Adamem Trojanowiczem z tym, co mieliśmy. Ja prowadziłem wtedy kadetki, które zdobyły wicemistrzostwo Polski. Do tego część starszych dziewczyn, które jeszcze chciały grać: Marysia Szczerba, Jola Górnicka, Beata Piecuch, Beata Drąg. Zrobiliśmy drużynę, która z powodzeniem grała w pierwszej lidze.
Gorlicka żeńska koszykówka to nie tylko sukcesy seniorek.
Tak. To był 1996 rok. Dziewczyny trenowały po 10 razy w tygodniu. Miały zajęcia w szkole i treningi po południu. Tego się nie robi z niczego. Systematyczna praca daje efekty.
W tej drużynie były między innymi Monika Bogdan, Kaśka Szura, Kulińska, Jola Siarkowicz, Iza Bogdan. Iza później grała w Koronie, w Jeleniej Górze w Ekstraklasie, w Stali Brzeg. Te dziewczyny później odnajdywały się w koszykówce.
Ale kiedy Glinik przestał wspierać sport, wszystko zaczęło się rozpadać. Zostaliśmy wyrzuceni z GKS Glinik, klub stał się jednosekcyjny, piłkarski. Stworzyliśmy wtedy Gorlickie Towarzystwo Koszykówki. Prezesem został Jan Dominiczek. Przeszliśmy na garnuszek Urzędu Miasta, żyliśmy z dotacji i z tego, co udało się zdobyć.
Czyli bez dużego sponsora nie dało się utrzymać poziomu?
Nie dało się. Sport seniorski na profesjonalnym poziomie bez pieniędzy nie istnieje. Można się bawić, można prowadzić zajęcia, ale jeśli mówimy o poważnym graniu, potrzebne są środki.
Fabryka dawała zatrudnienie, transport, oddelegowanie do klubu. Kiedy tego zabrakło, zawodniczki zostały na lodzie, trenerzy poszli do pracy w szkołach, bo mieliśmy wykształcenie nauczycielskie.
Dziś pojawia się pomysł, by wskrzesić żeńską koszykówkę w Gorlicach. Jak Pan na to patrzy?
Doceniam inicjatywę. Jeśli ktoś się do mnie zwróci, jestem emerytem, ale pomogę, na ile będę mógł. Patrzę jednak na to z dystansem.
Największym problemem nie będzie sala, piłki czy organizacja treningów. Największym problemem będzie zachęcenie młodzieży, żeby chciała grać. Dzisiaj dzieciom i młodzieży często się nie chce. Są telefony, inne zainteresowania, inna mentalność.
Kiedyś dziewczyny pchały się do klas sportowych. Rodzice przychodzili i płakali, że córka się nie dostała. Zawodniczka miała 38 stopni gorączki i mówiła, że idzie na trening, bo jak nie przyjdzie, to nie pojedzie na mecz. Dzisiaj częściej słyszy się: jutro nie pojadę na mecz, bo mam wyjazd z rodziną.
To są inne czasy. Ale jeśli ktoś chce próbować, warto. Tylko trzeba pamiętać, że zbudowanie drużyny to proces na lata. Zburzyć można wszystko jednego dnia, ale zbudować coś trwałego, to wymaga czasu, ludzi, systemu i pieniędzy.
Czego najbardziej szkoda?
Szkoda, że ta historia powoli znika z pamięci. Gorlice miały drużynę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mały klub z małego miasta grał z najlepszymi w Polsce. I to nie drużyną kupioną za wielkie pieniądze, ale opartą na własnych wychowankach.
Promowaliśmy Gorlice, Glinik, fabrykę. Jeździliśmy po całej Polsce, a ludzie pytali: „Co to jest ten Glinik?”. Tłumaczyliśmy, że to Gorlice, że to fabryka, że robią obudowy, chodniki do kopalń. Sport był wielką promocją miasta.
To była piękna historia. I dobrze, żeby o niej pamiętać.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję i trzymam kciuki za to, by wielka koszykówka powróciła do Gorlic.
Szanowni Państwo. Wydarzenia związane z największymi gorlickimi sukcesami żeńskiej koszykówki dzieli ponad 40 lat a pamięć jest zawodna. Mamy nadzieję, że ten artykuł będzie żył swoim życiem i odezwą się do nas osoby, które będą pamiętać nazwiska osób nie rozpoznanych na zdjęciach i nie wymienionych na poniższej liście.
Jeśli ktoś nie został ujęty na liście to prosimy o wyrozumiałość.
Liczymy na pomoc w zbudowaniu pełnego wspomnienia obrazu koszykówki Glinika Gorlice z tamtych lat. Jeśli ktoś z Państwa ma w swoim archiwum zdjęcia z meczów prosimy o kontakt z naszą redakcją.
Osoby związane z drużyną żeńską koszykówki Glinika Gorlice (w kolejności alfabetycznej)
- Barbara Banel – zawodniczka Glinika Gorlice, jedna z „pięciu Baś” pierwszego składu Glinika Gorlice
- Małgorzata Berek – zawodniczka Glinika Gorlice w latach 90.
- Magdalena Boczoń – zawodniczka drużyny z lat 90.
- Monika Bogdan – zawodniczka grup młodzieżowych, późniejsza koszykarka pierwszoligowa
- Izabela Bogdan – wychowanka Glinika, później zawodniczka Korony i ekstraklasowych klubów
- Dariusz Bohatkiewicz – kierownik drużyny Glinika Gorlice w latach 90., obecnie dziennikarz TVP
- Ewa Brudnik – zawodniczka młodego pokolenia gorlickiej koszykówki końca lat 70.
- Agnieszka Bucyk – zawodniczka młodego pokolenia gorlickiej koszykówki
- Anna Chrząścik - zawodniczka Glinika Gorlice
- Agata Chowaniec - zawodniczka grupy młodzieżowej Glinika Gorlice
- Monika Dąbrowska - zawodniczka Glinika Gorlice
- Beata Drąg - zawodniczka Glinika Gorlice
- Agnieszka Dyki – zawodniczka młodego pokolenia gorlickiej koszykówki
- Ewelina Dziuban – zawodniczka młodego pokolenia gorlickiej koszykówki
- Krzysztof Hajduk - trener Glinika Gorlice, który wprowadził gorlicką drużynę do Ekstraklasy
- Aleksandra Hajduk – zawodniczka młodego pokolenia gorlickiej koszykówki
- Emilia Glińska – czołowa zawodniczka drużyny awansującej do ekstraklasy, zdobywała kluczowe punkty
- Emilia Świerz – zawodniczka Glinika Gorlice, ważna postać zespołu awansującego do ekstraklasy
- Jolanta Górnicka – liderka drużyny, rozgrywająca, jedna z najważniejszych zawodniczek w historii klubu
- Renata Grądalska – wychowanka Glinika, zawodniczka zespołu ekstraklasowego
- Alicja Hryńczak – zawodniczka Glinika, później koszykarka Stali Brzeg
- Barbara Jamińska – zawodniczka Glinika Gorlice, jedna z „pięciu Baś” pierwszego składu Glinika Gorlice
- Barbara Jop - zawodniczka Glinika Gorlice
- Danuta Kamińska – zawodniczka pokolenia, które wywalczyło awans do II ligi pod koniec lat 70.
- Stanisław Kieroński – współtwórca żeńskiej koszykówki w Gorlicach, trener i działacz
- Emilia Kozera – jedna z najlepszych środkowych w Polsce, zawodniczka Włókniarza Białystok
- Edyta Kozik - zawodniczka grupy młodzieżowej Glinika Gorlice
- Zenon Krause – prezes sekcji koszykówki GKS Glinik Gorlice
- Krzysztof Kozłowski – były zawodnik związany z gorlickim basketem, później działacz i sympatyk koszykówki
- Hubert Krzemiński – brak związku z wywiadem, nazwisko pojawiło się w innych materiałach
- Ewelina Krzysztoń - zawodniczka grup młodzieżowych
- Liliana Kulińska – zawodniczka młodego pokolenia gorlickiej koszykówki
- Renata Kustra - zawodniczka Glinika Gorlice
- Irena Lepa – wychowanka Glinika, zawodniczka ekstraklasowego zespołu
- Jerzy Leśniak – dziennikarz opisujący sukcesy gorlickich koszykarek
- Katarzyna Leśniak - zawodniczka Glinika Gorlice
- Ewa Lisowicz – zawodniczka młodego pokolenia gorlickiej koszykówki
- Agnieszka Łopata - zawodniczka Glinika Gorlice
- Ewa Łukasik - zawodniczka grupy młodzieżowej Glinika Gorlice
- Henryk Marczewski – przyjaciel Krzysztofa Hajduka, pomagał w sprowadzeniu Amerykanek do Gorlic
- Joanna Martyka - zawodniczka grupy młodzieżowej Glinika Gorlice
- Stefan Maryńczak – znajomy trenera Hajduka, uczestniczył w kontaktach związanych ze sprowadzeniem zawodniczek z USA
- Aleksander Maksymowicz – współzałożyciel żeńskiej sekcji koszykówki w Gorlicach
- Pat Mason - koszykarka Glinika Gorlice amerykańskiego pochodzenia
- Ludmiła Mitiagina - koszykarka ukraińskiego pochodzenia, zawodniczka Glinika Gorlice
- Barbara Niemiec – zawodniczka Glinika, jedna z „pięciu Baś” pierwszego składu Glinika Gorlice
- Barbara Nowak – zawodniczka ściągnięta do Gorlic przed awansem do ekstraklasy, jedna z „pięciu Baś” pierwszego składu Glinika Gorlice
- Joanna Pabisińska - zawodniczka grupy młodzieżowej Glinika Gorlice
- Beata Piecuch – zawodniczka Glinika i późniejszych zespołów gorlickich
- Katarzyna Piekarz - zawodniczka Glinika Gorlice
- Małgorzata Podsadowska - zawodniczka Glinika Gorlice
- Beata Popielarz - zawodniczka Glinika Gorlice
- Tracey Pridgen – amerykańska koszykarka, pierwsza zawodniczka z USA w polskiej lidze kobiecej, która grała w Gorlicach
- Walentyna Protas – zawodniczka ze Lwowa, później koszykarka Glinika Gorlice
- Agnieszka Przybyło - zawodniczka grupy młodzieżowej Glinika Gorlice
- Iwona Przybyło – wychowanka Glinika, zawodniczka ekstraklasowej drużyny
- Anna Przywara - zawodniczka grupy młodzieżowej Glinika Gorlice
- Magdalena Radzik - zawodniczka grupy młodzieżowej Glinika Gorlice
- Katarzyna Siarkowicz - zawodniczka Glinika Gorlice
- Katarzyna Siwiak - zawodniczka Glinika Gorlice
- Anna Skałba – zawodniczka młodego pokolenia gorlickiej koszykówki
- Anna Stec - zawodniczka Glinika Gorlice
- Joanna Stech – jedna z najlepszych zawodniczek Glinika przełomu lat 70. i 80., później zawodniczka AZS Kraków
- Maria Szczerba – kapitan drużyny, jedna z ikon gorlickiej koszykówki
- Anna Stec - zawodniczka grupy młodzieżowej Glinika Gorlice
- Agnieszka Szura – zawodniczka Glinika Gorlice w latach 90.
- Katarzyna Szura – zawodniczka grup młodzieżowych, późniejsza koszykarka pierwszoligowa
- Stanisław Szura – kierownik drużyny
- Barbara Tabor – środkowa Glinika, jedna z kluczowych zawodniczek drużyny ekstraklasowej, jedna z „pięciu Baś” pierwszego składu Glinika Gorlice
- Nadieżda Tororoszczenko – zawodniczka z Ukrainy występująca w Gliniku w latach 90.
- Małgorzata Trojanowicz – trenerka grup młodzieżowych, żona Adama Trojanowicza
- Adam Trojanowicz – trener grup młodzieżowych i późniejszy trener pierwszej drużyny
- Zbigniew Wolański – kierownik drużyny Glinika Gorlice
- Dorota Woźniak - zawodniczka Glinika Gorlice
- Renata Wrona – jedna z najbardziej utalentowanych koszykarek Glinika, później zawodniczka Wisły Kraków i reprezentantka Polski
- Barbara Wszołek – zawodniczka drużyny z lat 90.
- Mariola Wędrychowicz – zawodniczka Glinika Gorlice w latach 90.
- Jan Wiercioch – kierownik sekcji koszykówki Glinika Gorlice
- Zygmunt Wojtasiewicz – dyrektor związany z ściągnięciem Krzysztofa Hajduka do Gorlic
- Agnieszka Wójtowicz – zawodniczka młodego pokolenia gorlickiej koszykówki
- Urszula Zimowska – motor napędowy zespołu, znakomita defensorka i liderka drużyny
- Wiesław Zabierowski – współtwórca żeńskiej sekcji koszykówki w Gorlicach
- Wojciech Zabłocki – projektant gorlickiej hali sportowej, znany polski szermierz
Sezony Glinika Gorlice w Ekstraklasie (za KOZKosz):
- 1985/86–1986/87, 1991/92, 1993/94–1994/95, 1996/97
Medalistki Mistrzostw Polski:
- brązowy medal kadetki (1992)
- brązowy medal kadetki (1994)
- srebrny medal kadetki (1997)





















![Sportowy sukces policjanta z Biecza na arenie międzynarodowej [FOTO] Zdjęcie przedstawia biegnących biegaczy](https://static2.halogorlice.info/data/articles/sm-16x9-policjant-z-gorlic-z-sukcesem-na-ipa-games-2026-foto-1779176166.jpg)
![Co? Gdzie? Halo! Mecz koszykówki, wystawy oraz premiery kinowe [WTOREK, 19 maja 2026] Zdjęcie przedstawia zapowiedz co? gdzie? halo!](https://static2.halogorlice.info/data/articles/sm-16x9-co-gdzie-halo-mecz-mks-wystawy-oraz-premiery-kinowe-wtorek-19-maja-2026-1779133302.jpg)

![Ratownicy ćwiczyli działania przeciwpowodziowe i poszukiwawcze [FOTO] Zdjęcie przedstawia grupę strażaków](https://static2.halogorlice.info/data/articles/sm-16x9-ratownicy-cwiczyli-dzialania-przeciwpowodziowe-i-poszukiwawcze-1779094888.jpg)
![Duże siły służb w Szalowej. Zaginął mieszkaniec gminy Łużna [AKTUALIZACJA] Duże siły służb w Szalowej. Zaginął mieszkaniec gminy Łużna [AKTUALIZACJA]](https://static2.halogorlice.info/data/articles/sm-16x9-duze-sily-sluzb-w-szalowej-zaginal-mieszkaniec-gminy-bobowa-1778390582.jpg)
![Film z rekonstrukcji w Sękowej przyciąga uwagę internautów [VIDEO] zdjęcie przedstawia ogień wybuchu](https://static2.halogorlice.info/data/articles/sm-16x9-film-z-rekonstrukcji-w-sekowej-przyciaga-uwage-internautow-video-1777957966.jpg)
![Czterech funkcjonariuszy przejedzie przez północną Polskę, by pomóc dziecku [FOTO] zdjęcie przedstawia grupę osób przed budynkiem komendy policji w gorlicach](https://static2.halogorlice.info/data/articles/sm-16x9-czterech-funkcjonariuszy-jedzie-przez-polnocna-polske-by-pomoc-dziecku-foto-1777995056.jpg)




![Poszukiwania matki z dziećmi w regionie. Służby ratunkowe w drodze [AKTUALIZACJA] zdjęcie przedstawia samochód jadący ulicą](https://static2.halogorlice.info/data/articles/sm-16x9-poszukiwania-matki-z-dziecmi-w-regionie-sluzby-ratunkowe-w-drodze-video-1778077186.jpg)

![Wysowa-Zdrój. Dwa pożary w jednym czasie. Palił się budynek na terenie Parku Zdrojowego i altana [AKTUALIZACJA] zdjęcie przedstawia spalony budynek](https://static2.halogorlice.info/data/articles/sm-16x9-wysowa-zdroj-pozar-domu-mieszkalnego-i-altany-video-1778918934.jpg)
![Libusza. Zderzenie audi i hondy [FOTO] zdjęcie przedstawia dwa pojazdy poza jezdnią](https://static2.halogorlice.info/data/articles/sm-16x9-libusza-zderzenie-audi-i-hondy-foto-1777920938.jpg)

![Uczennica z Kobylanki wśród najlepszych w Polsce. Wielki sukces Agaty Juszczak [FOTO] zdjęcie przedstawia Agatę Juszczak oraz nauczycielki](https://static2.halogorlice.info/data/articles/sm-16x9-uczennica-z-kobylanki-wsrod-najlepszych-w-polsce-wielki-sukces-agaty-juszczak-foto-1779091504.jpg)
Napisz komentarz
Komentarze