Magia liczb by gregus. Serial w odcinkach.

  • 4.02.2019, 19:47 (aktualizacja 04.02.2019 20:52)
Podziel się:
Oceń:
Magia liczb by gregus. Serial w odcinkach.
Gregus kocha liczby, będzie pisał o liczbach, które weryfikują opinie i poglądy. Gregus odcina się od emocji, więc nie będzie ich opisywał, ani analizował. Gregus nie lubi ezoteryki, więc nie będzie twierdził, że miesiąc, który ma 5 wtorków, 5 śród i 5 czwartków zdarza się raz na 450 lat i właśnie minął, a wy, czytelnicy o tym nie wiedzieliście.

Motoryzacja przez ostatnie stulecie stała się kołem zamachowym światowej gospodarki. Samochód z przedmiotu marzeń stał się powszechnie dostępnym środkiem do ich realizacji. Dziś ten sam obiekt westchnień powoli przepoczwarza się w pariasa cywilizacji. Właściwie słusznie, bo po co komu półtoratonowy dwustukonny czołg, by zawieźć 40 kilogramów dzieci 5 kilometrów do przedszkola, gdy ten dowóz składa się z jazdy 60km/h, a głownie stania w korkach.

Jedno zdanie, co prawda złożone, a już w nim pięć liczb, i cztery różne wielkości fizyczne, a jakby się kto uparł to ze sześć albo i dziesięć, gdy ktoś bardziej dociekliwy. Mamy więc masę, ale i ciężar, gdy pomnożymy masę przez wartość przyśpieszenia ziemskiego. Jest odległość, jest czas, a gdy podzielimy jedno przez drugie jest prędkość. Mamy moc, którą generuje silnik spalinowy, a w domyśle jego sprawność, niewielką zresztą, ale skoro jest moc ciężar i odległość to mamy i pracę, jaką wykonał i energię, jaką zużył nasz obiekt marzeń za 150.000 zł.

No fakt, tę kwotę najczęściej wydał ktoś inny, myśmy kupili wóz od niego, a on płakał i to w znienawidzonym języku, gdy sprzedawał. Płakał, bo był księdzem lub pobożnym osiemdziesięciolatkiem, dojeżdżającym tylko na cotygodniową mszę albo gospodynią domową, co to „Kuche, Kirche, Kinder” , a jak samochodem, to tylko po kaszkę dla Kinder i po Bier dla Manna, stąd też ten oczywiście niski przebieg i wóz bezwypadkowy, bo ludzie ostrożni i zapobiegliwi.

 






Ale wróćmy do pracy. Ten czterokołowy, wyklęty stwór wozi głownie sam siebie, zżera energię, wykonuje niepotrzebną pracę a co gorsza wzorem krasuli zużywa nam bezcenny tlen z powietrza, zamieniając go w dwutlenek węgla i brudną wodę. Wodę byśmy jeszcze przeżyli, bo krasula wypije, ale tlenu szkoda, bo ludzki załadunek w potworze to najczęściej 5 procent, a gdy cała familia pojedzie do galerii na zakupy, to może piętnaście. Za to, kiedy mama pracująca miast i wsi jedzie do pracy SUVem, to może być i trzy procent materii ożywionej w masie ogólnej. Pod warunkiem, że mama stosuje się do zaleceń Pani Lewandowskiej i ćwiczy pilnie wieczorami na siłce, że 42 kilo skóry i kości oraz dwa kilo silikonu się gotują.

Co to jest 3%? To jest miara bezsensu, co wiedzą wytrawni pijacy i nie kupują jakichś radlerów, czy lekkich piw, tylko raczej Mocnego Harnasia. Ale ów harnaś to i tak jest wybieg, żeby jakoś zapełnić czas do południa, bo na wieczór lepiej walnąć małpkę czegoś, co ma bliżej 40% wydajności. Reszta to przecież woda, za którą nie ma sensu płacić. Cytując klasyka, nie ma co pić wody jak zwierzęta…

Czy te 40% to już dobrze jest? I tak i nie, więcej alkoholu w napoju może trwale uszkodzić śluzówkę i nie będzie można potem śpiewać na pogrzebie kompana „Salve Regina…” bo dzieci, psy, koty i szczury mogą pouciekać, tak więc w napojach ten procent jest już dobry.

Ale jako się rzekło 40% sprawności w samochodzie, a właściwie w jego silniku oznacza, że grubo ponad połowa naszych pieniędzy wyszła przez rurę wydechową oraz mówiąc z grubsza przez chłodnicę. Tylko po to, żeby zawieźć małżonkę na siłkę, bo ma opłacony abonament na dwa miesiące z góry i to w promocji. Tak, czy inaczej samochód gdy pali 10l/100km stojąc w korkach i troszkę podjeżdżając zużywa 70 gramów paliwa na kilometr, a co to jest 70 gramów to nie wie nikt, bo 50 gram albo 100 gram to normalka, ale zamówić 70 gram w knajpie jest trudno. To tylko tacy wielbiciele śmierdzących serów piją koniak na dwudziestki piątki, jak zamówią trzy takie lufy już się na nogach chwieją, ale to i tak trochę więcej, niż 70gramów. Ale niech tam 75 gramów benzyny też może być w przybliżeniu. Kosztuje toto 37 groszy, a reszty nie trzeba.

Możecie mi wierzyć albo sami policzyć, że to nam daje prawie 1kWh na kilometr. To coś kWh to nie to samo, co bardziej znane „chwdp”, właściwie to całkiem co innego. Żeby bardziej zaciemnić obraz, to dodam, że to ponad 3,5 MJ, czyli megadżule, które to słowo nie obraża nikogo. Tylko, że z tych megadżuli prawie dwa poszły w rurę i chłodnicę, a reszta na przeniesienie półtorej tony żelastwa i czterdziestu kilogramów małżonki o kilometr w kierunku biedronki albo na siłkę.

Gdyby można samą małżonkę przenieść bez żelastwa i bez silnika gubiącego przez rurę energię, to by było cudnie. Tylko jak? Na siłkę rowerem? To po co tam wchodzić, jak już wysiłek fizyczny odbyty, tłuszczyk wytopiony, poty siódme wylane. A przecież rowerzystka też szkodzi środowisku, bo pedałując oddycha intensywniej, pot wylewa, zużywa tlen z powietrza bardziej, niż zajmując się swoimi Kinder. Z procy ją wystrzelić, kopa sprzedać może doleci? Nie, to jest wykluczone, na takie działania się nie zgadzamy, już telefon zaufania i niebieska karta czeka w pogotowiu. A nawet jak doleci, to jak wróci? W fortecy na kołach wróci na pewno, gdy strzałka paliwomierza zbliży się do pomarańczowego pola.

 






Ten megadżul ma młodszego brata, dżula mniejszego milion razy, a ma on tę magiczną właściwość, że wyraża przesunięcie jednego niutona o metr. O tu co dociekliwsi się zastanowią, że właśnie nam chodzi o przesuwanie, nie mylić z innymi czynnościami, ale niekoniecznie niutona, choć na obrazku może ciut do małżonki podobny.

No więc ten niuton, to prawie jedna dziesiąta (czyli tak jak setka z litra) kilograma. Nie ma co kombinować, bo wiadomo, że małżonka przed siłką waży 400 niutonów, a po jakieś 390. Zaniesienie jej w kierunku siłki to też jest praca i wynosi ona 400000 dżuli na kilometr czyli 0,4 MJ albo troszkę ponad 0,1 kWh. Ale kto by nosił kobietę kilometr, jak wystarczy ją przez próg przenieść, a potem podłożyć jakieś kółka i wygodnie pchać. Można na rowerku, a według dostępnego kalkulatorka pchanie małżonki na kółkach to tylko 20.000 dżuli czyli dwadzieścia razy mniej, niż niosąc, a dwieście razy mniej niż fortecą na kołach.

I tak krążymy wokół tego dżula, krążymy, ale pora skończyć kołować i przejść do konkretu, czyli do prawdy, że chodzi nam o dżula, a raczej o Joule’a Jamesa, który wymyślił silnik elektryczny własnej konstrukcji prawie dwieście lat temu, kiedy nie było prądu. No więc silnik elektryczny można zamontować do samochodu, bo jest lepszy od spalinowego w ten sposób, że nie wydala naszych pieniędzy przez rurę wydechową, ale zużywa je na przemieszczanie prawie w całości. Jedynym problemem tego silnika jest to, że dziś już energii z prądu jest pod dostatkiem, ale nie dla samochodów.

Ale o tym już w kolejnym odcinku.

 




 

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Yogi
Yogi 4.02.2019, 20:03
Około czterdziestokilogramowa użytkowniczka siłowni ? Poznam takową od zaraz 8)

Pozostałe