W okolicach Zadaru, jadąc Jardańską Magistralą, miało dojść do bardzo ryzykownego wyprzedzania w rejonie skrzyżowania i przejścia dla pieszych oraz szybkiej jazdy przez miejscowość. Szczególnie mocno wybrzmiewa jeden szczegół, zdarzenie miało mieć miejsce w pobliżu szkoły.
Gorlickie tablice w Chorwacji
Nasz znajomy Gorliczanin, podczas jednej z podróży zauważył jasny, sportowy samochód z tablicami wskazującymi na powiat gorlicki. Jak opisał, sposób jazdy zwrócił jego uwagę na tyle, że postanowił publicznie zaapelować do kierującego o większy rozsądek.
Według relacji Czytelnika kierowca miał rozpocząć manewr wyprzedzania w miejscu, w którym znajdowały się skrzyżowanie i przejście dla pieszych. Autor zwrócił również uwagę na prędkość osiąganą w obszarze zabudowanym i sąsiedztwo szkoły, przy której na jezdni znajdowało się chorwackie oznaczenie „ŠKOLA”.
Nie mamy jednak policyjnego pomiaru prędkości ani informacji o interwencji chorwackich służb. Nie możemy więc przesądzić, czy doszło do konkretnych wykroczeń drogowych. Jest to jednak relacja świadka, któremu ufamy i mamy duże podstawy, by uwierzyć.
W tej historii ważne jest jeszcze jedno zastrzeżenie. Gorlickie tablice rejestracyjne nie oznaczają automatycznie, że za kierownicą siedział mieszkaniec Gorlic. Samochód mógł należeć do osoby z powiatu gorlickiego, firmy, członka rodziny albo być użytkowany przez inną osobę.
Dla obserwatora z zagranicy takie rozróżnienie może jednak nie mieć większego znaczenia. Na drodze widzi samochód, polskie tablice i zachowanie kierowcy. I właśnie wtedy bardzo łatwo powstaje skrót myślowy, „tak jeżdżą Polacy”.
Polska wizytówka za granicą
Tu pojawia się szerszy problem. Jadąc za granicę, mimowolnie stajemy się jednymi z tysięcy ludzi, przez których zachowanie mieszkańcy danego kraju wyrabiają sobie opinię o przyjezdnych.
Tablica rejestracyjna działa jak mała flaga. Wystarczy kilka sekund niebezpiecznej jazdy, awantura na parkingu czy lekceważenie lokalnych zasad, aby obserwator zapamiętał przede wszystkim kraj pochodzenia kierowcy.
Oczywiście ocenianie całego narodu na podstawie zachowania jednej osoby byłoby niesprawiedliwe. Stereotypy właśnie w taki sposób jednak powstają i są później utrwalane. Jeden kierowca może pozostawić po sobie wrażenie, które niesłusznie zostanie przypisane setkom kolejnych turystów.
Chorwacja patrzy na prędkość
Chorwacja od lat pozostaje jednym z najchętniej wybieranych przez Polaków kierunków wakacyjnych. Niedługa podróż, dobre drogi i mocny samochód mogą zachęcać do szybszej jazdy, jednak po zjeździe z autostrady przepisy nie przestają obowiązywać.
Chorwackie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych podaje, że za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o ponad 30 do 50 km/h grozi kara od 390 do 920 euro. Przy przekroczeniu dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h kara wynosi od 1 320 do 2 650 euro, a przepisy przewidują również możliwość kary pozbawienia wolności do 60 dni.
Zagraniczna rejestracja nie daje przy tym żadnej taryfy ulgowej. Chorwacki rząd wprost informuje, że cudzoziemiec popełniający wykroczenie drogowe na terenie tego kraju podlega tamtejszym sankcjom.
Szkoła zmienia perspektywę
Szczególnie niepokojąco brzmi informacja o jeździe w rejonie szkoły. We wrześniu, kiedy dzieci wracają do zajęć, takich miejsc nie można traktować jak kolejnego fragmentu drogi do pokonania jak najszybciej.
Chorwackie przepisy wymagają również szczególnej ostrożności wobec pieszych. Policja przypomina, że kierowca powinien zbliżać się do przejścia z bezpieczną prędkością umożliwiającą zatrzymanie pojazdu. Przepisy przewidują także sankcje za niebezpieczne manewry związane z wyprzedzaniem i omijaniem w rejonie przejść dla pieszych.
Właśnie tutaj argument o „pustej drodze” czy dobrych możliwościach samochodu traci znaczenie. Kierowca może panować nad samochodem. Nie jest jednak w stanie przewidzieć, czy zza zaparkowanego auta nie wybiegnie dziecko.
Mocny samochód zobowiązuje
Szybki samochód potrafi osiągnąć prędkość znacznie przekraczającą dopuszczalne limity w ciągu kilku sekund. Jego możliwości techniczne nie zmieniają jednak przepisów obowiązujących na drodze.
Paradoksalnie kierowca dysponujący samochodem o dużej mocy powinien mieć jeszcze większą świadomość tego, jak niewiele potrzeba, aby pozornie krótki manewr zakończył się tragedią. Kilkadziesiąt kilometrów na godzinę różnicy oznacza zupełnie inną drogę hamowania i znacznie mniej czasu na reakcję.
Nie ma przy tym większego znaczenia, czy jesteśmy kilka kilometrów od domu, na drodze w Gorlicach, czy ponad tysiąc kilometrów dalej nad Adriatykiem.
Czemu sami to robimy?
Warto więc postawić niewygodne pytanie, dlaczego czasem za granicą zachowujemy się tak, jakby wraz z przekroczeniem granicy znikały zwykłe zasady odpowiedzialności?
Chcemy być traktowani z szacunkiem w hotelach, restauracjach i miejscach turystycznych. Oczekujemy uczciwego traktowania przez miejscowych, policję czy innych kierowców. Trudno jednak domagać się dobrego wizerunku, jeśli później sami dostarczamy argumentów ludziom, którzy chętnie przypisują negatywne zachowanie całej narodowości.
Szacunek działa w obie strony. Zaczyna się czasem od bardzo prostych rzeczy, zdjęcia nogi z gazu, przepuszczenia pieszego i rezygnacji z wyprzedzania tam, gdzie kilka sekund zysku może oznaczać ogromne ryzyko.
Wakacje bez złej laurki
Historia z okolic Zadaru nie powinna prowadzić do osądzania właściciela samochodu ani wszystkich kierowców z naszego regionu. Powinna raczej skłonić do refleksji i temu ma służyć ten artykuł.
Samochód z polskimi, a tym bardziej charakterystycznymi lokalnymi tablicami, jest zauważalny. Za granicą reprezentujemy więc trochę siebie, trochę region, z którego przyjechaliśmy, a w oczach wielu osób także kraj.
Może właśnie dlatego czasem warto pomyśleć o czymś więcej niż kolejnym wyprzedzonym samochodzie. Bo drogowa „laurka”, którą zostawiamy po sobie za granicą, może zostać zapamiętana znacznie dłużej niż kilka zaoszczędzonych minut.



Napisz komentarz
Komentarze