Zaczęło się od pieszych
Pierwsze poważniejsze sygnały dotyczące problemów na Zawodziu otrzymywaliśmy już 9 i 10 września. Piesi zgłaszali wówczas, że po naciśnięciu przycisku przy przejściu potrafili czekać przez kilka kolejnych cykli, a zielone światło się nie pojawiało. Co szczególnie utrudniało diagnozę, problem występował nieregularnie – raz wszystko działało prawidłowo, innym razem sygnalizacja wyraźnie zawodziła.
Pisaliśmy o tym w osobnym materiale.
Awaria zaczęła się rozprzestrzeniać
Mieliśmy nadzieję, że mamy do czynienia z pojedynczą usterką. Niestety kilka dni później sytuacja stała się znacznie poważniejsza. 17 września problemy dotknęły już sygnalizacji dla samochodów. Pracownicy firmy zajmującej się jej utrzymaniem informowali wówczas o zwarciu instalacji. W pewnych momentach dochodziło do sytuacji, w których kierowcy z różnych kierunków spotykali się w obrębie skrzyżowania i musieli wzajemnie ustępować sobie miejsca.
Informowaliśmy o utrudnieniach w osobnym artykule.
Teraz migają żółte
We wtorek, 22 września, standardowy program sygnalizacji nie działa. Kierowcy widzą pulsujące żółte światła. Zgodnie z przepisami taki sygnał ostrzega o niebezpieczeństwie lub utrudnieniu w ruchu i nakazuje zachowanie szczególnej ostrożności. W praktyce oznacza to również, że pierwszeństwo trzeba odczytywać z obowiązującego oznakowania drogowego.
Problem w tym, że mówimy o jednym z najbardziej newralgicznych skrzyżowań w Gorlicach – w rejonie ul. Kościuszki, ul. Mickiewicza, ul. Sienkiewicza i ul. Parkowej. Codziennie przecinają się tutaj duże potoki ruchu prowadzące między centrum, Zawodziem, drogą w kierunku Nowego Sącza, Biecza i pozostałych części miasta.
Pikanterii całej sytuacji dodaje geometria samego skrzyżowania. Nie jest to prosty, intuicyjny układ, w którym na każdym wlocie kierowca ma klasyczny podział: prawy pas do jazdy na wprost i w prawo, a lewy wyłącznie do skrętu w lewo. Przy działających światłach ruchem zarządza program sygnalizacji. Gdy światła przechodzą na pulsujący żółty, każdy kierowca musi samodzielnie analizować znaki, zachowanie pojazdów na innych wlotach i sytuację w obrębie skrzyżowania.
Do tego dochodzą piesi. Przez skrzyżowanie prowadzą przejścia wykorzystywane codziennie przez mieszkańców przemieszczających się pomiędzy Zawodziem a centrum miasta. Brak normalnej sygnalizacji oznacza, że kierowcy muszą zwracać uwagę równocześnie na pojazdy nadjeżdżające z kilku kierunków i osoby znajdujące się przy przejściach.
Groźne sytuacje na skrzyżowaniu
Wystarczy chwila nieuwagi albo błędna ocena zamiarów innego kierującego, by zrobiło się niebezpiecznie. Przy większym natężeniu ruchu kierowcy próbują wykorzystać każdą możliwość wjazdu na skrzyżowanie. Jeden samochód rusza, za nim kolejny, z przeciwnej strony ktoś próbuje skręcić, a z bocznego wlotu następny kierujący czeka na możliwość przejazdu. W takich warunkach łatwo o gwałtowne hamowanie i nieporozumienia.
Do naszej redakcji odezwał się również Czytelnik, który – jak relacjonuje – rozmawiał z pracownikami zajmującymi się sygnalizacją.
Rozmawiałem z pracownikami. W ziemi jest kabel instalacyjny, który najprawdopodobniej jest uszkodzony. Trzeba będzie rozkopać – przekazał.
Informację tę zdaje się potwierdzać komunikat przekazany Gazecie Gorlickiej przez Kacpra Michnę, rzecznika krakowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, że mamy do czynienia z poważną usterką techniczną. Konieczne jest dokładne ustalenie zakresu prac, a naprawa może wymagać ingerencji w instalację sygnalizacji. Według tej informacji światła mogą pozostawać wyłączone jeszcze przez dwa, a nawet trzy tygodnie.
Na razie kierowcom pozostaje więc uzbroić się w cierpliwość. Osoby, które nie muszą przejeżdżać przez Zawodzie, mogą rozważyć wybór innej trasy. Ci, którzy korzystają ze skrzyżowania, powinni przede wszystkim ograniczyć prędkość i dokładnie obserwować oznakowanie oraz pozostałych uczestników ruchu.
Trudny wjazd na skrzyżowanie
Największy problem pojawia się przy dużym natężeniu ruchu. Kierowcy próbujący wjechać na skrzyżowanie z dróg podporządkowanych, szczególnie z ul. Sienkiewicza i ul. Mickiewicza, mają momentami bardzo niewielkie szanse na płynne włączenie się do ruchu. Strumień samochodów jadących drogą z pierwszeństwem potrafi być praktycznie nieprzerwany, a brak działającej sygnalizacji powoduje, że na możliwość przejazdu trzeba czekać znacznie dłużej niż zwykle.
W praktyce wjazd na skrzyżowanie często staje się możliwy dopiero dzięki uprzejmości innych kierowców. Dopiero gdy ktoś jadący drogą z pierwszeństwem zwolni i świadomie pozostawi miejsce, samochody z ul. Sienkiewicza czy ul. Mickiewicza mogą ruszyć. Przy godzinach szczytu prowadzi to do narastania kolejek na drogach podporządkowanych i dodatkowo komplikuje już i tak trudną sytuację na Zawodziu.
To właśnie w takich momentach najlepiej widać, jak ważną rolę na tym skrzyżowaniu pełniła sprawna sygnalizacja. Bez niej płynność ruchu w dużej mierze zależy od wzajemnej ostrożności, przewidywania zachowań innych uczestników i zwykłej drogowej uprzejmości.
Korki mogą zostać
Jeżeli przewidywania dotyczące czasu naprawy się potwierdzą, pulsujące żółte światło na Zawodziu może stać się elementem gorlickiego krajobrazu drogowego na dłużej. W godzinach szczytu trudno oczekiwać, że ruch przez tak skomplikowane skrzyżowanie będzie odbywał się równie płynnie jak przy sprawnej sygnalizacji.
Kierowcy mają zatem dwie możliwości: cierpliwie stać w korkach albo – tam, gdzie jest to możliwe – omijać Zawodzie. Najważniejsze jednak, aby nikt nie próbował nadrabiać straconych minut ryzykownym wjazdem na skrzyżowanie. Przy obecnej organizacji ruchu kilka sekund cierpliwości może mieć znacznie większe znaczenie niż kilka minut zaoszczędzonych na trasie.



Napisz komentarz
Komentarze