Blisko 300 kilometrów w nogach
Artur Grądalski wyruszył 1 października z południa Portugalii i zmierza w kierunku Santiago de Compostela. Podczas wieczornego połączenia poinformował, że ma już za sobą około 280 kilometrów.
To oznacza, że zbliża się do granicy 300 km i ma za sobą mniej więcej jedną trzecią całego planowanego dystansu.
Jestem zmęczony, ale bardzo szczęśliwy – mówił podczas rozmowy.
Szczególną ulgę przyniosło mu opuszczenie piaszczystych fragmentów trasy, które przez ostatnie dni mocno dawały się we znaki.
Piasek dał Arturowi w kość
Ostatnie etapy należały do najtrudniejszych od początku wyprawy. Długie odcinki prowadzące przez piach wymagały znacznie więcej siły niż marsz po asfalcie czy ubitych drogach.
Problemem był również brak infrastruktury. Na niektórych fragmentach brakowało miejsc, w których można było kupić wodę czy zjeść ciepły posiłek.
Artur przyznał, że piaszczyste etapy były dla niego wyjątkowo wyczerpujące. Dlatego na ostatnim odcinku zdecydował się zejść na asfalt, a następnie przeprawił się promem do Setúbal. Dalej, ze względu na ograniczenia dla pieszych, część drogi musiał pokonać transportem, by kontynuować marsz w stronę właściwego szlaku Camino.
Krótsze etapy przed nim
Po doświadczeniach z pierwszego tygodnia Artur chce zmienić sposób planowania kolejnych dni.
Zamiast etapów liczących ponad 40 km planuje teraz odcinki w granicach około 30 km. Jak sam przyznał, takie rozwiązanie powinno być rozsądniejsze dla organizmu i pozwolić na lepszą regenerację.
Pierwsze dni pokazały bowiem, że ponad 40 km po miękkim piasku to zupełnie inne obciążenie niż podobny dystans po twardym podłożu.
Odciski i upał
Siódmy dzień przyniósł także wysoką temperaturę. W ciągu dnia termometry pokazywały około 30 st. C. Rano pojawiła się lekka mżawka, którą Artur przeczekał pod wiatą przystankową. Po około 20 minutach mógł ruszyć dalej.
Po tygodniu marszu pojawiły się także pierwsze odciski. Artur liczy jednak, że wraz ze zmianą nawierzchni i możliwością dłuższego odpoczynku sytuacja będzie się poprawiać. Dostęp do wody, jedzenia i lepsza możliwość regeneracji mają dla niego obecnie ogromne znaczenie.
Artur nie idzie sam
Choć wiele godzin spędza samotnie na trasie, Artur podkreśla, że nie czuje się sam.
Codziennie otrzymuje dziesiątki, a nawet setki wiadomości na Messengerze i WhatsAppie. Ludzie pytają o jego samopoczucie, kolejne etapy i postępy wyprawy.
Jak mówi, świadomość tego zainteresowania naprawdę pomaga w marszu.
Na trasie spotyka także innych pielgrzymów i turystów. Jedną z ciekawszych historii była kilkukilometrowa wędrówka z psem, którego zarówno Artur, jak i spotkana para Czechów początkowo brali za pupila należącego do kogoś z grupy. Dopiero po kilku kilometrach pojawił się właściciel, który odnalazł zwierzę dzięki lokalizatorowi GPS.
Apel do znanych osób
Podczas rozmowy pojawił się także temat osób, które mogłyby pomóc nagłośnić charytatywną akcję.
Artur wskazał m.in. Ewę Wachowicz, z którą wiążą go wspomnienia z rodzinnych stron. Jak opowiadał, jej górskie wyprawy były dla niego jedną z inspiracji do podejmowania własnych wyzwań.
Liczy, że udostępnienie informacji o Camino przez osobę o dużych zasięgach mogłoby pomóc w dotarciu do kolejnych darczyńców.
Podobny apel skierowano do dziennikarza Dariusza Bohatkiewicza. Celem nie jest promocja samego wyczynu, lecz zwiększenie zasięgu zbiórki dla Nikoli i Poli.
Ósmy dzień Camino
Przed Arturem kolejny etap. Jego plan zakłada dotarcie w rejon miejscowości Azambuja.
Według zapowiedzi trasa ma być znacznie bardziej płaska niż wcześniejsze odcinki. Będzie prowadzić asfaltem, drogami szutrowymi i leśnymi.
Choć w podłożu nadal miejscami pojawia się piasek, Artur spodziewa się zdecydowanie łatwiejszych warunków niż podczas poprzednich dni. Liczy również na bardziej widokową część trasy, prowadzącą wśród charakterystycznych portugalskich zabudowań, palm i oleandrów.
Droga dla Nikoli i Poli
Najważniejszy cel wyprawy pozostaje jednak taki sam. Artur pokonuje kolejne kilometry, aby nagłaśniać historie Nikoli Woźniak i Poli Betkier. Dziewczynki chorują na zespół Retta i wymagają kosztownego leczenia, rehabilitacji oraz stałego wsparcia.
Wszystkie pieniądze z prowadzonej akcji mają zostać przeznaczone na pomoc dziewczynkom.
Każda wpłata pomaga
Artur pokonuje setki kilometrów. My możemy zrobić znacznie prostszy krok. Zachęcamy Czytelników do wpłacania nawet niewielkich kwot na zbiórki dla Nikoli i Poli. Jeżeli nie możecie pomóc finansowo, udostępnijcie informację dalej.
Im większy zasięg tej historii, tym większa szansa, że dotrze ona do osób, które zechcą wesprzeć leczenie i rehabilitację dziewczynek.
























![Siódmy dzień wyprawy Artura Grądalskiego. Blisko 300 km i coraz bliżej celu [FOTO] mężczyzna z plecakiem i czapeczką na brzegu portu](https://static2.halogorlice.info/data/articles/xl-siodmy-dzien-wyprawy-artura-gradalskiego-blisko-300-km-i-coraz-blizej-celu-foto-1791393387.jpg)

Napisz komentarz
Komentarze