Dlaczego w domach druhów nie ma kwiatków na parapetach? Praca strażaka okiem... małżonki

  • 05.05.2022, 17:48
  • Barbara Ćmiech

Podziel się:

Oceń:

Druh z OSP Szymbark i storczyki na parapecie Fot. ilustracyjne/halogorlice.info ©
Wczoraj (4 maja) strażacy obchodzili swoje święto, a my postanowiliśmy przy tej okazji zapytać żon zaprzyjaźnionych z naszą redakcją druhów o to, jak z ich perspektywy wygląda życie ze strażakiem ochotnikiem u boku.

 

Randka z żoną musi poczekać

To nie jest etat, ale większość druhów właśnie remizę traktuje jak swoje najważniejsze miejsce pracy i drugi dom, a pomoc ludziom w niebezpieczeństwie, jak powołanie i misję, od której są... uzależnieni.

Kiedy dzwoni telefon – rzucają wszystko w pół kroku i bez zastanowienia, jak na automatycznym sterowaniu, jadą w stronę strażnicy, a potem na miejsce zdarzenia. Nie jest ważne umówione spotkanie, od dawna wyczekiwany wyjazd, goście czy randka z żoną – druhowie nie pytają nikogo o zdanie – wychodzą, a raczej wybiegają, by jak najszybciej znaleźć się tam, gdzie ktoś akurat potrzebuje ich pomocy.

Doskonale wiedzą, że czasami jedna minuta może komuś uratować życie i że to nie jest jedynie powtarzany w kółko frazes, a brutalna rzeczywistość, zwłaszcza wtedy, gdy pożar przybiera na sile.

Często są to zupełnie anonimowi ludzie, którzy rezygnują z wolnego czasu, by pomagać obcym ludziom. Kiedy dzwoni telefon z alarmem bez znaczenia jest to, jak się sami czują i czy ktoś czeka na nich w domu – biegną na pomoc.

Takie sytuacje zdarzają się czasami raz na tydzień, a czasami raz dziennie. Choć dzień jest raczej słabym wyznacznikiem, bo równie często telefon z alarmem dzwoni w nocy.


Okna powinny otwierać się na zewnątrz!

Żony druhów śmieją się, że właśnie dlatego na parapetach w ich domach nie ma kwiatków, bo nie znają dnia ani godziny, kiedy mąż otworzy z rozmachem okno nasłuchując, z której strony słychać alarm.

Uwielbiam storczyki! Ale o parapecie zastawionym kwitnącymi kwiatami mogę jedynie pomarzyć, bo na tych naszych musi być... pusto. Za każdym razem, gdy zawyje strażacka syrena – okno, jak magiczne wrota, otwiera się na oścież!  – opowiada nam Agnieszka, żona prezesa jednego z OSP.


Na co komu drzwi?!

A jak może zakończyć się nocne wezwanie na akcję?

Pewnej nocy bardzo szybko się obudziłam. Zaraz po tym, jak mój mąż na akcję wyszedł razem z futryną drzwi od naszej sypialni – dopowiada z uśmiechem kobieta, a w jej głosie nie ma grama pretensji.


Żona strażaka – kobieta do zadań specjalnych

Są też takie żony, które równo z druhami podrywają się na dźwięk strażackiej syreny i kiedy mąż zbiera się na akcję – otwierają garażową bramę i wkładają kluczyki do stacyjki.

Jest taka opcja, że kiedyś wyjedzie razem z drzwiami garażowymi! Jeśli ten jeden jedyny raz nie zdążę na czas wszystkiego pootwierać – mówi z uśmiechem Sylwia, również żona strażaka ochotnika.

Ta praca wymaga pełnego poświęcenia, dlatego pomagam mojemu strażakowi właśnie w takich prostych czynnościach. Na akcję z nim nie pojadę, ale jak mogę to ułatwiam mu życie – dodaje.


Warunek jest jeden – masz się zameldować!

Kobiety, które mają przy boku druhowie z Gorlickiego, są wyjątkowo wyrozumiałe. Wiedzą, że z pół godziny w remizie najpewniej zrobią się – dwie, a akcja może potrwać godzinę, ale równie dobrze zobaczą męża za... dziesięć godzin. Ci z kolei wiedzą, że gdy tylko pożar zostanie opanowany, muszą się zameldować – choćby krótkim telefonem, że wszystko jest u nich dobrze.


Strażacką syrenę rozpozna nawet na drugim końcu świata

Kiedy już uda się im pojechać na wakacje  – bo akurat nie zawyje żadna syrena w okolicy – zdarza się, że... jadą za pędzącą strażą sprawdzić, czy może kolegom po fachu nie trzeba pomóc.

„Na jedną, małą chwilę” zostawił mnie w sklepie, bo akurat w pobliżu przejeżdżał wóz bojowy na sygnale. Wrócił za godzinę, ale jestem do tego już tak bardzo przyzwyczajona, że ani mnie to nie dziwi, ani nie złości – mówi kolejna żona druha.

 

Zrozumienie to filar małżeństwa

No właśnie, ciekawe jest to, że żony ochotników, z którymi rozmawialiśmy, zupełnie nie wkurzają się o to, że w każdej chwili dnia i nocy ich mężowie są gotowi rzucić wszystko i lecieć pomagać obcym ludziom. Wręcz przeciwnie, każda z nich jest zwyczajnie dumna, bo wiedzą, że ich mężowie pomagają ratować ludzkie życie, zdrowie, dobytek. Dosłownie, nie w przenośni.

Sądzimy jednak, że ktoś z boku może tego nie zrozumieć, że trzeba pożyć trochę z druhem u boku, żeby widzieć, jak to powołanie i misja, o których wspominaliśmy na początku tego artykułu, jest dla nich ważne.


I na koniec

Kobiety strażaków pół żartem, pół serio mówią, że przysięga małżeńska powinna kończyć się słowami: i że cię nie opuszczę, aż... zawyje syrena!

 

Barbara Ćmiech

Komentarze (5)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Smok
Smok 10.05.2022, 07:02
Coś w tym jest. Kiedyś moja jeszcze narzeczona próbowała mnie zatrzymać jak zawyła syrena to przekonała się że nic to nie da, ewentualnie jak coś to zawleke ja pod remizę. Teraz mówi zostań w domu rano wstajesz do pracy.. Lecz pewnej nocy pożar u sąsiada a ona biegnij szybko im pomóc🤨 Teraz po niemal 20 latach jako strażak kierowca i ratownik są nadal wielkie emocje na dźwięk syreny, chodź musialem je studzić ze względu na małe dzieci w trakcie nieobecności żony. Ale dzieci w przeciwieństwie od żony krzyczą głośniej od syreny Tata alarm biegnij a później czekają na mój powrót abym im coś opowiedział.
Xyz
Xyz 09.05.2022, 07:46
Szczerze opisani sa tzw. turbole nie ważne gdzie i co robię lecę bo syrena wyje, tu nie chodzi o fantazje ułańską a czyjes życie, po 15 latach w OSP rzeczywiscie pierwsze 5 bylo podobnych do opisanych sutuacji powyzej teraz bez emocji podchodzę do tematu wyszkoliło sie mołodych niech jezdżą jak sama nazwa wskazuje jest to ochotnicza straz wiec jak moge to jade na pewno z uroczustosci rodzinnej nie wylece chyba ze aplikacja pokazuje ze nie ma ludzi gotowych do wyjazdu. Na koniec dodam ze powinny byc obowiazkowe testy psychologiczne dla ochotników.
hmm
hmm 06.05.2022, 07:43
...bo nie potrafi podlewać?
Druhna
Druhna 05.05.2022, 20:57
My akurat jeździmy na akcje oboje z mężem, ale co do syreny na wakacjach... jakies 300 km od domu i naszej remizy, pewnego poweselnego poranka, gdy raptem zdążylismy zmrużyć oko może na godzine, zawyła syrena w lokalnej remizie, mąż zerwał sie na równe nogi i w ostatniej chwili go zatrzymałam w drzwiach pokoju hotelowogo, po chwili do niego dotarlo że to po pierwsze nie nasza syrena, a po drugie że nie jeden toast weselny wypił :)
Druh
Druh 05.05.2022, 20:35
Bardzo dobry artykuł, który opisuje Strażaka Ochotnika i ich najbliższych z tej życiowej strony.... super. Gratuluje pomysłu.
Martunia
Martunia 05.05.2022, 18:50
Bosko! To jest dokladnie tak jak w tym wywiadzie! 120% procent zgodności :)))

Pozostałe