Artur od kilku lat żyje górami. Jak opowiadał w rozmowach z lokalnymi mediami, zaczynał „od mniejszych wysokości”, a z czasem przyszła potrzeba większych wyzwań — i dziś ma już na koncie m.in. Ararat, Kilimandżaro czy Tubkal.
Tym razem cel jest jednak podwójny: wejść na Ojos del Salado i równocześnie nagłośnić zbiórkę dla Nikoli.
Ojos del Salado w zimowych warunkach to naprawdę twarda gra. Trzeba liczyć się z temperaturami spadającymi nawet do około -30°C, kapryśną pogodą i tym, że ostatnie noclegi wypadają na wysokościach, na których organizm potrafi dać o sobie znać bardzo szybko. Artur mówił wprost, że sama wysokość to jedno, a warunki i końcówka podejścia potrafią dać w kość najbardziej — ostatnie metry mogą być strome i oblodzone, miejscami z asekuracją na linach.
Ekspedycja wystartowała 26 grudnia i ma potrwać około trzech tygodni. Plan zakłada też aklimatyzację poprzez wejścia na „mniejsze” sześciotysięczniki, a na sam wierzchołek Ojos del Salado Artur celował w okno pogodowe między 6 a 10 stycznia.
I teraz najważniejsze: Artur jest już w Chile, a wyprawa dzieje się na naszych oczach.
Zrobiło się 9 osób. „Ekspedycja serca” rośnie w siłę
Jak podkreśla sam Artur, powiedział swojej grupie, że wchodzi na Ojosa dla Nikoli — i reakcja była najlepsza z możliwych. Nie tylko dostał pełne poparcie, ale też usłyszał: idziemy z tobą. W efekcie powstała 9-osobowa „ekspedycja serca” dla Nikoli.
A zasada jest prosta i mega symboliczna: kto wpłaci dowolną kwotę do Skarbonki Nikoli — „wchodzi” razem z nimi. Link do wpłat znajduje się w bio Artura pod zdjęciem.
Są też konkretne ukłony w stronę firm: każda firma, która wpłaci 1000 zł, otrzyma specjalny dyplom–certyfikat i zostanie wymieniona w opisie filmu z wyprawy na YouTube.
Nikola i zespół Retta — o co toczy się ta walka?
Zespół Retta to rzadka choroba genetyczna, która wpływa na rozwój mózgu i najczęściej dotyka dziewczynki. Może prowadzić do poważnych trudności w komunikacji i sprawności oraz wymaga stałej opieki, rehabilitacji i terapii.
Właśnie dlatego Artur powtarza, że nie chodzi o jego „wyczyn”, tylko o rozgłos i realną pomoc — żeby Nikola miała większą szansę na możliwie samodzielne życie.
Po powrocie ma powstać materiał wideo — nie tylko górska relacja, ale opowieść z sercem, z przypiętym do niej konkretem: linkiem do zbiórki. Za montaż ma odpowiadać gorlicki twórca Robert Kumorkiewicz.
Artur nie owija w bawełnę: on zrobi swoje na wysokości prawie 7 tysięcy metrów. A każdy z nas może zrobić swoje tu, na dole — wpłacić choćby symbolicznie, udostępnić, puścić tę historię dalej.
Na koniec, jak napisał Artur: Szczęśliwego Nowego Roku — sprawmy, by to był najszczęśliwszy rok dla Nikoli.
Jeśli chcesz pomóc w akcji, wejdź na stronę siępomaga.pl >>>Wulkan pełen nadziei dla Nikoli





Napisz komentarz
Komentarze