Od 3 marca prawo jazdy będzie automatycznie zatrzymywane na 3 miesiące także wtedy, gdy kierowca przekroczy dopuszczalną prędkość o ponad 50 km/h poza obszarem zabudowanym, ale na drodze jednojezdniowej, dwukierunkowej. To kluczowe doprecyzowanie, regulacja dotyczy zwykłych tras krajowych i wojewódzkich o jednym pasie w każdym kierunku, a nie obejmuje autostrad ani dwujezdniowych dróg ekspresowych.
W praktyce oznacza to, że próg „50+” przestaje być problemem wyłącznie w terenie zabudowanym. Jeśli na odcinku z limitem 50 km/h kierowca pojedzie 101 km/h, naraża się na zatrzymanie prawa jazdy. Analogicznie przy limicie 70 km/h granicą ryzyka staje się 121 km/h. Zmiana ma charakter automatyczny – po stwierdzeniu przekroczenia uruchamia się procedura zatrzymania uprawnień.
W przekazach kierowanych do kierowców pojawia się lokalny, bardzo czytelny przykład z DK28 w Libuszy, za skrzyżowaniem na Kryg w kierunku Gorlic zaczyna się teren niezabudowany. Jeżeli po 3 marca na tym fragmencie obowiązuje limit 50 km/h, to jazda z prędkością ponad 100 km/h może skończyć się zatrzymaniem prawa jazdy na 3 miesiące. Ten przykład dobrze pokazuje, jak łatwo wpaść w nowy przepis na odcinkach, gdzie charakter drogi się zmienia, a wraz z nim oznakowanie i dozwolone tempo jazdy.
Największa zmiana dotyczy osób, które już straciły prawo jazdy na 3 miesiące, a mimo to zostaną przyłapane na prowadzeniu pojazdu. Do 2 marca konsekwencją bywało przedłużenie zatrzymania o kolejne 3 miesiące, natomiast od 3 marca w takich przypadkach ma następować cofnięcie uprawnień do kierowania pojazdami. To dużo poważniejsza sytuacja niż „wydłużenie kary”, bo formalnie oznacza utratę uprawnień.
W obiegu informacyjnym pojawia się też bardzo surowy skutek cofnięcia uprawnień, ponowne ubieganie się o prawo jazdy ma być możliwe dopiero po 5 latach. W praktyce dla wielu kierowców oznaczałoby to długą przerwę i konieczność ponownego przejścia procedury odzyskania uprawnień zgodnie z obowiązującymi wtedy zasadami, co zwykle wiąże się co najmniej z egzaminem, a często też z dodatkowymi wymaganiami.
Najbardziej ryzykowne są odcinki, na których kierowca z rozpędu utrzymuje prędkość z trasy, a chwilę później wjeżdża w strefę z niższym limitem – albo odwrotnie, wyjeżdża z obszaru zabudowanego i automatycznie przyspiesza, nie kontrolując realnej wartości na liczniku. W powiecie gorlickim i okolicach kluczowe jest uważne obserwowanie znaków przy wlotach i wylotach z miejscowości oraz w rejonie skrzyżowań na DK28, bo właśnie tam najczęściej zmienia się status terenu i dopuszczalna prędkość.
Zwolennicy zmian podkreślają argument bezpieczeństwa, wypadki poza obszarem zabudowanym bywają tragiczne w skutkach, a duża prędkość na drogach jednojezdniowych zwiększa ryzyko czołowych zderzeń i utraty panowania nad pojazdem.
Krytycy odpowiadają, że system „automatycznej” utraty prawa jazdy jest bardzo dotkliwy i powinien iść w parze z konsekwentnym, czytelnym oznakowaniem oraz działaniami infrastrukturalnymi, bo sam bat administracyjny nie rozwiąże problemów na niebezpiecznych odcinkach. Źródła rządowe prezentują zmianę jako element szerszego pakietu porządkowania przepisów.
Źródło info: Legalna Jazda




Napisz komentarz
Komentarze