Kolejne wielkie wyzwanie
Zaledwie miesiąc wcześniej Weronika Mituś odniosła duży sukces podczas zawodów w Grecji. Zajęła tam pierwsze miejsce w swojej grupie wiekowej oraz drugie miejsce w klasyfikacji kobiet. Po powrocie nie zamierzała jednak zwalniać tempa.
Tym razem postanowiła zmierzyć się z Polskim Klasykiem Gdynia–Hel. Nie była to typowa rywalizacja z innymi zawodnikami. Najważniejszymi przeciwnikami okazały się zmęczenie, chłód i własne ograniczenia.
Dystans był niemal dwukrotnie dłuższy niż podczas ostatnich zawodów w Grecji. Pokonanie Zatoki Gdańskiej wymagało odpowiedniego przygotowania fizycznego, odporności psychicznej oraz umiejętnego rozłożenia sił.
Start o godz. 6
Weronika rozpoczęła przeprawę w czwartek, 16 lipca. O godz. 6 na plaży w Gdyni uniosła rękę, dając sygnał do rozpoczęcia próby.
Warunki na wodzie były spokojne, co sprzyjało pływaczce. Największym problemem była jednak niska temperatura Zatoki Gdańskiej, która wynosiła około 18 stopni Celsjusza. Przy wielogodzinnym wysiłku zimno powodowało szybszą utratę energii i zwiększało ryzyko wychłodzenia.
Przez cały czas Weronice towarzyszyła łódź asekuracyjna. Nad jej bezpieczeństwem czuwał ratownik, który był również organizatorem przeprawy. Na pokładzie znajdowała się także mama pływaczki, odpowiedzialna za podawanie posiłków regeneracyjnych i gorących napojów.
Surowe zasady przeprawy
Weronika płynęła zgodnie z zasadami obowiązującymi podczas długodystansowych przepraw open water. Nie mogła korzystać z pianki zabezpieczającej przed zimnem.
Zabronione było również dotykanie burty lub innych elementów łodzi asekuracyjnej. Pływaczka nie mogła oprzeć się nawet o ramię z pojemnikiem, w którym przekazywano jej jedzenie i napoje.
Każdy posiłek musiała przyjąć, pozostając samodzielnie na powierzchni wody. Przeprawa wymagała więc ciągłego wysiłku od momentu startu w Gdyni aż do wyjścia na plażę na Helu.
Ponad 18 kilometrów
Po 6 godzinach 36 minutach i 15 sekundach Weronika dotarła na drugą stronę Zatoki Gdańskiej. Wyszła z wody na plaży na Helu i symbolicznym podniesieniem ręki zakończyła przeprawę.
W ciągu ponad sześciu godzin pokonała dystans przekraczający 18 kilometrów. Na jej twarzy widać było ogromne zmęczenie, ale również radość i satysfakcję z osiągnięcia ambitnego celu.
Sukces oznaczał pokonanie bólu, zimna, kryzysów i chwil zwątpienia, które przy tak długim wysiłku mogą pojawić się nawet u bardzo dobrze przygotowanych zawodników.
Nazwisko na ścianie
Zwieńczeniem przeprawy był wpis na specjalnej ścianie chwały. Mogą znaleźć się na niej pływacy, którzy pokonali trasę zgodnie z zasadami światowego pływania open water, między innymi bez korzystania z pianki.
Ściana znajduje się w smażalni „Rybka i Frytka” przy Skwerze Kościuszki w Gdyni. Od teraz widnieje na niej również imię i nazwisko Gorliczanki, Weroniki Mituś.
Podziękowania po przeprawie
Weronika podziękowała Stowarzyszeniu Baltic Sea Beast za przygotowanie wydarzenia, profesjonalne zabezpieczenie trasy oraz atmosferę panującą podczas całej przeprawy. Przygodę nad Zatoką Gdańską zakończył wspólny obiad.
Rodzice pływaczki podkreślają, że historia ich córki może być inspiracją dla innych osób. Weronika na co dzień trenuje przede wszystkim na basenie, jednak coraz śmielej realizuje swoje sportowe cele na wodach otwartych.
Jak zaznaczają, sukces dziewczyny z gór pokazuje, że dzięki wytrwałości, regularnej pracy i konsekwencji można osiągać cele, które początkowo wydają się bardzo odległe. Najwięcej o emocjach, walce z zimnem i kryzysach podczas przeprawy mogłaby jednak opowiedzieć sama Weronika.


Napisz komentarz
Komentarze