Dziś przedsiębiorcy apelują do klientek i wszystkich osób, które przez lata korzystały z ich oferty, by pomogły im przetrwać ten najtrudniejszy moment. To miał być zwyczajny dzień pracy, a skończyło się na ogromnych stratach i poczuciu bezradności.
Alicja Kaszkur właścicielka sklepu jest załamana, pokazuje relacje w social mediach informując, że sklep został zalany i zasypany gruzem, a zniszczeniu uległ dorobek budowany przez lata. Właściciele przyznają, że skala strat jest bardzo duża, a część towaru trzeba przeznaczyć do utylizacji. Dla osób prowadzących handel taki cios oznacza coś znacznie więcej niż chwilowe problemy. To zagrożenie dla całej firmy i codziennego utrzymania. Sklep był ich jedynym źródłem dochodu, dlatego dzisiejsza sytuacja stawia ich przed wyjątkowo trudnym wyzwaniem.
Właściciele przez wiele lat pracowali na swoją markę, budowali zaufanie klientek i pomagali w dopasowaniu bielizny. Dla wielu kobiet to miejsce było dobrze znane, a zakupy wiązały się nie tylko z wyborem produktu, ale też z fachową poradą i życzliwą obsługą. Dziś właśnie do tych kobiet kierowany jest szczególny apel. Jeśli przez lata wracały do tego sklepu, ceniły jakość, atmosferę i pomoc właścicieli, teraz mogą realnie wesprzeć ich w walce o dalsze funkcjonowanie. Każdy zakup ma znaczenie, nawet najmniejszy. To konkretna pomoc w chwili, gdy przedsiębiorcy próbują ratować to, co jeszcze udało się ocalić.
Choć część asortymentu została zniszczona, nie wszystko stracono bezpowrotnie. W sprzedaży pozostają produkty, które nie ucierpiały albo nadają się jeszcze do oferowania klientom. Jak zaznacza właścicielka, niektóre rzeczy mogą trafić do sprzedaży z rabatem, jeśli uszkodzeniu uległo jedynie opakowanie albo metka.
To właśnie teraz zakupy w tym miejscu nabierają zupełnie innego znaczenia. Dla klientek mogą być zwykłym wyborem potrzebnej rzeczy, ale dla właścicieli są szansą na utrzymanie firmy przy życiu. W tle pozostają przecież stałe koszty prowadzenia działalności, których nie zatrzyma nawet tak poważny kryzys.
W opublikowanym apelu wybrzmiewa przede wszystkim ogromne emocjonalne obciążenie. Po latach pracy właściciele stanęli przed faktem, którego nikt nie chciałby doświadczyć. W jednej chwili ich firma znalazła się na granicy upadku. Państwo Kaszkur mimo wszystko nie składają broni. Proszą o wsparcie i próbują odbudować sklep krok po kroku. Zachęcają do zakupów stacjonarnych, ale także do zamówień wysyłkowych. To ważne zwłaszcza dla osób, które chcą pomóc, a mieszkają dalej.
Dlatego dziś apel jest prosty i bardzo ludzki. Jeśli znacie ten sklep, kupowałyście tam bieliznę, korzystałyście z pomocy właścicieli albo po prostu chcecie wesprzeć mały biznes w kryzysie, warto odpowiedzieć na tę prośbę. Każda transakcja może pomóc uratować miejsce, które dla jego właścicieli jest całym zawodowym życiem.
Pod wpisem na Facebooku pojawiło się wiele słów wsparcia i deklaracji pomocy. Komentujące osoby nie kryją współczucia, ale też zachęcają innych do zakupów i okazania solidarności. Widać, że wokół sklepu przez lata powstała społeczność, która dziś chce być blisko właścicieli.
To może być moment próby, ale też moment, w którym lojalność klientek przełoży się na realne działanie. W sytuacji, gdy liczy się każda złotówka i każda decyzja zakupowa, wsparcie czytelniczek może okazać się bezcenne.
Więcej na >>>https://www.facebook.com/share/p/1B7cs45zdp/





Napisz komentarz
Komentarze