Gorliczanin uzyskał czas 10:36.507, zajmując szóste miejsce w klasie Time Attack 1. Biorąc pod uwagę poziom rywalizacji, doświadczenie konkurentów oraz fakt, że był to jego debiut na jednej z najbardziej wymagających tras świata, wynik należy uznać za bardzo udany.
Jeszcze kilka miesięcy temu udział Polaka w tych zawodach wydawał się ambitnym marzeniem. Dziś Maciej Serafin zapisał swoje nazwisko w historii światowego i polskiego motorsportu.
Emocje po przekroczeniu mety
Tuż po ukończeniu przejazdu emocje wzięły górę.
Ukończyłem wyścig. Nie mogę mówić... Zrobiłem czas 10.36. Brakło nam trzech sekund do rekordu. To znak, że musimy tu przyjechać jeszcze raz. Jestem niesamowicie szczęśliwy – powiedział gorliczanin po zakończeniu rywalizacji.
Jeszcze wcześniej, już po swoim przejeździe, zamieścił krótki wpis w mediach społecznościowych.
To były najdłuższe minuty od początku tego projektu! Dziękujemy wszystkim za doping i wsparcie! Bez Was nie dokonałbym tego! – napisał Maciej Serafin.
Słowa te najlepiej pokazują, jak wiele kosztowała go droga na szczyt Pikes Peak.
156 zakrętów i przepaście po obu stronach trasy
Pikes Peak International Hill Climb organizowany jest od 1916 roku i należy do najbardziej wymagających wyścigów samochodowych świata.
Trasa liczy niemal 20 kilometrów i prowadzi na wysokość przekraczającą 4300 metrów nad poziomem morza. Na kierowców czeka 156 zakrętów, z których wiele jest ślepych. W licznych miejscach droga przebiega tuż przy kilkusetmetrowych przepaściach, a bariery ochronne praktycznie nie istnieją.
Do tego dochodzą gwałtowne zmiany pogody. Start może odbywać się w pełnym słońcu przy temperaturze przekraczającej 20 stopni, a na mecie zawodników może przywitać śnieg, lód lub grad.
Sam Serafin wielokrotnie podkreślał, że żaden symulator nie jest w stanie oddać rzeczywistej skali trudności tej góry.
Przewyższenia między zakrętami są większe, zakręty są bardziej przerażające. Czuję podekscytowanie, ale też pojawia się strach – mówił podczas pobytu w Kolorado.
Miesiące przygotowań
Za historycznym sukcesem stoją miesiące pracy.
Polski kierowca spędził setki godzin na symulatorze, analizował nagrania z przejazdów i przygotowywał organizm do ekstremalnych warunków wysokogórskich.
Spał w namiocie hipoksyjnym, trenował przy obniżonej zawartości tlenu i testował reakcję organizmu na wysokościach przekraczających 3800 metrów.
Wspinam się ponad 1 400 metrów w czasie około dziesięciu minut. To ogromne wyzwanie wydolnościowe dla organizmu. Zawartość tlenu między takimi wysokościami zmienia się drastycznie – tłumaczył.
Równie dużo pracy wymagało przygotowanie samochodu. Honda Civic TCR została przebudowana specjalnie pod warunki panujące na Pikes Peak. Zmodyfikowano układ doładowania, zawieszenie, chłodzenie oraz elektronikę odpowiadającą za pracę silnika na dużych wysokościach.
Polacy pomogli rywalowi
Pobyt w Kolorado pokazał również inną stronę polskiej ekipy.
Kilka dni przed wyścigiem do zespołu Macieja Serafina zwrócił się o pomoc amerykański kierowca Earl O'Malley. Jego samochód od dłuższego czasu zmagał się z problemami technicznymi, których nie udało się rozwiązać mimo wizyt w różnych warsztatach.
Polacy pojechali na miejsce i przez kilka godzin wspólnie szukali przyczyny awarii. Ostatecznie udało się usunąć usterkę, a samochód wrócił do pełnej sprawności.
Pokazaliśmy, że polska wiedza techniczna, doświadczenie i determinacja nie ustępują nikomu. Niezależnie od tego, czy jesteśmy w Polsce, czy po drugiej stronie świata, potrafimy rozwiązywać problemy, które wydają się niemożliwe do pokonania – podkreślał gorliczanin.
Małopolska kibicowała w Kolorado
Na miejscu nie zabrakło również polskich akcentów.
Macieja Serafina wspierała miejscowa Polonia, a także delegacja z Małopolski z wiceprzewodniczącą Sejmiku Województwa Małopolskiego Jadwigą Wójtowicz. Do Stanów Zjednoczonych przywiozła między innymi słynne małopolskie korale oraz materiały promujące Gorlice i region.
To dopiero początek
Choć gorliczanin właśnie osiągnął coś, czego wcześniej nie dokonał żaden Polak, wygląda na to, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Po osiągnięciu mety od razu wspomniał o możliwości powrotu do Kolorado.
Skoro do rekordu w swojej klasie zabrakło zaledwie kilku sekund, a debiut zakończył się szóstym miejscem, kolejna próba może przynieść jeszcze większe emocje.
Jedno jest pewne – 21 czerwca 2026 roku przejdzie do historii Gorlic i polskiego motorsportu jako dzień, w którym biało-czerwona flaga po raz pierwszy pojawiła się na mecie legendarnego „Wyścigu do Chmur”.






Napisz komentarz
Komentarze