Dla uczestników była to wymagająca wyprawa, w której liczyły się nie tylko przygotowanie samochodu i kondycja kierowców, ale także rozsądne tempo jazdy, cierpliwość oraz umiejętność reagowania na warunki na trasie. Szczególnie trudne okazały się wysokie temperatury, z którymi załoga mierzyła się w Hiszpanii i Maroku.
Trasa przez upalną Hiszpanię i Maroko
Podróżnicy z Bobowej podkreślają, że największym wyzwaniem nie były same kilometry, lecz temperatura i konieczność oszczędzania samochodu. Polonez jechał spokojnym, równym tempem, tak aby silnik nie był nadmiernie obciążany na długich odcinkach.
Trasa była wymagająca ze względu na temperaturę. Jechaliśmy stałą prędkością 80 km/h i na optymalnych obrotach silnika, by nie forsować samochodu, zważywszy na dystans, jaki był do pokonania.
Nam również upał dawał się we znaki, lecz ani przez chwilę nikt nie marudził i nie było chwil zwątpienia. Prawdziwe Dziki to osoby, które są twarde i potrafią dostosować się do panujących warunków oraz zaistniałych sytuacji – przekazali Dorota i Arek po dotarciu do mety.
Ich relacja pokazuje, że Złombol wymaga od uczestników czegoś więcej niż samego zamiłowania do starych aut. To rajd, w którym sprawdzają się charakter, konsekwencja i umiejętność pracy w zespole.
Klasyczny Polonez bez awarii
32-letni Polonez spisał się na trasie bardzo dobrze. Auto, mimo wieku i wymagających warunków, dowiozło załogę do celu. Wyprawa była dużym testem zarówno dla samochodu, jak i dla osób siedzących za kierownicą.
Dorota i Arek przejechali około 3400 kilometrów, a łączny czas jazdy wyniósł 58 godzin. Przy takiej trasie ważne było nie tylko przygotowanie techniczne pojazdu, ale też spokojna jazda i unikanie niepotrzebnego ryzyka.
Bardzo się cieszymy z osiągniętego celu. Było to duże wyzwanie, któremu sprostaliśmy. Przejechaliśmy 3400 km w 58 godzin za kierownicą. Dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierali – podkreślają uczestnicy Złombolu.
Powrót przez Europę
Choć meta w Maroku była najważniejszym punktem wyprawy, podróż Doroty i Arka jeszcze się nie kończy. W drodze powrotnej załoga chce zwolnić tempo i odwiedzić kilka znanych europejskich miast.
W drodze powrotnej, już bez presji czasu, chcielibyśmy zahaczyć o Grenadę, Barcelonę oraz Paryż. Mamy nadzieję, że stara, polska, oryginalna motoryzacja również w drodze powrotnej nas nie zawiedzie – mówią z uśmiechem.
To będzie już inny etap wyjazdu. Bez pośpiechu, z większą przestrzenią na odpoczynek i zwiedzanie, ale nadal z tym samym wyzwaniem: bezpiecznie wrócić do Bobowej klasycznym Polonezem.
Marokańska meta
Po wielu godzinach jazdy uczestnicy mogli wreszcie odpocząć i poczuć atmosferę mety Złombolu. Jak relacjonują, na miejscu panowała życzliwość, otwartość i wzajemna pomoc. To właśnie ten klimat od lat przyciąga załogi, które decydują się ruszyć w długą trasę starymi samochodami.
Jesteśmy szczęśliwi z osiągniętego celu, teraz czas na odpoczynek i relaks. Na mecie panuje niepowtarzalna i przyjazna atmosfera. Również życzliwość i pomoc Marokańczyków jest nieoceniona – podsumowują Dorota i Arek.
Ich wyprawa z Bobowej do Maroka pokazuje, że pasja do motoryzacji może prowadzić naprawdę daleko. 32-letni Polonez zdał egzamin, a załoga z Małopolski dopisała kolejną ciekawą historię do lokalnych relacji z tegorocznego Złombolu.





Napisz komentarz
Komentarze