Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Nowe mieszkania na sprzedaż "Osiedle Szklane Tarasy" - Gorlice, ul. Kapuścińskiego
ReklamaHydrotech - skład budowlany, stacja diagnostyczna, mechanika pojazdowa, wulkanizacja - Siedliska 116, tel. 513 184 054 | Kwiaciarnia Gabi - dekoracje kościołów, dekoracje samochodów ślubnych, dekoracje sal weselnych, bukiety ślubne i okolicznościowe - ul. Węgierska 5, Bobowa, tel. 510 199 110
Reklama Podaruj dzieciom dom! Zostań rodziną zastępczą - Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, ul. Słoneczna 7, Gorlice, tel. 18 352 53 80

Emilia Cetnarowska. Szymbark, AST Kraków i filmowy debiut w produkcji pt. „Psoty” [FOTO]

Podziel się
Oceń

Emilia Cetnarowska z Szymbarku wchodzi na duży ekran i robi to od razu w filmie z głośną obsadą. Dla 23-letniej studentki Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie to pierwszy tak duży plan, a dla widzów z Gorlic i okolic – pretekst, by śledzić nazwisko naszej krajanki, która może właśnie otwiera sobie drzwi do polskiego kina.
zdjęcie przedstawia portret dziewczyny
Emilia Cetnarowska z Szymbarku wystąpiła w filmie pt. „Psoty”. Premiera ogólnopolska już 16 stycznia

Autor: Hanna Szurgot

 

Emilia, proszę powiedz kilka słów o sobie.

Nazywam się Emilia Cetnarowska. Jestem z Szymbarku. Mam 23 lata i studiuję aktorstwo dramatyczne w Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Jestem już na finiszu edukacji, w trakcie przygotowań do dyplomu. Wcześniej kończyłam I LO im. Marcina Kromera w Gorlicach, a potem wyjechałam do Krakowa. 

Miałam też rok w szkole przygotowawczej, Policealnym Studium Aktorskim LART StudiO w Krakowie, zanim dostałam się do AST.
 

Skąd pomysł na aktorstwo? Kiedy poczułaś, że aktorstwo to realny kierunek i sposób na życie?

To nie była moja pasja tak od zawsze i na serio. Teatr był gdzieś mi bliski, jeździłam z rodzicami na offowe festiwale teatralne, takie jak Festiwal Ulica Teatru KTO w Krakowie, czy też InNowica. Teatr, gdy byłam młodsza, zawsze istniał, ale nie był takim oczywistym planem na przyszłość.

Dopiero w liceum poszłam na zajęcia do Młodzieżowego Domu Kultury w Gorlicach, do Dominiki Jodłowskiej-Kubali, i tak właśnie zaczęło się to układać. Na początku wszystko wydawało mi się kosmiczne, scena, mówienie tekstu, pamiętanie dłuższych fragmentów. 

A potem okazało się, że to mnie na tyle wciągnęło, że postanowiłam spróbować swoich sił w aktorstwie. No i się udało.
 

Czyli można powiedzieć, że MDK w Gorlicach było takim miejscem, gdzie to wszystko się zaczęło?

Tak, bo tam dostałam przestrzeń, żeby się odważyć i próbować. To były zajęcia po szkole, które mnie rozwijały. Po drodze pojawiła się też Odyseja Łemkowska Wojciecha Farugi wystawiona w Gorlickim Centrum Kultury, gdzie grała moja mama, a ja miałam przyjemność do nich dołączyć. 

Zakochałam się w pracy aktora i pomyślałam, że spróbuję, choć egzaminy do szkoły teatralnej nie należą do łatwych.
 

Dominika Jodłowska-Kubala była osobą, która spostrzegła w tobie potencjał aktorski?

Nie wiem, czy mnie wypatrzyła, ale na pewno mnie trochę przypiłowała i ośmieliła. Dzięki temu pojechałam na pierwszy konkurs, później były finały ogólnopolskie. Dla mnie to było szaleństwo, coś poza wyobraźnią, ale dało mi do myślenia, może warto spróbować na serio.
 

Jak wspominasz szkołę w Gorlicach i swój kierunek?

To był kierunek lingwistyczny w gorlickim Kromerze. Miałam angielski, geografię i język polski w stopniu rozszerzonym. Na początku nie było tak, że idę do liceum z gotowym planem na aktorstwo. 

Nie miałam takiego konkretu w sobie. Lubiłam angielski, kiedyś kręciło mnie też dziennikarstwo, ale życie poszło w stronę sceny.
 

Kiedy poczułaś pierwszy poważny kontakt z publicznością?

Trudno wskazać jeden moment. Z Odyseją Łemkowską graliśmy też poza Gorlicami, między innymi w Teatrze Studio w Warszawie i w Łodzi, więc zobaczyłam prawdziwy teatr od środka. Ale wtedy byłam raczej trybikiem w maszynie, w spektaklu kolektywnym. 

Z kolei w szkole było mnóstwo egzaminów, małych projektów i spektakli z widownią, więc przez cztery lata tego doświadczenia zebrało się dużo.
 

Trema cię paraliżuje czy raczej napędza?

Raczej ekscytuje. Nawet gdy pierwszy raz musiałam stanąć sama i wziąć pełną odpowiedzialność za tekst, to było przeżycie dające moc. Po wyjściu przyszła satysfakcja. Wiesz, dostajesz uwagę widowni i możesz być kimś, kim nie jesteś na co dzień. 

Na scenie czuję, że nie jestem sobą, więc mogę więcej, niż w życiu codziennym.
 

Jakie twoje cechy działają na plus, a jakie potrafią przeszkodzić w odgrywaniu roli?

W szkole to w ogóle jest tak, że jeśli na początku ktoś widzi, że jesteś cicha, to potrafi dać zadanie na kontrze, bądź głośna, bezczelna. Ja staram się być wszechstronna i nie zamykać się w szufladzie jednej postawy. Wydaje mi się, że w życiu prywatnym nie jestem taka, jaką jestem na scenie, więc te cechy się rozdzielają.
 

Co jest najważniejsze w budowaniu postaci?

Ciekawość. Trzeba być ciekawym ludzi i postaci, którą się gra. Trzeba jej użyczyć siebie, ale też przejmować cechy tej osoby i próbować ją zrozumieć. Wtedy własne ograniczenia przestają być kluczowe, bo pracujesz nad tym, czego potrzebuje rola.
 

Przejdźmy do filmu pt. „Psoty” w reżyserii Kacpra Lisowskiego. To pierwszy tak duży plan. Co najbardziej Cię tam zaskoczyło?

Tak, mój pierwszy duży plan filmowy. Chodziłam zachwycona każdego dnia, chociaż bywało trudno, bo graliśmy sceny ze zwierzętami, z pieskami, więc czasem potrzebna była duża cierpliwość. Myślę, że zaskoczyła mnie skala i rozmach produkcji, ilu ludzi pracuje na planie od wczesnego rana do późnego wieczora. 

Film to ogromna maszyna, ale też i duża opieka nad aktorami. Zaskoczyło mnie też, jak matematyczny jest film, jak ważna jest precyzja ustawień, wszystko rozbija się o centymetry, ustawienie kamer, aktorów, powtórzenia krótkich momentów i scen wiele razy. W teatrze grasz dłuższym ciągiem, a tutaj wszystko składa się dopiero w montażu. I dopiero wtedy widzisz, jak działa magia kina.
 

W Psotach grasz razem z polskim aktorami z samego topu. Małgorzata Socha, Borys Szyc, Andrzej Konopka, Izabela Dąbrowska, Tomasz Sapryk to duże nazwiska polskiego kina. Z kim pracowało ci się najlepiej?

Najmilej wspominam Andrzeja Konopkę. Spędzaliśmy dużo czasu razem, ja i Maks Piotrowski, mój kolega z roku w AST. Andrzej wziął nas trochę pod skrzydła – siedzieliśmy w kamperze, jedliśmy obiady, było dużo śmiechu. Z wszystkimi miałam dobry kontakt, a przy okazji mogłam się uczyć i podpatrywać.
 

Kogo grasz w Psotach?

W filmie wcielam się w rolę Natalii, pracowniczki schroniska dla psów. Film opowiada historię nastolatki i jej czworonożnego przyjaciela ze schroniska, gdzie akurat pracuję. Nie chcę za dużo mówić, żeby nie „spojlerować”, o wszystkim dowiecie się w kinie.
 

Przy okazji świata kina i teatru nie sposób pominąć pytanie o twojego mentora. Kogo oglądasz z myślą, chciałabym kiedyś tak grać, jak ona...?

Takich aktorów jest wiele, uwielbiam Agatę Kuleszę, Maję Ostaszewską i Magdę Cielecką. Bliscy są mi też wspaniali pedagogowie Dorota Segda czy Grzegorz Mielczarek, z którymi mamy zajęcia w Krakowie, a bardziej teatralnie podglądam ich pracę na scenie. No i Andrzej Konopka – ostatnio widziałam go w kilku produkcjach i uważam, że jest w topie polskiego kina.
 

Co dalej po dyplomie, teatr, film, seriale?

Tak więc najbliższe moje plany są związane z obroną dyplomu. Pracujemy nad ciekawą współczesną opowieścią, o szczegółach nie mogę jednak jeszcze powiedzieć. To spektakl kończący szkołę, który jest największym wyzwaniem w AST. Premiera ma być w lutym, a ja jestem teraz w pełnym skupieniu nad tym procesem.

Wiosną i latem wracają castingi, wtedy dzieje się najwięcej w produkcji, więc zobaczymy, co przyniesie rynek. Kończę szkołę, więc zaczyna się też szukanie stałej pracy w teatrze i układanie życia zawodowego już bez parasola uczelni.
 

Gdzie widzisz siebie po Akademii Sztuk Teatralnych?

To trudne. Warszawa jest oczywistym wyborem, bo tam dzieje się większość produkcji filmowych. Bardzo lubię Kraków i chciałabym tu zostać, jeśli pojawi się tu konkret, praca teatralna, impuls. Jeśli nie, pewnie wyjadę do Warszawy. Najbliższe miesiące mogą wiele zmienić, więc nie chcę wróżyć z fusów.
 

Premiera Psot obędzie się w Warszawie. Uda ci się potem obejrzeć film w Gorlicach?

Premiera ma być w Warszawie w przyszłym tygodniu, chwilę przed oficjalny pokazem. Do Gorlic raczej wtedy nie przyjadę, bo praca nad dyplomem jest wymagająca i czasochłonna. Ale bardzo mi miło, że w Gorlicach o mnie mówi i że pojawia się taka moja prywatna promocja. Mam nadzieję, że film spodoba się publiczności, także gorlickiej.


Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję. Pozdrawiam wszystkich w Gorlicach i zapraszam na film Psoty z moim udziałem.



Zapraszamy na film pt. Psoty do Kina Kolory w Gorlicach - premierowy seans już 16 stycznia (piątek) o godz. 15.20. Drugi pokaz tego dnia o godz. 17. Będziemy mieć wejściówki do Kina Kolory na te seanse. Szczegóły wkrótce.
 

Emilia Cetnarowska i Aleksaandra Zagrodzka na planie filmu pt. „Psoty” w reż. Kacpra Lisowskiego, źródło foto: materiały prasowe/Kino Świat

 

Emilia Cetnarowska i Borys Szyc na planie filmu pt. „Psoty” w reż. Kacpra Lisowskiego, źródło foto: materiały prasowe/Kino Świat

 

Emilia Cetnarowska na planie filmu pt. „Psoty” w reż. Kacpra Lisowskiego, źródło foto: materiały prasowe/Kino Świat


 


Napisz komentarz

Komentarze

ReklamaAQUAPLAST - rynny, pokrycia dachowe
ReklamaNowe mieszkania na sprzedaż, Osiedle "Szklane Tarasy" - Gorlice, ul. Kapuścińskiego
AKTUALNOŚCI
Reklama
Reklama
POPULARNE
Reklama
słabe opady śniegu

Temperatura: -4°C Miasto: Gorlice

Ciśnienie: 1016 hPa
Wiatr: 27 km/h

Reklama Nowe mieszkania na sprzedaż - Szklane Tarasy, Gorlice, ul. Kapuścińskiego