Są niewyspani, cali w piachu, z głową pełną decyzji, a mimo to konsekwentni. Po dotychczasowych etapach utrzymują 7. miejsce w klasyfikacji generalnej Dakar Classic, a przed nimi wciąż kolejne dni rywalizacji i tysiące kilometrów po Arabii Saudyjskiej.
To wynik, który nie bierze się z jednego dobrego dnia, tylko z powtarzalności: dojeżdżania, trzymania nawigacji w ryzach i unikania kosztownych pomyłek.
Naszym krajanom w końcu dało im się przespać kilka godzin z rzędu, więc można mówić o lekkim ładowaniu akumulatorów. Każdy dzień wygląda podobnie, najpierw dojazdówka, w głowie szybkie liczenie kilometrów, a na horyzoncie odcinki specjalne, w tym te bardziej nawigacyjne, gdzie łatwo zgubić rytm. I ten klasyczny dylemat, wracający jak bumerang, jakie zastosować ciśnienie powietrza w kołach, ile go upuścić, żeby opona przeżyła piach, ale nie dostała na kamieniach.
Kamil Jabłoński, jako pilot wykorzystuje każdą chwilę na notatki i przygotowania pod odcinki, bo tu nie wystarcza cisnąć – trzeba jeszcze trafić, gdzie trzeba i przede wszystkim kiedy trzeba. Dakar Classic nagradza chłodną głowę, a karze nerwowe skróty, które na mapie wyglądają świetnie, a w realu kończą się błądzeniem i stratami.
Widać po chłopakach, że organizm upomina się o swoje. Po kilku dniach ścigania załoga mówi o długich godzinach bez snu i ogromnym dystansie do pokonania. Na Dakarze takie momenty potrafią ustawić rywalizację, koncentracja spada, a wystarczy chwila, by złapać kapcia albo przywalić w coś na trasie. Ten „pustynny rachunek” zwykle przychodzi bez ostrzeżenia.
Dzień przerwy nie był urlopem, tylko serwisowym sprintem. Pietrzycki i Jabłoński wykorzystali rest day na ogarnięcie drobnych usterek i przegląd samochodu, bo w tej grze detale potrafią zjeść wynik. Wymiany eksploatacyjne, poprawki mocowań, kontrola luzów – rzeczy małe, ale na Dakarze często kluczowe. W podsumowaniach podkreślano, że przygotowanie auta przed startem zaprocentowało, bo większych dramatów technicznych długo nie było widać.
Po 7. etapie załoga kończyła dzień na 19. miejscu etapowym, a jednocześnie awansowała na 7. lokatę w klasyfikacji generalnej Dakar Classic. To dobry obraz tego, jak działa ten rajd: nie trzeba wygrywać każdego dnia, żeby piąć się w górę. Czasem wystarczy po prostu pojechać swoje, dowieźć wynik i nie narobić strat, kiedy inni łapią kary albo gubią punkty.
W tle cały czas pracuje Toyota Land Cruiser (startująca w Dakar Classic), czyli sprzęt, który z definicji ma wytrzymać długo i w trudnych warunkach, w ich relacjach przewija się cały czas temat kamieni, „wypiaskowanych” elementów i świadomość, że pustynia nie niszczy jednym ciosem, tylko tysiącem drobnych uderzeń. Ten rajd nie pyta, czy masz czas na naprawy – on sprawdza, czy zdążyłeś je zrobić wcześniej.




Napisz komentarz
Komentarze