Głównymi bohaterami jest dwójka radnych. Pierwszej osobie polityczna droga została w pewnym momencie zatrzymana. Druga osoba związaną z lokalnym samorządem, jest cały czas aktywna i to nawet bardzo. Nazwisk nie podajemy i nie zamierzamy, bo sprawa jest delikatna, a my nie mamy zamiaru dolewać oliwy do ognia, ani stać się stroną w tym politycznym spektaklu.
Ale ogień już się tli. A może nawet zaczyna płonąć.
Wystarczy zajrzeć do internetu, by zobaczyć, jak zaczyna się swoista „wymiana uprzejmości”. Posty, komentarze, aluzje, sugestie – wszystko to układa się w dość osobliwą układankę, która bardziej przypomina szkolną sprzeczkę niż poważną debatę osób publicznych.
Piaskownica w wersji premium
Nie oszukujmy się – to, co obserwujemy, momentami wygląda jak klasyczna zabawa w piaskownicy. Tyle że zamiast łopatek i foremek mamy Facebooka, a zamiast piasku – publiczne oskarżenia i wyciąganie spraw sprzed lat.
I tutaj pojawia się pytanie: czy naprawdę tak powinno wyglądać życie publiczne w mieście?
Bo przypomnijmy – mówimy o osobach, które pełniły lub pełnią funkcje publiczne. Osobach, które działają za pieniądze mieszkańców, bo to właśnie z naszych podatków finansowane są diety i wynagrodzenia samorządowców.
A tymczasem zamiast konkretów – dostajemy emocjonalne przepychanki.
Odcinek pierwszy już za nami
Wygląda na to, że pierwszy akt tego lokalnego widowiska mamy już za sobą. Kolejne zapewne dopiero przed nami, bo nic nie wskazuje na to, by którakolwiek ze stron zamierzała odpuścić.
My – jako portal – przyglądamy się tej sytuacji z dystansem. Nie opowiadamy się po żadnej ze stron, nie ferujemy wyroków. Obserwujemy i notujemy, bo to, co dzieje się w przestrzeni publicznej, dotyczy wszystkich mieszkańców.
Emocje kontra rozsądek
W takich sprawach łatwo dać się ponieść emocjom. Łatwo kliknąć „udostępnij”, dorzucić komentarz, stanąć po jednej ze stron. Tylko czy na pewno warto?
Warto pamiętać, że każda historia ma co najmniej dwa punkty widzenia. A internet – jak to internet – rządzi się swoimi prawami i często pokazuje rzeczy w krzywym zwierciadle.
Dlatego zalecamy jedno: ostrożność. I zdrowy rozsądek.
Kurtyna jeszcze nie opadła
Jedno jest pewne – to jeszcze nie koniec. Kurtyna dopiero się podnosi, a kolejne sceny tego „lokalno-politycznego spektaklu” mogą nas jeszcze nie raz zaskoczyć.
A Wy? Co sądzicie o tym, co dzieje się w przestrzeni publicznej? Czy takie zachowania przystoją osobom pełniącym funkcje publiczne?
Dajcie znać w komentarzach i na Facebooku. Dyskusja – jak widać – dopiero się rozkręca.




Napisz komentarz
Komentarze