Dla wielokrotnego mistrza Polski i dwukrotnego mistrza Europy w wyścigach górskich będzie to największe wyzwanie w dotychczasowej karierze. Sam zawodnik nie ukrywa, że start w tej imprezie od lat był jednym z jego sportowych marzeń.
Ponad sto lat historii
Pikes Peak International Hill Climb należy do najbardziej rozpoznawalnych wyścigów górskich na świecie. Zawody rozgrywane są od 1916 roku na zboczach góry Pikes Peak w Górach Skalistych i są drugim najstarszym wyścigiem samochodowym w Stanach Zjednoczonych.
Trasa liczy blisko 20 kilometrów i prowadzi z wysokości około 2 800 metrów n.p.m. aż na szczyt położony na wysokości ponad 4 300 metrów. Na zawodników czeka 156 zakrętów, z których wiele jest ślepych. W licznych miejscach droga biegnie tuż przy stromych, kilkusetmetrowych przepaściach, a kierowcy nie mają do dyspozycji barier ochronnych.
Nie bez powodu wyścig uznawany jest za jeden z najbardziej wymagających i niebezpiecznych na świecie.
Walka z wysokością
Trudność Pikes Peak nie wynika wyłącznie z układu trasy. Ogromnym wyzwaniem są również warunki panujące na dużej wysokości. W czasie jednego przejazdu zawodnicy mogą spotkać kilka różnych pór roku.
Na starcie temperatura często przekracza 20 stopni Celsjusza, podczas gdy w okolicach mety można natrafić na śnieg, lód, grad i temperaturę bliską zera. Zdarza się również, że kierowcy przejeżdżają przez chmury, by kilka minut później znaleźć się w pełnym słońcu.
Dodatkowym problemem jest znacznie mniejsza ilość tlenu. Wielu zawodników skarżyło się na zawroty głowy, mdłości czy problemy z koncentracją. Niektórzy byli zmuszeni do przerwania treningów.
Właśnie dlatego Maciej Serafin od miesięcy przygotowuje swój organizm do ekstremalnych warunków. Korzysta z namiotu hipoksyjnego, w którym śpi przy obniżonej zawartości tlenu, a podczas treningów używa specjalistycznej maski symulującej wysokogórskie warunki.
Setki godzin nauki
Choć wyścig trwa zaledwie kilka minut, przygotowania zajmują miesiące. Gorliczanin przyznaje, że poświęcił dziesiątki godzin na treningi w symulatorze oraz setki godzin na analizowanie nagrań z przejazdów innych zawodników.
Znajomość trasy jest tutaj kluczowa. Kierowcy wyścigowi nie korzystają z pilotów, dlatego wszystkie zakręty muszą zapamiętać samodzielnie. Według własnych szacunków zna już większość trasy.
Samochód przygotowany specjalnie pod Kolorado
Przygotowania objęły również samochód. Honda Civic TCR, którą wystartuje Polak, została gruntownie przebudowana pod kątem warunków panujących na Pikes Peak.
Zmodyfikowano między innymi układ doładowania, zawieszenie, chłodzenie silnika oraz elektronikę odpowiedzialną za pracę jednostki napędowej na dużych wysokościach. Konieczne było także zastosowanie znacznie wydajniejszego układu chłodzenia i specjalnych ustawień amortyzatorów, które poradzą sobie zarówno z gładkim asfaltem na początku trasy, jak i mocno zdegradowaną nawierzchnią w wyższych partiach góry.
Jak przyznaje Maciej Serafin, po powrocie do Europy samochód będzie wymagał kolejnych modyfikacji, ponieważ obecna konfiguracja została przygotowana wyłącznie z myślą o amerykańskim wyścigu.
Logistyka większa niż wyścig
Sam udział w zawodach okazuje się też ogromnym przedsięwzięciem organizacyjnym. Do Stanów Zjednoczonych wysłano około czterech ton sprzętu, części zamiennych i wyposażenia serwisowego.
Wraz z kierowcą do Kolorado poleciał dziewięcioosobowy zespół. Samochód najpierw trafił statkiem do Nowego Jorku, a następnie został przewieziony ciężarówką przez niemal 3 600 kilometrów do Colorado Springs.
Dodatkowo organizatorzy przydzielili Polakowi specjalnego opiekuna. To standardowa procedura dla debiutantów startujących w wyścigu, na którego trasie w historii doszło do kilku tragicznych wypadków.
Rodzinny projekt
Przygotowaniami do startu żyje nie tylko sam kierowca. W projekt zaangażowała się cała rodzina. Żona wspiera go podczas przygotowań, a dzieci regularnie dopingują do kolejnych treningów.
Jak przyznaje zawodnik, w jego domu niemal codziennie rozmawia się o Pikes Peak. Synowie śledzą postępy przygotowań, a jeden z nich będzie towarzyszył ojcu podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych.
Flaga Polski na szczycie
Maciej Serafin nie ukrywa, że podstawowym celem jest bezpieczne ukończenie rywalizacji. Dopiero później przyjdzie czas na analizę wyniku sportowego.
Dla polskiego kierowcy najważniejsze jest jednak zapisanie się w historii. Chce jako pierwszy reprezentant naszego kraju dotrzeć do mety słynnego „Wyścigu do Chmur” i zatknąć biało-czerwoną flagę na szczycie Pikes Peak.
Jeżeli plan uda się zrealizować, będzie to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii polskich wyścigów górskich oraz symboliczne otwarcie drzwi dla kolejnych zawodników marzących o starcie na jednej z najbardziej legendarnych tras świata.
Źródło info: własne/RMF





Napisz komentarz
Komentarze