Na wymagającej trasie bardzo dobrze pobiegł również Dawid Durlak, który zmierzył się z formułą Hardcore.
Górski Runmageddon
W ostatni weekend myślenickie Zarabie ponownie stało się areną jednych z najbardziej widowiskowych zawodów OCR w Polsce. Na uczestników czekały błoto, strome podbiegi, ciężkie przeszkody, zbiegi, woda oraz odcinki, na których trzeba było wykazać się siłą, wytrzymałością i odpornością psychiczną.
Rywalizacja odbywała się na plaży trawiastej oraz na zboczach gór Chełm i Uklejna. To teren, który szybko weryfikuje przygotowanie zawodników. Sama kondycja biegowa nie wystarczała. Trzeba było dźwigać, czołgać się, wspinać, utrzymywać równowagę i zachować koncentrację mimo narastającego zmęczenia.
Trasa bez taryfy ulgowej
Gabriela Stec wystartowała w formule Runmageddon Classic. Do pokonania miała 12 kilometrów, 50 przeszkód i około 950 metrów przewyższenia. Już przed startem warunki zapowiadały trudną walkę, bo w Myślenicach padał deszcz, a błoto szybko stało się jednym z głównych przeciwników uczestników.
Na trasie pojawiły się m.in. przeszkody wymagające czołgania pod drutem, bieg z belką, komandos, małpi gaj, porodówka, przerzucanie opon, a także elementy, które szczególnie dały się we znaki zawodniczce z Moszczenicy. Wśród najtrudniejszych Gabriela wymienia „Zemstę pszczelarza” i „Pioruny”. Za niewykonanie zadania trzeba było wykonać karne burpeesy.
Na koniec czekało jeszcze ciężkie zadanie z łańcuchem ważącym około 25–30 kilogramów, który należało założyć na szyję i przenieść wzdłuż rzeki. Po tylu kilometrach walki z trasą był to prawdziwy test charakteru.
Gabrysia na podium
Gabriela Stec ukończyła rywalizację z czasem 2:40:27. To dało jej 1. miejsce w kategorii Open Kobiet. W całej stawce zawodników na dystansie 12 kilometrów została sklasyfikowana na 44. miejscu.
To wynik, który robi duże wrażenie, zwłaszcza że był to jej pierwszy prawdziwy Runmageddon. Zawodniczka z Moszczenicy wcześniej startowała w podobnych biegach przeszkodowych, m.in. w Marcinka Cross Challenge w Tarnowie, gdzie w tym roku zajęła 2. miejsce w kategorii wiekowej, a rok wcześniej była trzecia.
Jak sama przyznaje, długo chciała wystartować w Runmageddonie, ale decyzja nie była łatwa. Opłata startowa w takich zawodach jest wysoka, a samo wyzwanie wymaga nie tylko odwagi, ale też przygotowania.
Rozmawiamy z Gabrielą Stec
Od kiedy biegasz i jak zaczęła się Twoja przygoda z takimi zawodami?
Biegam od 2017 roku. Startowałam już w zawodach podobnych do Runmageddonu, czyli w Marcinka Cross Challenge organizowanym w Tarnowie. W tym roku wygrałam tam w swojej kategorii wiekowej 2. miejsce, a w zeszłym roku byłam trzecia.
Runmageddon był Twoim marzeniem?
Zawsze chciałam uczestniczyć w prawdziwym Runmageddonie, ale jak to człowiekowi, szkoda było wydać dużo pieniędzy. Nie oszukujmy się, takie zawody kosztują. W końcu przełamałam się i podjęłam wyzwanie.
Jak wyglądał dzień startu?
Wyjechaliśmy o godz. 3.20, a na miejscu byliśmy około godz. 5.20. Odbiór pakietów startowych jeszcze nie był czynny, ale wolałam być wcześniej. Przed startem była rozgrzewka. Patrząc na tych wszystkich uczestników, stwierdziłam, że nie mam szans, ale spróbuję. Liczyła się dobra zabawa.
Co było najtrudniejsze na trasie?
Runmageddon Górski to było 12 kilometrów i 50 przeszkód. Kiedy przyjechaliśmy, padał deszcz. Było przerażenie w oczach, gdy zobaczyłam błoto i przeszkody. Najgorsze były dla mnie „Zemsta pszczelarza” i „Pioruny”.
Za niewykonanie danego zadania miałam karę 10 burpeesów. Na zakończenie musiałam założyć łańcuch na szyję, około 25–30 kilogramów, i przenieść go wzdłuż rzeki. Namęczyłam się, żeby w ogóle założyć go na szyję.
Był moment, w którym warunki na trasie przestały już przeszkadzać?
W połowie trasy było mi już wszystko jedno, czy wejdę w błoto. Człowiek był cały spocony i brudny. Zegarek pokazał mi 954 metry wzniosu.
Kto pomagał Ci w przygotowaniach?
Przed zawodami przez 3 miesiące moje treningi i dietę prowadziła Monika Wojnarska. To dzięki niej waga poszła w dół i mam lepszą kondycję.
Co dalej?
Planów mam dużo. W sierpniu zapisuję się na kolejny Runmageddon na 6 kilometrów, a w październiku dajemy ognia na 21 kilometrów i odbieramy Trofeum Weterana.
Medali jest już bardzo dużo w domu. Mam wieszak na 150 sztuk i myślę, że trzeba będzie kupić kolejny. Nie zwalniam tempa. Żeby zostać sportowym świrem, trzeba poświęcić dużo czasu, trwać w tym i nie przestawać.
Krew na mecie, ale warto było. Łokieć i kolano ucierpiały po wywrotce na błocie podczas zbiegów.
Dawid Durlak mocny na trasie Runmageddon Hardcore
Na wymagającej trasie świetnie poradził sobie także Dawid Durlak z Gorlickiej Grupy Biegowej. Zawodnik wystartował w formule Runmageddon Hardcore, czyli na dystansie ponad 21 kilometrów, z około 1500 metrami przewyższenia i ponad 70 przeszkodami.
Dawid ukończył bieg z czasem 4:41:10. Według przekazanych informacji zajął 27. miejsce open na 784 startujących oraz 110. miejsce w klasyfikacji generalnej spośród 1182 zawodników. Na szczególne uznanie zasługuje fakt, że poprawił swój ubiegłoroczny wynik o około 40 minut.
Dodatkowo po ukończeniu trzech formuł w jednym sezonie zdobył Trofeum Weterana Runmageddonu. To wyróżnienie dla zawodników, którzy pokazują wszechstronność, konsekwencję i gotowość do podejmowania kolejnych wyzwań.



Źródło info: własne/Gabriela Stec/Gorlicka Grupa Biegowa/B4Sport/Runmageddon


![Gabriela Stec z Moszczenicy wygrała Runmageddon w Myślenicach. Błoto, góry i wielki charakter [FOTO] zdjęcie przedstawia kobietę w żółtym stroju sportowym trzymająca planszę](https://static2.halogorlice.info/data/articles/xl-gabriela-stec-z-moszczenicy-wygrala-runmageddon-w-myslenicach-bloto-gory-i-wielki-charakter-foto-1783427752.jpg)

Napisz komentarz
Komentarze