O tragicznym zdarzeniu na Węgrzech informowaliśmy wczoraj (16 sierpnia) rano, pisaliśmy też, że według niepotwierdzonych informacji na pokładzie autokaru, który uległ wypadkowi, znaleźli się też Gorliczanie.
Jeszcze kilka dni wcześniej uczestnicy pielgrzymki odwiedzali Medziugorie, Sarajewo i inne miejsca na Bałkanach. W drodze powrotnej do Polski ich autokar uległ katastrofie na Węgrzech.
Marzena Święs podróżowała razem z 23-letnią córką Natalią. Kobiety siedziały po prawej stronie pojazdu, a Natalia zajmowała miejsce przy oknie. Właśnie na tę stronę przewrócił się autokar.
Gorliczanka relacjonowała „Faktowi”, że samego momentu wypadku praktycznie nie pamięta. Pierwszym wyraźnym wspomnieniem są słowa córki, która kazała jej wstać i wskazała drogę wyjścia.
Obie zdołały opuścić pojazd, choć później nie potrafiły dokładnie odtworzyć, którędy wydostały się z wraku. Wszystko działo się bardzo szybko, w ogromnym stresie i pod wpływem adrenaliny.
Obie trafiły do szpitali
Natalia została hospitalizowana w Debreczynie. Według relacji matki doznała wstrząśnienia mózgu, obrażeń twarzy oraz złamania ręki w okolicy nadgarstka.
Marzena Święs trafiła na oddział ortopedyczny szpitala w Nyíregyházie. Sama uniknęła złamań, choć była mocno poobijana. Poszkodowani oczekiwali na możliwość transportu do Polski, jednak ostateczna decyzja należała do lekarzy.
Pomagała innym rannym
Pani Marzena jest z zawodu opiekunem medycznym. Mimo własnych obrażeń starała się wspierać innych uczestników pielgrzymki przebywających w szpitalu.
W rozmowie z „Faktem” podkreślała, że podczas siedmiodniowego wyjazdu uczestnicy bardzo się ze sobą zżyli. Wielu z nich stanowili seniorzy. Dla ocalałych szczególnie trudna jest świadomość, że część osób nie wróci już do swoich rodzin.
Pielgrzym walczy o życie
Gorliczanka wspominała również jednego z uczestników wyjazdu, Krzysztofa, który siedział w tylnej części autokaru. Według jej relacji po katastrofie trafił na oddział intensywnej terapii i walczył o życie.
Niepokój uczestników dotyczył także emerytowanego księdza Tadeusza z Podkarpacia. W momencie rozmowy pani Marzena nie miała informacji o jego stanie.
19-latek ruszył na pomoc
Szczególne słowa uznania gorliczanka skierowała pod adresem 19-letniego Adriana. Według relacji pasażerów młody mężczyzna po katastrofie pomagał osobom uwięzionym we wraku, rozbijał elementy dachu i pomagał wydostawać ludzi z pojazdu.
Działania ratunkowe podejmował również jeden z kierowców, który miał wybić przednią szybę autokaru, tworząc kolejną drogę ewakuacji.
Pierwsza noc po tragedii
Po przewiezieniu do szpitali poszkodowani próbowali wspólnie radzić sobie z szokiem. Rozmawiali, wspominali przebieg katastrofy i wzajemnie się wspierali.
Sama Marzena Święs przyznaje, że fakt przeżycia wraz z córką odbiera w kategoriach cudu. Dopiero z czasem dociera do niej skala tego, co wydarzyło się na Węgrzech.
Źródło info: Fakt.pl/katasztrofavedelem_hivatalos/Instagram, Łukasz Woźnica/newspix.pl



Napisz komentarz
Komentarze