Ostatnie metry wielkiej wyprawy
W piątek, 30 października, nasi widzowie mogli uczestniczyć w wyjątkowym wydarzeniu. Po miesiącu relacji z kolejnych etapów Camino połączyliśmy się z Arturem Grądalskim, aby towarzyszyć mu podczas ostatnich metrów drogi do katedry w Santiago de Compostela.
Przez poprzednie tygodnie opowiadał nam o dziesiątkach kilometrów pokonywanych każdego dnia, spotkaniach z pielgrzymami, zmęczeniu, bólu, deszczu i trudnościach, które pojawiały się na trasie. Tym razem mogliśmy zobaczyć moment, na który pracował od 1 października.
Gorliczanin rozpoczął transmisję w chwili, gdy przekraczał ulicę oddzielającą nowszą część Santiago od historycznego centrum. Do placu przed katedrą pozostawało mu już zaledwie kilkaset metrów.
Wąskie, kamienne uliczki wypełniali turyści i pielgrzymi z różnych stron świata. Restauracje były otwarte, a przed biurem obsługi pielgrzymów ustawiali się ludzie oczekujący na dokument potwierdzający ukończenie Camino. Wśród tego ruchu szedł Artur. Z plecakiem, telefonem w ręku i świadomością, że za chwilę zakończy jedno z najważniejszych wyzwań swojego życia.
Katedra coraz bliżej
Podczas transmisji Artur pokazywał widzom kolejne fragmenty starego miasta. Zwracał uwagę na oznaczenia szlaku, w tym charakterystyczne muszle świętego Jakuba umieszczone w nawierzchni ulic.
Z każdą minutą zbliżał się do placu katedralnego. Ponad dachami zabytkowych kamienic zaczęły pojawiać się wieże monumentalnej świątyni. Część budowli była osłonięta rusztowaniami, jednak jej główna fasada pozostawała widoczna.
Wreszcie nastąpiła chwila, na którą czekaliśmy.
Artur wszedł na plac przed katedrą w Santiago de Compostela. Zatrzymał się, odwrócił kamerę i pokazał widzom miejsce będące symbolicznym zwieńczeniem jego pielgrzymki. Z naszej anteny popłynęły gratulacje i wyrazy uznania. Po 30 dniach pieszej wędrówki, licznych wyrzeczeniach i przekroczeniu granicy tysiąca kilometrów 64-latek Artur Grądalski osiągnął swój cel.
Wspomnienie pierwszego dnia
Jednym z najbardziej poruszających momentów relacji było wspomnienie początku wyprawy.
Artur wrócił pamięcią do 1 października, kiedy wylądował w Faro na południu Portugalii. Przed nim znajdowała się wówczas ogromna odległość do pokonania, a powodzenie całego przedsięwzięcia pozostawało niewiadomą.
Miesiąc temu stanąłem w miejscowości Faro poza lotniskiem i nogi mi się ugięły przed tą podróżą. Ale udało się – powiedział Artur Grądalski.
Te słowa szczególnie mocno wybrzmiały w kontekście wydarzeń z ostatnich dni.
Artur podkreśla pracę zespołu
Podczas transmisji wielokrotnie gratulowaliśmy gorliczaninowi niezwykłego osiągnięcia. Sam Artur konsekwentnie podkreślał jednak, że sukces przedsięwzięcia nie należy wyłącznie do niego.
To jest praca całej grupy. Twoja, rodziców obydwu dziewczynek. Nie można tak powiedzieć, że ja, bo ja tylko miałem przejść – zaznaczył.
Za organizacją akcji stała współpraca rodzin Poli i Nikoli, osób wspierających inicjatywę oraz naszej redakcji, która przez cały październik relacjonowała kolejne etapy podróży. Artur każdego dnia podejmował wysiłek fizyczny, natomiast pozostali uczestnicy przedsięwzięcia pomagali w nagłaśnianiu zbiórki i przekazywaniu informacji o potrzebach dziewczynek. Właśnie ten wspólny cel od początku był najważniejszą częścią całego przedsięwzięcia.
Certyfikat pielgrzyma i wspomnienia
Po dotarciu do katedry Artur zapowiedział, że zamierza odebrać certyfikat pielgrzyma, potwierdzający ukończenie Drogi Świętego Jakuba. Podstawą jego wydania jest specjalny dokument pielgrzyma, nazywany credencial, w którym podczas wędrówki zbiera się pieczątki potwierdzające przebycie kolejnych etapów.
Gorliczanin przyznał, że skrupulatnie dokumentował swoją podróż, zatrzymując się w miejscowościach na trasie i zbierając kolejne potwierdzenia. Zwrócił uwagę, że takie świadectwo może być również odpowiedzią na ewentualne wątpliwości dotyczące realizacji wyprawy.
Jednocześnie zaznaczył, że dla niego największą wartością pozostaną wspomnienia, spotkania i doświadczenia zgromadzone podczas 30 dni w drodze. W planach miał także uczestnictwo w mszy dla pielgrzymów w katedrze oraz przygotowanie dodatkowych zdjęć i krótkiego nagrania podsumowującego całą podróż.
Tysiąc kilometrów dla dziewczynek
W całej tej historii najważniejsze pozostają dwie dziewczynki: Pola Betkier i Nikola Woźniak. Obie chorują na zespół Retta, rzadkie schorzenie genetyczne, które powoduje poważne zaburzenia rozwoju i wymaga wielospecjalistycznej opieki oraz rehabilitacji.
Artur Grądalski postanowił wykorzystać swoje doświadczenie w długodystansowych wędrówkach, aby zwrócić uwagę na ich sytuację i zachęcić do finansowego wsparcia.
Pierwotny plan zakładał pokonanie 950 kilometrów w 32 dni. Ostatecznie gorliczanin przekroczył granicę 1 000 kilometrów już po 29 dniach, a trzydziestego dnia dotarł przed katedrę w Santiago de Compostela.
Każdy etap był okazją do opowiedzenia historii dziewczynek. Każda kolejna relacja docierała do mieszkańców regionu, przypominając, że za sportowym wyzwaniem stoi rzeczywista potrzeba pomocy.
Dziękujemy wszystkim darczyńcom
Finał wyprawy to również moment, aby z całego serca podziękować wszystkim osobom, które włączyły się w akcję „Camino dla Poli i Nikoli”. Dziękujemy każdemu darczyńcy, który przekazał choćby niewielką wpłatę na rzecz dziewczynek. Każdej osobie, która udostępniła informację o zbiórce, opowiedziała o niej znajomym, zachęciła innych do pomocy lub wspierała Artura dobrym słowem.
Dziękujemy rodzinom Poli i Nikoli za zaufanie, zaangażowanie i wspólne działania, a także wszystkim osobom, które pomagały w organizacji oraz promowaniu przedsięwzięcia.
Szczególne podziękowania należą się widzom i czytelnikom Halo Gorlice. Przez cały miesiąc śledziliście kolejne etapy wędrówki, oglądaliście transmisje, przesyłaliście słowa wsparcia i interesowaliście się losem dziewczynek.
Dziękujemy również samemu Arturowi Grądalskiemu. Za odwagę podjęcia wyzwania, wytrwałość, poświęcony czas i ogromny wysiłek. Za gotowość do dzielenia się swoimi przeżyciami nawet w chwilach największego zmęczenia. Przede wszystkim za to, że swój osobisty cel podporządkował chęci pomagania innym.
Bez zaangażowania wszystkich tych osób akcja nie miałaby takiego zasięgu.
Camino zakończone, pomoc trwa
Ostatnia transmisja spod katedry w Santiago de Compostela zamknęła miesiąc niezwykłych relacji. Artur dotarł do celu, ale historia Poli i Nikoli wciąż trwa. Dlatego nadal apelujemy o wsparcie akcji. Nawet po zakończeniu marszu można pomóc, przekazując wpłatę lub informując innych o prowadzonej zbiórce.
Link do zbiórki >>>Camino dla Poli i Nikoli – wesprzyj zbiórkę na Siepomaga.pl
Artur Grądalski zrobił coś, co jeszcze miesiąc temu wydawało się prawie niemożliwe. Pokonał pieszo ponad tysiąc kilometrów, przemierzając dwa kraje i mierząc się z własnymi ograniczeniami. Dziś możemy mu pogratulować i powiedzieć: Artur, jesteśmy z Ciebie dumni!
A największym sukcesem całej wyprawy będzie to, jeśli historia tych 30 dni przełoży się na pomoc dla Poli i Nikoli, które chorują na Zespół Retta.




Napisz komentarz
Komentarze