Tysiąc kilometrów dla dzieci
To moment, na który czekaliśmy od początku października. Artur Grądalski, 64-letni mieszkaniec Gorlic, przekroczył symboliczną granicę tysiąca kilometrów pieszej wędrówki z Portugalii do Hiszpanii. W najnowszej relacji przekazanej naszej redakcji potwierdził, że jego licznik zatrzymał się na 1004 kilometrach.
Wystartował 1 października z portugalskiego Faro. Początkowo zamierzał pokonać około 950 kilometrów w ciągu 32 dni, jednak w trakcie wyprawy postawił sobie jeszcze ambitniejsze zadanie. Chciał przejść co najmniej tysiąc kilometrów, poświęcając swój wysiłek Nikoli Woźniak i Poli Betkier, dziewczynkom chorującym na zespół Retta.
Udało się. Według jego relacji dokonał tego w 29 dni, a więc szybciej, niż przewidywał pierwotny harmonogram.
– „Tak jak obiecałem, tak zrobiłem” – powiedział w nagraniu przesłanym do naszej redakcji.
Za tym krótkim zdaniem kryje się jednak wysiłek, który w ostatnich dniach doprowadził go do granic fizycznej wytrzymałości.
55 kilometrów jednego dnia
Przedostatni etap miał liczyć około 48 kilometrów. Ostatecznie trasa wydłużyła się do 55 kilometrów. Dla organizmu zmęczonego niemal miesiącem codziennego marszu okazało się to ogromnym wyzwaniem.
Chyba poznałem granicę swoich możliwości – przyznaje Artur.
Najtrudniejsze były ostatnie dwa kilometry. Gorliczanin pokonywał je przez ponad godzinę, mając coraz większe problemy z poruszaniem się i dotarciem do miejsca noclegowego.
Po zakończeniu marszu jego stan, jak sam relacjonuje, był bardzo niepokojący. Był silnie wychłodzony i przez dłuższy czas nie mógł odzyskać komfortu cieplnego.
Wyziębiony byłem tak potwornie, że leżałem w łóżku przykryty dwoma kocami i próbowałem się jakoś zregenerować – opowiada.
Był to jeden z najtrudniejszych momentów całej wyprawy. Artur nie ukrywa, że wielodniowe obciążenie organizmu i ostatni, wyjątkowo długi etap mocno odbiły się na jego kondycji.
Pomimo tych problemów następnego dnia zdecydował się pokonać kolejne kilometry, które pozwoliły mu zrealizować postawiony cel.
Stopy odmówiły posłuszeństwa
Ostatni odcinek był szczególnie wymagający dla stóp gorliczanina. Ich stan nie pozwalał mu już komfortowo poruszać się po kamienistych fragmentach Drogi Świętego Jakuba.
Dlatego podjął decyzję o zmianie trasy i wybrał drogę asfaltową.
Nie byłem w stanie wejść na szlak świętego Jakuba. Tę trasę zrobiłem tylko i wyłącznie asfaltem, bo nie pozwalały stopy – relacjonuje.
Każde nadepnięcie na nierówne podłoże sprawiało mu ogromny ból. Mimo tego kontynuował marsz, aż licznik pokazał upragnioną liczbę.
1004 kilometry w 29 dni oznaczają średnio około 34,6 kilometra dziennie. To wynik obrazujący skalę wysiłku, jaki gorliczanin podejmował przez niemal cały październik.
Dotarł na koniec świata
Podczas ostatnich etapów Artur odwiedził również Fisterrę, nazywaną Finisterre. To miejscowość na atlantyckim wybrzeżu Galicji, kojarzona z symbolicznym końcem świata.
Właśnie tam docierają niektórzy pielgrzymi, którzy po osiągnięciu Santiago de Compostela decydują się kontynuować wędrówkę w kierunku oceanu.
Gorliczanin nie kryje zachwytu tym miejscem.
Miejsce jest niesamowite, po prostu tam trzeba być – mówi.
W jego pamięci pozostaną malownicze zatoki, spokojne miejscowości, kamienne zabudowania i wąskie uliczki. Duże wrażenie zrobiła na nim również miejscowa kuchnia. Szczególnie zapamiętał danie z owoców morza, podawane na rozgrzanej patelni.
Zauważył także, że pod koniec października w galicyjskich miejscowościach nadal można zobaczyć owoce na krzewach i drzewach, między innymi winogrona oraz cytrusy.
Mimo ogromnego zmęczenia znalazł więc jeszcze czas, aby docenić miejsca odwiedzane podczas ostatnich dni wyprawy.
Ani jednego kilometra żalu
W najnowszej relacji Artur wypowiedział słowa, które najlepiej oddają sens jego przedsięwzięcia.
Jeżeli by mi ktoś powiedział, że zrób to jeszcze raz, to zrobiłbym to jeszcze raz – zapewnia.
To szczególnie wymowna deklaracja w kontekście niedawnego wyczerpania i trudności z ukończeniem ostatnich etapów.
Gorliczanin podkreśla jednak, że wszystkie te wyrzeczenia miały konkretny cel.
Nie żałuję ani jednego kilometra, którego przeszedłem dla tych dwóch dzieci, bo dla mnie to jest priorytet, żeby po prostu w jakiś sposób im pomóc – mówi wzruszająco.
Nikola Woźniak i Pola Betkier zmagają się z zespołem Retta, rzadką chorobą genetyczną, która poważnie wpływa na rozwój i codzienne funkcjonowanie dzieci. Ich rodziny potrzebują wsparcia w finansowaniu leczenia, rehabilitacji oraz specjalistycznej opieki.
Właśnie dlatego Artur zdecydował się zamienić swoje sportowe wyzwanie w akcję charytatywną.
Wyprawa zakończona, pomoc trwa
Choć wyznaczony cel kilometrowy został osiągnięty, Artur Grądalski nie chce, aby wraz z końcem marszu zakończyła się akcja pomagania dziewczynkom.
W rozmowie z naszą redakcją zaapelował o dalsze nagłaśnianie zbiórki i zachęcanie mieszkańców do wpłat.
Mam nadzieję, że nie skończymy tej akcji już momentalnie jutro, tylko spróbujemy jeszcze wydusić, co się da, i zaapelować do wszystkich możliwych osób o jakieś wsparcie – podkreśla.
Jak relacjonuje, zainteresowanie wyprawą zaczyna wykraczać poza lokalne środowisko. Skontaktowała się z nim przedstawicielka Radia Kraków, która zadeklarowała próbę szerszego nagłośnienia akcji.
To ważna wiadomość, ponieważ od początku celem gorliczanina było dotarcie z historią Nikoli i Poli do jak największej liczby ludzi.
Zbiórkę można wesprzeć za pośrednictwem serwisu Siepomaga – Camino dla Poli i Nikoli.
Jeszcze jeden symboliczny krok
Artur zapowiada również krótkie, około czterokilometrowe przejście w kierunku katedry w Santiago de Compostela, które chciałby połączyć z ostatnią relacją dla mieszkańców Gorlic.
Po 29 dniach marszu i przekroczeniu granicy tysiąca kilometrów będzie to symboliczne zwieńczenie jego charytatywnego przedsięwzięcia.
Dziś najważniejszy jest jednak wynik i obietnica, której dotrzymał. 1004 kilometry, niemal miesiąc codziennych wyrzeczeń, deszcz, zmęczenie i ból. Wszystko po to, aby pomóc dwóm dziewczynkom.
Artur swoją część zadania wykonał. Teraz liczy na to, że jego wysiłek przełoży się na dalsze wsparcie dla Nikoli i Poli.




Napisz komentarz
Komentarze