Zagadka śmierci małpki Koko. Historia tak dobra, że nie może zostać zapomniana!

  • 07.09.2021, 11:36
  • Monika Kulka-Smołkowicz

Podziel się:

Oceń:

Zagadka śmierci małpki Koko. Historia tak dobra, że nie może zostać zapomniana! Fot. haloGorlice
Ksiądz Bronisław Świeykowski był postacią, delikatnie mówiąc, nietuzinkową. Jednym z jego charakterystycznych towarzyszy była małpka Koko, a opowieść o tym, jak uratowała życie księdzu mrozi krew w żyłach.

 

Małpki były dwie, Koko i...

Jakiś czas temu w tekście >>>To wariatka była, ona nie cierpiała Żydów pisaliśmy o wspomnieniach Pani Krystyny Gumułki, która opowiadała m.in. o swoich spotkaniach z ks. Świeykowskim. Wspominała ona także małpkę Koko, jako nieodłączną towarzyszę księdza i drugą małpkę, która „ślicznie jadła jajka na twardo”.

Odwiedziliśmy dzisiaj gorlickie muzeum, by kilka wątków zasłyszanych historii złożyć w całość. Dowiedzieliśmy się m.in., że owa druga małpka miała na imię Małż.

 

Wszyscy chcą mieć zdjęcie z Koko

To jedno z najbardziej zaskakujących spotkań, do którego dochodzi w gorlickim Muzeum PTTK przy ul. Wąskiej. Przechodząc przez sale tematyczne związane z I Wojną Światową napotykamy szklaną gablotę, w której schowana jest... małpka.

Na pytanie, czy to jest Koko, pada prosta odpowiedź: tak, to właśnie Koko.

Dzieło specjalistów taksydermii pozwoliło niezwykłemu zwierzęciu przetrwać aż po dziś dzień. Dawniej była puszysta i piękna, dziś już mocno wytarta. Jak się dowiadujemy w czasie zwiedzania, zakonserwowana małpka kapucynka przez lata pozostawała pod opieką Szkoły Podstawowej nr 2 w Gorlicach (która zlokalizowana była w budynku obecnie zajmowanym przez gorlicki ratusz). Przez lata dotykana i głaskana, straciła znaczną część swojego bujnego futra.

Nadal jednak możemy spojrzeć jej głęboko w oczy. Te zaś, mimo że sztuczne, przypominają nam o tym, że to zwierzę widziało w życiu więcej, niż my.

 

Małpka, która uratowała życie księdza Świeykowskiego

Małpka asystowała księdzu burmistrzowi w chwilach radości, ale także w czasie wojny. Trudno już dziś ustalić, kiedy zginęła. Pierwsza z historii, opowiedziana na kartach „Diariusza Dni Grozy” autorstwa ks. Bronisława Świeykowskiego opisuje historię ogólnie:

Wtem granat uderzył tuż obok bramy dworskiej (...) nie czekając zabrałem płaszcz na siebie i wyszedłem do drugiego pokoju... Jeszcze nie zamknąłem drzwi za sobą i właśnie Koko przerażonego chciałem napędzić do klatki, gdy cztery pociski (między tymi jeden 28 cm) wpadły w pokój, w którym byłem przed chwilą. (...)

 

Chwila bombardowania była straszna. Zgodnie z opowieścią, którą możemy przeczytać w całości w gorlickim muzeum, ks. Świeykowski chwilę wcześniej odprawiał nabożeństwo. Zostało ono jednak przerwane wymianą ognia pomiędzy wojskami austriackimi i rosyjskimi. Ksiądz szukał schronienia w domu, jednak i tu sięgały już strzały. Chcąc ochronić swojego towarzysza, spanikowaną i głośno piszczącą już w tej chwili małpkę kapucynkę Koko, ksiądz burmistrz przeszedł do pokoju, w którym było zwierzę.

To uratowało jego życie. Zgodnie z tym scenariuszem, Koko miała zakończyć swoje życie krótko po I Wojnie Światowej.

 

Śmierć Koko w opowieści ks. Micka

Istnieje jednak i druga historia, która pozostała już jedynie w przekazie ustnym i możecie jej ze szczegółami wysłuchać w Muzeum PTTK w Gorlicach.

Historia jest barwna, ale trudno wyjaśnić, czy dwa wydarzenia: śmierć Koko i ochronienie Burmistrza Dni Grozy przed śmiercią miało miejsce jednocześnie.

Zgodnie ze słowami, które w murach muzeum miał wypowiedzieć ksiądz Micek (ostatni spowiednik ks. Świeykowskiego), małpka Koko przez kolejne tygodnie obserwowała poranne rytuały księdza Bronisława Świeykowskiego. Jednym z nich było poranne golenie się. Brzytwa, pędzel i golenie się przed lustrem poprzedzały chwile, które ks. Świeykowski spędzał w sąsiednim pokoju, przy opisywaniu kolekcji swoich owadów.

Tygodnie obserwacji skusiły małpkę, by samodzielnie zakosztować rozkoszy porannego golenia się. Skoro właściciel robił to codziennie, najwyraźniej musiało to sprawiać mu przyjemność, czyż nie?

Gdy tylko ks. Świeykowski zakończył poranne golenie się i przed nabożeństwem chciał jeszcze spędzić chwilę przy swoich zbiorach w pokoju obok Koko, wykorzystując chwilę jego nieuwagi, podeszła do lustra i...

 

Wiedziała jak otworzyć brzytwę

Koko, naśladując ruchy swojego właściciela, wypędzlowała swoje futerko, otworzyła brzytwę, a następnie przyłożyła ją do swojej szyi.

Niestety, brak wprawy, której przecież trudno spodziewać się po kapucynce, spowodował, że rozcięła swoje naczynia krwionośne. Pisk i krzyk zwierzęcia oderwał księdza Świeykowskiego od zbiorów motyli. Ruszył na pomoc towarzyszowi życia. W tej chwili do pokoju wpadły pociski, które zrujnowały kolekcję, ale nie zabiły wyjątkowego kapłana. Niestety, w tej wersji opowieści, mimo próby tamowania rany, Koko ginie na rękach księdza.

Historii tej mogłoby dodawać autentyczności fakt, że zakonserwowana w muzealnej gablocie małpka rzeczywiście ma pod szyją coś na kształt śladów po cięciu. Jak się jednak szybko dowiadujemy, bardzo prawdopodobne, że ślad ten powstał już w czasie pracy specjalisty taksydermii. Osoba ta, po śmierci Koko otrzymała od ks. Świeykowskiego – wielkiego miłośnika przyrody – zadanie zakonserwowania na zawsze wiernej małpki.

Dzięki temu, niezależnie od tego, czy Koko zakończył życie w czasie wojny, czy tuż po niej, do dziś możemy go oglądać.

Postać księdza Świeykowskiego i jego małpki kapucynki to duet, który w niezwykły sposób wpisał się w historię Gorlic. Ten scenariusz wydawałby się nieprawdopodobny, gdyby nie to, że... wydarzył się naprawdę.

Sama małpka Koko z powodzeniem mogłaby zaś pretendować do roli maskotki naszego miasta lub jego znaku firmowego. Koko dała nazwę periodykowi, który wydawany był lata temu staraniem nieistniejącego już, Gorlickiego Klubu Kolekcjonerów. Pod nazwą „KOKO” i wykorzystując symbol małpki kapucynki, klub publikowali Komentarze Kolekcjonerów, w których dzielono się informacjami o zbiorach i przedmiotach, które skrywały niezwykłą historię.

 

Czy Koko doczeka się jeszcze jakiejś formy upamiętnienia? Czekamy na Wasze propozycje!

Wszystkich, którzy nie widzieli jeszcze małpki na własne oczy, gorąco zachęcamy do odwiedzenia gorlickiego muzeum. Tytułem posłowia warto odnotować, że w Kwartalniku Gorlickim pojawiła się jeszcze jedna wersja opowieści z Koko-bohaterem, ratującym życie ks. Świeykowskiego w czasie bombardowania. Historia zapisana przez Zbigniewa Króla brzmi następująco:

W jednym z kątów zasuszona małpka „Koko”, która uratowała księdzu życie. W tym czasie kiedy się golił, odłożył brzytwę, małpka ukradła i pobiegła „golić się” do sąsiedniego pomieszczenia, ksiądz wybiegł za nią, by sobie nie zrobiła krzywdy. W tym czasie w miejsce, w którym się golił wpadł pocisk. To, że wybiegł za małpką, uratowało Mu życie.

 

Kwartalnik Gorlicki,  nr 36, 2006

 

Monika Kulka-Smołkowicz

Zdjęcia (8)


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe