Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama KEBAB PARK – otwarcie wrzesień 2022 – Jesteśmy na Rydarowskiej 6
ReklamaSzybki internet • Wybierz ŚWIATŁOWÓD! • Zapraszamy! Salon ORANGE, GORLICE ul. Legionów 14
Reklama IWO COMPUTERS – Najlepsze produkty do pracy, gry i rozrywki! – Sprawdź naszą ofertę
Reklama DELIKATESY SZUBRYT – GORLICE, ul. Kościuszki 34A – Sprawdź najnowsze promocje! [od 26 września 2022]]

Kto morduje? Kto jeszcze zginie? Jaką prawdę przykrywa cień góry? [ROZDANIE]

Oceń

„W cieniu góry” to pełnokrwisty kryminał, którego akcja toczy się w Beskidzie Niskim. Doskonała warstwa obyczajowa sprawia, że nawet jeśli nie czytacie kryminałów – ten powinien Wam się spodobać. No i autorka – idealna rozmówczyni i zjawiskowa kobieta! Zapraszamy Was do przeczytania rozmowy z Agnieszką Jeż. Do rozdania mamy dla Was pięć książek, które dostaliśmy od wydawnictwa Luna. Jutro od godz. 9 do 14 będziecie mogli je odebrać w naszej redakcji. Warunek? Zadamy Wam jedno pytanie z treści poniżej rozmowy!
Kto morduje? Kto jeszcze zginie? Jaką prawdę przykrywa cień góry? [ROZDANIE]
Autor: materiały prasowe

Barbara Ćmiech: Przygotowując się do naszej rozmowy, ustaliłam, że jest pani autorką lub współautorką ponad 20 książek, a jedna z nich została wydana pod pseudonimem! I chociaż mamy rozmawiać o pani najnowszej książce, to muszę zadać to pytanie – skąd pomysł na wydanie takiej, na której okładce nie ma pani nazwiska? Rozumiem, że nie zdradzi pani ani tytułu, ani pseudonimu, ale to niezwykle ciekawy wątek. A więc: dlaczego?

Agnieszka Jeż: Bo to kryminał, więc dodatkowa zagadka jest w bonusie! A serio – zawsze bardzo lubiłam kryminały jako czytelniczka, ale, mimo że już pisałam książki, brakowało mi odwagi, żeby stworzyć historię kryminalną. Wbrew pozorom – bo przecież ten gatunek jest utożsamiany z rozrywką – to wcale nie jest takie proste. Dobry kryminał ma solidną warstwę obyczajową, świetnie nakreślonych bohaterów, przemyślaną konstrukcję psychologiczną i do tego umiejętnie podaną intrygę, poprowadzoną w taki sposób, by wciąż angażować czytelnika, ale nie pozwolić mu domyślić się prawdy zbyt wcześnie (zbyt późno także nie, bo nikt nie lubi być wystrychniętym na dudka). Być może długo jeszcze zwlekałabym z debiutem kryminalnym lub nawet wcale by do niego nie doszło, gdyby nie wydawca, który zadzwonił do mnie z taką propozycją. Role się odwróciły – zwykle to autor chce udowodnić wydawnictwu, że dobrze pisze, a tu ja byłam przekonywana, że kryminał to gatunek wprost dla mnie stworzony. Warunek – miałam wymyślić historię, której akcja toczy się w PRL-u, a morderca seryjnie pozbawia kobiety życia. Tytuł był już gotowy. No i było jasne, że tekst ukaże się pod pseudonimem. Weszłam w mroczny klimat nadspodziewanie szybko i z… przyjemnością. Praca nad tym kryminałem (i kolejnymi zresztą też) dostarczyła mi wielu ekscytacji – intelektualnych, dopowiem, choć i dreszczyku emocji. A co do debiutu jeszcze i w ramach podpowiedzi – ta książka jest tak dobra, że mogłaby zagrać w filmie.

Kiedy zapadła decyzja, że zostanie pani pisarką?

Czasami na spotkaniach autorskich czytelnicy pytają mnie, jak zostać pisarką/pisarzem. Odpowiadam wtedy, że najpierw trzeba sporo czytać – tak ze czterdzieści lat. To była moja droga. Z dużą czcią podchodziłam do tego zawodu. Skończyłam studia filologiczne – polonistykę i bałtystykę – i zaczęłam pracę w wydawnictwie. Pokornie przeszłam wszystkie szczeble – od korektorki przed redaktorkę po wydawczynię. I dopiero wtedy przyszło mi do głowy, że skoro od tylu lat zajmuję się książkami innych autorów i czasami podczas lektury myślę sobie, że ja też bym tak mogła (a nawet lepiej, dodawałam nieśmiało w myślach), to może jednak warto spróbować? Odważyłam się i wysłałam tekst do kilku wydawnictw. Odpowiedzi nadeszły już następnego dnia, co uznałam za znak, że to dobrze obrana droga. Przez blisko dwa lata łączyłam pracę redaktorską z pisaniem, ale potem zostałam już pełnoetatową pisarką. I jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo to sztuka trudna do osiągnięcia w Polsce. Moi czytelnicy, kłaniam się wam!

Co panią inspiruje?

Życie. Zawsze inspiruje mnie życie. Najlepsza nawet fabuła i tak zawsze przegra z tym, co życie wymyśliło. Bardzo lubię czytać lokalną prasę. Nieustających inspiracji dostarcza mi na przykład „Tygodnik Podhalański”. Gdy przesłałam swojemu wydawcy konspekt „Odpłaty”, westchnął i powiedział: „Super, absolutnie, tylko wiesz, ta historia jest nieprawdopodobna”. A ja wtedy wyciągnęłam artykuł na temat zbrodni sprzed lat, do której powróciło krakowskie Archiwum X. W każdej mojej książce, także tych obyczajowych, jest dużo historii prawdziwych. Przerabiam je, łączę. Nie są podane jeden do jednego, ale inspiruję się nimi. Lubię też przeskoki czasowe – „przeszłość jest ważna”, mówi jeden z moich bohaterów, i ja też tak myślę. 

Proszę trochę opowiedzieć o najnowszej książce i o tym, co było zapalnikiem do napisania W cieniu góry?

Zaczęło się od czytania. W lipcu zeszłego roku pojechałam nad jezioro i zabrałam ze sobą kilka lektur. Jedną z nich był Wędrowny Zakład Fotograficzny. Kilka zdań na temat losów pewnej rodziny, zamieszczonych w tym zbiorze spotkań, zainspirowało mnie do stworzenia postaci Dzieniszów. Zastanawiałam się nad tym, gdzie mogłabym ich osadzić. Miesiąc później pojechałam w Beskid Niski. I od razu poczułam, że Krempna i okolice to doskonała sceneria dla mrocznego, dusznego kryminału, w którym ważna jest przeszłość, ludzkie niespełnienia, pragnienie wyrównania krzywd. Gdzie akcja przypomina splatanie nitek – początek sprzed wielu lat, kilka włókien, które wraz z upływem czasu coraz ściślej się ze sobą łączą, aż do mocnego sznura tragicznego finału.

W cieniu góry wywiodła pani czytników na manowce! A na pewno jedną czytelniczkę!

Cóż, cieszę się! To jest ta trudność, o której wspominałam na początku. Jo Nesbø ujął to tak: „Pisząc kryminał, trzeba być jak iluzjonista – przyciągać uwagę czytelnika, ale jednocześnie nim manipulować. Starać się zwrócić uwagę na prawą rękę, aby coś po kryjomu zrobić lewą. I tak jak iluzjonista pisarz musi zawsze być o krok przed czytelnikiem, by go zaskoczyć. Oczywiście nie za bardzo, bo czytelnik nie lubi wychodzić na głupca”. Rzecz polega na tym, żeby jednocześnie podpowiadać i robić zmyłki, zachowując odpowiednie proporcje. Niezła żonglerka!

Miała pani swój udział w procesie powstawania okładki książki? Trzeba przyznać, że jest wyjątkowa!

Jest piękna, to prawda. Robi wrażenie już na zdjęciu, a gdy weźmie się książkę do ręki, zachwyt jeszcze się wzmaga. Przedarcie wydaje się takie prawdziwe, krople czerwieni rzeczywiste i aż czuć chłód ciągnący od ciemnego lasu! Mariusz Banachowicz, autor okładki, idealnie wpasował się w klimat mojego kryminału. Co do oprawy graficznej – tu zawsze ostatnie słowo ma wydawnictwo, choć stara się o aprobatę autorki lub autora. Czasami trwa to długo, a projektów jest wiele. Nie w tym przypadku – tu od razu był obustronny aplauz. Teraz wyrażają go także czytelnicy. 

Lubi pani chodzić po górach?

Lubię, kocham, muszę! Jestem człowiekiem gór, córką górala. To genetyczny spadek i miłość, którą, bez względu na pochodzenie, zaszczepili we mnie rodzice. Jeszcze nie potrafiłam samodzielnie stawiać kroków, a już, w nosidle, zdobywałam szczyty. Najbardziej lubię puste szlaki, długie godziny wędrówki, spędzanie czasu ze sobą i czystą kontemplację piękna. Jeśli raj istnieje, to na pewno jest górzysty.

Jak bardzo bliski jest pani... Beskid Niski?

Bliski od dawna. Pierwszy raz byłam w Krempnej w 1982 roku. Pamiętam tamten wyjazd bardzo dobrze. Ciszę, ciemność, jakąś tajemnicę. Coś z innego porządku. Potem jeździłam tam jeszcze kilka razy, ostatni w 1994 roku. Kolejne lata to były Bieszczady, Tatry, Beskidy, Gorce. Trochę z potrzeby większych wyzwań, nowych widoków, ale i chyba dlatego, żeby nie zepsuć tamtych dziecięco-młodzieżowych wspomnień, żeby ich nie skonfrontować ze zmienioną rzeczywistością. Jednak zdecydowałam się na powrót, tym razem już ze swoimi dziećmi, żeby im pokazać tę arkadię swoich młodych lat. Byłam niezwykle wzruszona, że tak mało się tu zmieniło. Mogłam się cofnąć w czasie, oddać nostalgii.

Czy była też pani w tej gorlickiej części Beskidu Niskiego?

Tak, przeszłam kilka tras z tej części Beskidu, ale moje ukochane rejony to okolice Czarnego, Wołowca, Nieznajowej, obu Świątkowych, Ożennej, Ciechani, Krempnej. 

Czy uważa pani, podobnie jak my (w redakcji), że Beskid Niski to ostatnie dziewicze tereny w Polsce? Można być na szlaku przez kilka godzin i nikogo nie spotkać?

Ja to wiem! W zeszłym roku byłam w Beskidzie Niskim dwa sierpniowe tygodnie. Pełnia wakacji, pogoda cudowna, a na szlakach pusto. Na pętli Olchowiec przez kilka godzin nie spotkaliśmy nikogo. Z Wołowca do Czarnego przez Ochabiska szliśmy samotnie. Na trasie między Ożenną a Krempną spotkaliśmy trzy osoby. Podczas wycieczki na Przełęcz Hałbowską – dwoje turystów. Zresztą szlak był tu tak zarośnięty, jakby dawno nikt nim nie chodził. Wygląda na to, że rzeczywiście wszyscy pojechali w Bieszczady lub do Zakopanego. Egoistycznie patrząc – bardzo mnie to cieszy!

Od czego zaczyna się pisanie kryminału? Przygotowywanie konspektu jest trochę jak fantazjowanie o mordowaniu?

Od pomysłu, a ten, co już powiedziałam, często bierze się wprost z życia. Nie wiem, czy inni autorzy fantazjują o zbrodniach, może tak – niezbadane są meandry ludzkiej psychiki, ale ja podchodzę do konspektu bardzo metodycznie. Zdecydowanie bardziej niż fantazji czy umiejętności literackich używam tu logiki i myślenia analitycznego. To ten moment, kiedy bardzo się cieszę, że w liceum wybrałam klasę o profilu matematyczno-fizycznym.

 

Czy pisanie kryminału mocno różni się od pisania powieści obyczajowej? Jakie emocje towarzyszą autorowi w procesie twórczym?

Kryminał od obyczaju różni się tym, że w tym pierwszym nasilenie emocji jest tak duże, że doprowadza do zbrodni. Zostaje przekroczona granica – tego, co dopuszczalne przez prawo, co odwracalne. W obu przypadkach tak opowiadam historię, żeby czytelnicy zrozumieli, co się dzieje w sercach, sumieniach i głowach moich bohaterów. W kryminale dochodzi jeszcze wątek o tym, jakie wydarzenia i okoliczności sprawiły, że zostali przestępcami lub ofiarami. Oba typy powieści wymagają tak samo solidnie i na „zimno” spisanych konspektów, choć podczas pisania emocje się różnią – inaczej przecież przeżywa się melodramatyczne wątki miłosne niż akcję przygotowująca do zadania śmiertelnego ciosu. Pisanie naprzemienne – kryminał-obyczaj, to dobry pomysł na zachowanie jako takiej równowagi psychicznej. Cenię sobie ten płodozmian.

Czy łatwiej wczuć się w rolę ofiary, czy zabójcy?

Ależ wybór! Odpowiem tak – żeby postaci były wiarygodne, trzeba umieć wejść w skórę każdego bohatera. Tego, z którym mi bardziej po drodze, i tego, z którym bym się nie zakumplowała. Każdego bohatera trzeba zrozumieć i zaakceptować, bez tego się pisarsko nie ruszy dalej. Staram się oddzielić swoje sympatie i nie trzymać z żadną ze stron. Autor/autorka muszą być obiektywni – ocenę i preferencje zostawiam czytelniczkom i czytelnikom. I najbardziej lubię, gdy po lekturze mówią, że ich sympatie względem bohaterów często się zmieniały. Wtedy czuję, że udało mi się stworzyć pełnokrwiste postacie, których nie daje się łatwo zaszufladkować. 

Czy pisania można się nauczyć?

Jeśli chodzi o warsztat – pewnie tak. Tego, zdaje się, próbuje uczyć szkoła, i to sprawdza podczas egzaminu kończącego podstawową edukację. Tyle że robi to wedle pewnego formatu, przycinając wszelką indywidualność. Szymel – to wtedy dostajemy. Pisarstwo to stopień wyżej – indywidualność stylu, która sprawia, że po fragmencie rozpoznajemy autorstwo, finezja, lekkość, zabawa słowem, panowanie nad nim. Do tego trzeba dołożyć umiejętność wymyślania fabuł i ich opowiadania, a to już raczej dar czy talent – dostępne nielicznym. 

Po jaką literaturę sięga pani najczęściej?

Czytam bardzo dużo, bardzo różnych rzeczy. Uwielbiam obyczajową literaturę angielską – za czułą ironię i autoironię i za wnikliwą obserwację rzeczywistości: David Lodge, Ian McEwan, Julian Barnes, Kate Atkinson. Za podobne cechy plus zdejmowanie z rzeczywistości pozłotka cenię Elizabeth Strout. Ostatnio czytam dużo literatury czeskiej - wciągnęły mnie kryminały Ivy Prochazkowej (mocno podbite tło obyczajowe). Z kryminałów jeszcze seria o Departamencie Q Jussiego Adler-Olsena. No i literatura faktu – tu moimi faworytami są publikacje Czarnego.

 W planach jest kolejna książka? Jeśli tak, to jaki gatunek zaserwuje pani Czytnikom tym razem? I cóż to będzie za opowieść?

We wrześniu ukaże się pierwszy tom sagi obyczajowej o losach rodziny Polakowskich. „Nagły świt” to opowieść o zesłaniu na Sybir. Kolejne dwa tomy poprowadzą moich bohaterów przez powojenne lata, różne kontynenty i zawirowania do współczesności. Jeszcze w tym roku także historia z międzywojnia – opowieść o kobiecie, która musi zacząć nowe życie po tym, gdy mąż ją zostawia bez pieniędzy, za to z trojgiem dzieci. Wyjeżdża do Zakopanego, gdzie „nuty życia dzikie” i zaczyna… Nie, tego nie zdradzę, powiem tylko, że będzie się działo!

A w przyszłym roku – kryminał. 

Dziękujemy za rozmowę!

Dziękuję.

Książkę W cieniu góry możecie w atrakcyjnej cenie kupić >>>TUTAJ


Napisz komentarz
Komentarze
Martunia 20.07.2022 23:22
Wow! Świetna rozmowa, super wywiad! Brawo!

ReklamaEdukacja na WSB-NLU – Wybierz kierunek studiów dla siebie! | REKTUTACJA 2022/2023
ReklamaEdukacja na WSB-NLU – Wybierz kierunek studiów dla siebie! | REKTUTACJA 2022/2023