Nerwowy początek Glinika
Pierwsze spotkanie sezonu nie ułożyło się po myśli zespołu. W pierwszej części spotkania w poczynaniach drużyny było sporo nerwowości. Gorliczanie mieli swoją bardzo dobrą okazję do objęcia prowadzenia, jednak nie potrafili jej wykorzystać. Skuteczniejsi okazali się przyjezdni.
W 34. minucie Łukasz Radomski zdobył pierwszą bramkę dla Kalwarianki i to goście schodzili do szatni z prowadzeniem 1:0.
Drugi cios gości
Po zmianie stron Glinik próbował szybko odpowiedzieć. Drużyna gospodarzy dobrze weszła w drugą połowę i potrafiła stworzyć sobie sytuacje pod bramką przeciwnika.
To jednak Kalwarianka ponownie była skuteczniejsza. W 57. minucie Kacper Nieckula podwyższył prowadzenie przyjezdnych na 2:0.
Druga bramka padła po nieodpowiedzialnym zachowaniu obrony Glinika. Gospodarze nie zareagowali w tej sytuacji w sposób zdecydowany, tak by przeszkodzić zawodnikowi Kalwarianki w oddaniu celnego strzału zza pola karnego.
Największy niedosyt w obozie Glinika pozostawiła końcowa część spotkania. Gorliczanie przejęli wówczas inicjatywę i stworzyli aż sześć sytuacji, które mogły zakończyć się zdobyciem bramki. Żadna z nich nie została jednak wykorzystana.
Nowy zespół momentami
W sobotnim spotkaniu kibice mogli zobaczyć także nowych zawodników Glinika, momentami drużyna prezentowała futbol, nad którym pracowała przed rozpoczęciem sezonu. Problemem była regularność. Dobre fragmenty gry przeplatały się ze słabszymi, a Kalwarianka potrafiła wykorzystać błędy gospodarzy.
Glinik stworzył wystarczająco dużo sytuacji, by rezultat spotkania mógł wyglądać zupełnie inaczej.
Mimo porażki pozytywnym sygnałem była frekwencja na trybunach. Pierwsze spotkanie sezonu przyciągnęło około 750 kibiców. Tym większy jest niedosyt po inauguracji zakończonej wynikiem 0:2.
Glinik nie zdobył punktów w pierwszym meczu sezonu, ale przebieg spotkania pozostawił również materiał do analizy przed kolejnymi występami. Najważniejszym zadaniem będzie poprawa skuteczności i ograniczenie błędów, które rywale potrafią zamieniać na bramki.
Łukasz Krzysztoń trener Glinika Gorlice po meczu z Kalwarianką Kalwaria Zebrzydowska.
Na pewno nie jesteśmy zadowoleni z wyniku i z tego, co wydarzyło się dzisiaj na boisku. Nie tak sobie to zakładaliśmy. Chcieliśmy pozytywnie rozpocząć sezon – powiedział Łukasz Krzysztoń.
Obiektywnie, jeśli chodzi o przebieg meczu, pierwsza połowa była w naszym wykonaniu bardzo nerwowa. Tak jak mówiłem wcześniej, te pierwsze mecze są specyficzne i tego się spodziewaliśmy. Wiedzieliśmy, że kto pierwszy opanuje nerwy, temu będzie się łatwiej grało. My mamy stuprocentową sytuację i nie zdobywamy gola.
Przeciwnik zdobywa bramkę w pierwszej połowie. Próbujemy jeszcze odrobić straty, ale kończymy ją wynikiem 0:1.
W drugiej połowie też mieliśmy, uważam, niezłe wejście w mecz. Stworzyliśmy kilka sytuacji, ale jednak przeciwnik był konkretny i zdobył bramkę, moim zdaniem po naszym nieodpowiedzialnym zachowaniu. Trochę próbowaliśmy przerzucać piłkę, zamiast zachować się zdecydowanie lepiej.
Później była już nasza dominacja i festiwal niewykorzystanych szans. Właśnie to boli najbardziej, że przy wyniku 0:2 stworzyliśmy sześć sytuacji, w których powinniśmy strzelić gola, a nie strzeliliśmy żadnego.
Nie mogę niczego na to zwalać, ale musimy zachowywać się lepiej w pewnych sytuacjach. Patrząc na ich liczbę i miejsca, w których się znaleźliśmy, jeżeli chcemy wygrywać mecze, musimy zachowywać się lepiej.
Na pewno jesteśmy rozczarowani. Nie chcemy takich meczów. Chcemy zrobić wszystko, żeby pojechać na wyjazd i wygrać kolejny mecz.
Jeśli chodzi o nowe twarze w Gliniku, nie chcę też nikogo indywidualnie oceniać. Uważam, że momentami było widać nasz zespół. Byliśmy tacy, jak chcieliśmy być, ale były to tylko momenty. Takie momenty pozwoliły nam jednak na stworzenie sytuacji, dzięki którym mogliśmy ten mecz nawet wygrać.
Mam też apel do ludzi, którzy siedzą za ławką. Nie wiem, czy przychodzą tutaj po to, żeby ten zespół wygrywał, czy po prostu cieszą się z tego, kiedy zespołowi nie idzie.
Uważam, że kibic, który przychodzi na mecze, nie mówię o wszystkich, bo mamy sektor dopingujący. Mówię tutaj o tych ludziach, którzy są po drugiej stronie. Chodzi o teksty i pewne rzeczy rzucane w naszym kierunku i w kierunku chłopaków.
Wiadomo, wynik nas nie broni, ale jesteśmy też ludźmi i każdy z nas popełnia błędy. Dlatego mówię, że chcemy zrobić wszystko, żeby się poprawić. Futbol jest taki, a nie inny – można dominować, mieć przewagę, a ostatecznie ten mecz przegrać.
Tym bardziej boli nas, że przy takiej frekwencji w taki sposób zagraliśmy i przede wszystkim przegraliśmy. Naprawdę doceniamy to, że kibice są z nami, jeżdżą za nami, dopingują i wspierają nas.
Czasami jednak warto spojrzeć na to również od strony człowieka. My też jesteśmy ludźmi. Każdy z chłopaków, którzy są na boisku, i każdy z trenerów dookoła chce jak najlepiej.



Napisz komentarz
Komentarze