Camino coraz bliżej finału
Artur Grądalski kontynuuje swoją charytatywną wyprawę do Santiago de Compostela. Gorliczanin, który 1 października wyruszył z Faro na południu Portugalii, ma za sobą już 916 kilometrów pieszej wędrówki. Każdy kolejny dzień przybliża go do celu, ale jednocześnie coraz mocniej odczuwa fizyczne skutki wielotygodniowego marszu.
W najnowszej relacji opowiedział o dwóch ostatnich etapach. Pierwszy, liczący niemal 38 kilometrów, prowadził do Pontevedry. Pogoda była stosunkowo łaskawa, a trasa przebiegała głównie po płaskim terenie, asfaltowych drogach i brukowanych odcinkach.
Choć warunki sprzyjały marszowi, Artur przyznaje, że organizm coraz wyraźniej domaga się odpoczynku.
Już zmęczenie się daje znać coraz bardziej i coraz mniej sił jest – relacjonuje gorliczanin.
Deszcz utrudnił wędrówkę
Kolejny poranek przyniósł zupełnie inne warunki. Kiedy Artur spojrzał przez okno miejsca noclegowego, zobaczył intensywnie padający deszcz. Był już przygotowany do wyjścia, jednak musiał ponownie rozpakować plecak, ponieważ kurtkę przeciwdeszczową schował na samym dnie.
Wędrówka w strugach deszczu okazała się wyjątkowo wymagająca. Pomimo kurtki, pokrowca na plecak i dodatkowej peleryny woda przedostała się do środka, mocząc część ekwipunku.
Po dotarciu do kolejnego schroniska gorliczanin musiał zająć się suszeniem ubrań i butów. Nie miał jednak pewności, czy wszystko zdąży wyschnąć przed porannym wymarszem.
Na szczęście warunki noclegowe były znacznie lepsze niż poprzedniego dnia. W Pontevedrze spał w pomieszczeniu z ponad trzydziestoma pielgrzymami, natomiast tym razem trafił do pokoju przeznaczonego dla sześciu osób. Ciepły prysznic i możliwość spokojniejszego odpoczynku pozwoliły mu nieco odzyskać siły.
Niezwykłe spotkania na szlaku
W miarę zbliżania się do Santiago de Compostela na trasie pojawia się coraz więcej pielgrzymów. Artur opowiada, że chwilami szlak jest naprawdę zatłoczony, a wędrowcy reprezentują różne kraje i pokolenia.
Szczególne wrażenie zrobiło na nim małżeństwo z Anglii, które przemierza Camino wraz z małym dzieckiem. Rodzice pchali przed sobą sportowy, trójkołowy wózek, w którym podróżował chłopiec mający, według oceny gorliczanina, około dwóch lat.
Oni po prostu idą do Santiago. Dla mnie szok – opowiada z podziwem.
Na trasie spotkał również starsze małżeństwa, które mimo deszczu i trudnych warunków szły razem, trzymając się za ręce. Takie obrazy, jak przyznaje, pozostają w pamięci na długo.
Gorliczanin zwraca również uwagę na dobrze rozwiniętą infrastrukturę pielgrzymkową. Na szlaku regularnie pojawiają się miejscowości, kawiarnie i punkty gastronomiczne, dzięki którym można odpocząć, zjeść posiłek i uzupełnić zapasy.
Kontuzja tuż przed Santiago
Podczas ostatniego etapu Artur był także świadkiem przykrej sytuacji. Jeden z pielgrzymów doznał urazu nogi na szerokiej leśnej drodze.
Konieczne było wezwanie taksówki, która zabrała poszkodowanego na badania. Według relacji gorliczanina do Santiago pozostawało mu wówczas zaledwie trzydzieści kilka kilometrów.
Nie wiadomo, jak poważna okazała się kontuzja ani czy pielgrzym będzie mógł kontynuować marsz.
To zdarzenie pokazuje, jak wiele może zmienić jeden niefortunny krok, szczególnie po wielu dniach intensywnego wysiłku.
Tysiąc kilometrów coraz bliżej
Choć pierwotnym celem wyprawy było dotarcie do Santiago de Compostela, Artur od pewnego czasu rozważa przedłużenie trasy, aby przekroczyć symboliczną granicę 1000 kilometrów.
Obecnie ma na liczniku 916 kilometrów, co oznacza, że do osiągnięcia tego wyniku brakuje mu jeszcze 84 kilometrów.
Według jego szacunków do Santiago pozostało około 40–45 kilometrów. Ostateczna długość kolejnych etapów będzie jednak zależeć od samopoczucia, pogody i możliwości organizacyjnych.
–Prawdopodobnie minę Santiago i pójdę dalej, bo chciałbym dołożyć te kilometry, o których mówiłem – zapowiada.
Jednocześnie podkreśla, że nie zamierza forsować organizmu ponad siły.
Ile dam rady, tyle pójdę – zaznacza.
Kilometry dla Nikoli i Poli
Za wyprawą 64-letniego mieszkańca Gorlic stoi znacznie ważniejszy cel niż sportowy wynik. Artur Grądalski przemierza Camino, aby nagłośnić zbiórkę charytatywną na rzecz Nikoli Woźniak i Poli Betkier, dziewczynek zmagających się z zespołem Retta.
Od początku października pokonuje kolejne kilometry, mierząc się ze zmęczeniem, bólem, zmienną pogodą i codziennymi trudnościami organizacyjnymi. Swoją wędrówką chce zwrócić uwagę na potrzeby dziewczynek i zachęcić jak najwięcej osób do wsparcia zbiórki.
Właśnie dlatego przekroczenie 1000 kilometrów miałoby dla niego szczególne znaczenie. Byłoby kolejnym sposobem na zainteresowanie mieszkańców regionu prowadzoną akcją.
Ostatnie kilometry przed celem
Przed Arturem decydujące dni wyprawy. Jeśli prognozy się sprawdzą, pogoda powinna się poprawić, co może ułatwić pokonanie ostatniego odcinka do Santiago.
Gorliczanin szacuje, że potrzebuje jeszcze jednego pełnego dnia marszu i kilku dodatkowych godzin, aby dotrzeć do miasta będącego celem pielgrzymów z całego świata.
Czy na tym zakończy swoją podróż? Wszystko wskazuje na to, że będzie chciał spróbować przejść dalej.
Jedno jest pewne: 916 kilometrów pokonanych pieszo to już ogromny wysiłek, a każdy kolejny kilometr przybliża Artura do osobistego wyzwania i pomaga przypominać o charytatywnym celu wyprawy.




Napisz komentarz
Komentarze