Rachunek bez logiki
Do Klimkówki wpływa mniej wody, niż z niej wypływa. Obowiązujące zasady mają nakazywać stały zrzut na poziomie 2 m sześc. na sekundę, podczas gdy w okresach mniejszych dopływów zbiornik zasilany jest przepływem wynoszącym od 0,3 do 1 m sześc. na sekundę. Rachunek wydaje się prosty. Skoro odpływ jest większy niż dopływ, poziom wody musi się obniżać.
Skoro jednak wszystko jest tak czytelne, dlaczego rozwiązanie problemu od lat okazuje się tak trudne? Gdzie tu logika?
Problem widoczny od lat
Niski poziom wody w Klimkówce nie jest nowym zjawiskiem ani nagłym odkryciem. Mieszkańcy ziemi gorlickiej od lat obserwują odsłonięte fragmenty dna zbiornika, cofającą się linię brzegową i zmieniające się warunki korzystania z akwenu.
Problem szczególnie wyraźnie widać w okresach suszy. Wówczas zamiast turystycznej wizytówki regionu pojawia się krajobraz, który trudno pogodzić z zapowiedziami rozwoju rekreacji, sportów wodnych i infrastruktury wypoczynkowej.
Temat wielokrotnie pojawiał się w lokalnych rozmowach. Teraz trafił do Sejmu, co w serwisach prezentujących Gorlice wiadomości może zostać przedstawione jako przełom. Mieszkańcy mają jednak prawo zapytać, dlaczego dopiero teraz ktoś na szczeblu centralnym ma dokładnie sprawdzić zasady obowiązujące od kilkudziesięciu lat.
Instrukcja z innej epoki
Poseł Ryszard Wilk podczas posiedzenia Sejmu zwrócił się do ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka o przeanalizowanie zasad gospodarowania wodą w zbiorniku. Parlamentarzysta wskazał, że instrukcje regulujące sposób zarządzania Klimkówką zostały przygotowane jeszcze w latach 90. minionego wieku.
Od tego czasu zmieniły się warunki hydrologiczne, częstotliwość okresów suszy, potrzeby mieszkańców oraz plany związane z rozwojem turystyki w Beskidzie Niskim. Nie oznacza to automatycznie, że wszystkie dotychczasowe zasady są błędne. Trudno jednak zrozumieć, dlaczego przez tyle lat nie przeprowadzono skutecznej analizy, czy nadal odpowiadają one obecnej sytuacji.
Jeżeli rzeczywiście przez wiele dni ze zbiornika odpływa więcej wody, niż do niego wpływa, pytanie o sens utrzymywania stałego zrzutu staje się całkowicie uzasadnione.
Spotkania i deklaracje
Sprawa nabrała tempa po spotkaniach posła Ryszarda Wilka oraz Kamila Muchy z przedstawicielami lokalnych samorządów. W rozmowach uczestniczyli między innymi włodarze gmin Ropa, Uście Gorlickie i Gorlice.
Samorządowcy wskazywali, że niestabilny poziom wody ogranicza możliwość wykorzystania potencjału Klimkówki. Zebrane informacje zostały następnie przedstawione w Sejmie, a minister infrastruktury miał polecić odpowiednim służbom przeanalizowanie sytuacji.
Brzmi obiecująco. Tyle że analiza nie podniesie poziomu wody, a polecenie zbadania sprawy nie oznacza jeszcze zmiany zasad. Mieszkańcy regionu wielokrotnie słyszeli już o rozmowach, koncepcjach, opracowaniach i planowanych działaniach. Znacznie rzadziej widzieli ich konkretne rezultaty.
Turystyka czeka na wodę
Wokół Klimkówki mają powstawać kolejne pomysły turystyczne, w tym koncepcje tras pieszo-rowerowych łączących Biecz, Gorlice, zbiornik i Wysową-Zdrój. Jako przykład wskazywane jest Jezioro Czorsztyńskie, wokół którego rozwinęły się trasy rowerowe, noclegi, gastronomia i inne usługi.
Porównanie brzmi atrakcyjnie, ale sama budowa ścieżek nie rozwiąże podstawowego problemu. Trudno skutecznie promować wypoczynek nad zbiornikiem, jeżeli jego linia brzegowa stale się zmienia, przystanie znajdują się daleko od wody, a w czasie suszy coraz większą część krajobrazu zajmuje odsłonięte dno.
Klimkówka może stać się jednym z najważniejszych punktów turystycznych Beskidu Niskiego. Najpierw jednak potrzebne są jasne zasady zarządzania zbiornikiem, a nie kolejne wizje rysowane bez odpowiedzi na podstawowe pytanie: ile wody powinno w nim pozostawać?
Decyzji nadal nie ma
Ministerstwo Infrastruktury ma przygotować analizę obowiązujących zasad. Na razie nie wiadomo jednak, kiedy powstanie oficjalne stanowisko, jakie dane zostaną uwzględnione i czy resort rzeczywiście zdecyduje się zmienić instrukcję gospodarowania wodą.
Nie wiadomo również, czy ewentualna zmiana zrzutu będzie możliwa przez cały rok, czy jedynie w wybranych okresach. Brakuje też publicznie przedstawionego stanowiska zarządcy zbiornika, które wyjaśniałoby, z czego dokładnie wynika obecny poziom odpływu.
Właśnie dlatego sprawa wymaga rzeczowej debaty. Stały zrzut wody może wynikać z szeregu obowiązków i ograniczeń, których nie da się pominąć jedną polityczną decyzją. Jeżeli jednak przepisy są niedostosowane do dzisiejszych warunków, powinny zostać zmienione, zamiast przez kolejne lata służyć jako wygodne wytłumaczenie bezczynności.
Mieszkańcy czekają
Wiadomości dotyczące Klimkówki regularnie wywołują duże zainteresowanie, ponieważ zbiornik ma znaczenie dla mieszkańców, przedsiębiorców i całego ruchu turystycznego w regionie. Tym razem sprawa dotarła do ministra, ale dopiero konkretna decyzja pokaże, czy sejmowa interwencja przyniosła realny efekt.
Na obecnym etapie potwierdzone są wystąpienie posła oraz zapowiedź przeanalizowania zasad gospodarowania wodą. Nie ma natomiast informacji o zmianie instrukcji ani o zmniejszeniu zrzutu. Warto więc oddzielić działania faktyczne od politycznych deklaracji.
Będziemy informować o kolejnych odpowiedziach, analizach i spotkaniach. Mieszkańcy nie potrzebują jednak następnego dokumentu odkładanego na półkę. Potrzebują decyzji, która będzie oparta na danych, potrzebach regionu i rzeczywistych możliwościach zarządzania zbiornikiem.
Bo na razie wszystko wygląda bardzo znajomo, pogadają, pogadają a będzie i tak jak zwykle.



Napisz komentarz
Komentarze